25 kwietnia, 2024

StacjaKultura.pl

poczuj pociąg do kultury recenzja, zapowiedź

Red Dead Redemption recenzja gry

7 min read

Red Dead Rewolwer. Ktoś z Was pamięta tę grę? Stawiam na to, że niezbyt wielu. A szkoda, gdyż jest to pierwsza część tytułu, który właśnie recenzuję. Wydany na pierwszego Xboxa całego świata może nie podbił, ale zebrał bardzo przechylne noty. Teraz mamy możliwość pogrania w kontynuację tej produkcji. Jak myślicie, czy przez te lata wiele się zmieniło?

Zdecydowanie tak i są to zmiany na lepsze. Red Ded Redemption to gra traktująca o dzikim zachodzie. Wcielamy się w niej w byłego członka (John) grupy rabusiów, który został zdradzony przez swojego pobratymca. Po jego odejściu od gangu, wspomnienia nie dają mu spokoju. Starzy przyjaciele również przypomnieli sobie o Johnie i zagrozili mu zabiciem jego rodziny. Ten natomiast za cel ustanowił sobie wyeliminowanie wszystkich, którzy mogą zaszkodzić bezpieczeństwu jego beztroskiego życia. Aby tego dokonać opuszcza on duże miasto, w którym aktualnie mieszka i zaczyna poszukiwania oprawców na pustkowiach. Jak się jednak okazuje, odnalezienie ich nie jest takie łatwe, jakby mogło się wydawać. Tak oto, w wielkim skrócie, przedstawia się fabuła RDR.

Gdy w głowie zbieram fakty, pozwalające na opisanie rozgrywki w RDR, na myśl przychodzi mi głównie jedno. GTA4 na dzikim zachodzie – dosłowanie. Podobieństwa widać praktycznie wszędzie: w systemie strzelania, wykonywaniu misji zarówno głównej, jak i pobocznych oraz tym, jak poprowadzona została fabuła.

W Red Dead Redemption otrzymujemy bowiem do dyspozycji olbrzymi świat, po którym możemy się swobodnie przemieszczać pieszo, za pomocą konia oraz różnego rodzaju powozów, pociągów, a nawet aut. Po całym tym terenie porozsiewani są ludzie, od których przyjmujemy zadania. Wykonując zlecenie jednego, odkrywamy następnych pracodawców itd. Mamy również możliwość wykonywania misji pobocznych lub też zwykłej eksploracji, czyli tak jak to miało miejsce w GTA4.


Prócz tego istnieje wiele innych rzeczy, które możemy wykonać. I tak w RDR mamy okazję pójścia do kasyna w celu zagrania w karty czy też kości. Na tym jednak nie koniec zabawy, gdyż mamy jeszcze możliwość ujeżdżania konia, zarzucania lasso, pójścia na polowanie czy ciągnęcia naszych przeciwników za koniem. Wymieniać dalej? Pojawia się również skalpowanie zwierzyny, zaganianie krowy, ściganie się z innymi, strzelanie do królików, które kradną warzywa, pomaganie w patrolowaniu podwórza, handlowanie, prowadzenie powozów, ściganie przestępców oraz wiele innych zabaw, których wymiana zajęłaby mi jeszcze przynajmniej kilka akapitów. Motyw przewodni jest jednak taki – gdy już zabierzemy się za wykonanie jakiejś misji, to możemy być pewni, że będziemy musieli trochę postrzelać.

Jak zrealizowana została zabawa bronią? Celowanie jest bardzo intuicyjne i przyjemne. Brakuje mi nieco automatycznego namierzania znanego z GTA4, ale mamy w zamian coś, co dość skutecznie je zastępuje. Jest to patent znany z Modern Warfare, czyli namierzanie przeciwnika po szybkim wciśnięciu przybliżenia. Pozwala to na szybkie przełączanie się pomiędzy przeciwnikami i znacznie ułatwia strzelanie do poruszających się celów. Istnieje również możliwość mało skutecznej walki na pięści oraz egzekucja z bliska, która jest jednocześnie jednym z najgorzej dopracowanych elementów tej gry.


Arsenał, który został zaimplementowany do tytułu, to przede wszystkim rewolwer. Do tego dochodzą rożnego rodzaju strzelby, snajperki, a nawet działko obrotowe. Do tego dochodzi lasso, w które możemy łapać zarówno konie, jak i ludzi. Związanego człowieka można później zarzucić na konia, po czym zawieść do dowolnego miejsca. Szkoda tylko, że żadna z tych broni nie ma odrzutu, który powinien być przy używaniu tego typu „gnatów”. Nasz bohater ma stabilną rękę – nawet wówczas, gdy strzela z podwójnej strzelby, co jest raczej mało realne.

Dobrym rozwiązaniem, które zostało wprowadzone do RDR jest „Dead Eye”. „Martwe oko” to nic innego, jak możliwość spowolnienia czasu, zaznaczenia przeciwników i wykonanie egzekucji. System sprawdza się doskonale, zwłaszcza podczas pojedynków, które dzięki niemu możemy bezproblemowo wygrać. Przydaje się również podczas jazdy na koniu, gdy musimy strzelać do ruchomych celów. Pasek tej umiejętność po jakimś czasie odnawia się sam. Możemy również przyśpieszyć ten proces żując tytoń, który niestety sporo kosztuje.

To, co jest zdecydowanie najsilniejszą stroną RDR to klimat. Dziki zachód został przedstawiony niemal idealnie. Nastrojowa muzyka, która zmienia się zależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Przepięknie odwzorowane otoczenia oraz miasta, które sprawiają wrażenie żywcem wyciągniętych z westernów, tworzą razem niesamowita paczkę, której nie znajdziecie w żadnej innej grze. Przemierzając udostępniony teren, natkniemy się na dzikie zwierzęta, innych bohaterów, ludzi potrzebujących pomocy oraz tych, którzy wypełniają swoje zwykłe codziennie zadania, np. zganiają krowy. Kraina robi wrażenie bardzo organicznej, przez co grając w Red Dead Redemption czułem się dokładnie tak, jakbym był na prawdziwym dzikim zachodzie.


Multiplayer w RDR to coś niesamowitego. I nie chodzi tutaj o same tryby gry, bo one są raczej standardowe, tylko o zastosowanie jednego, wielkiego lobby. Co to jest? Otóż, to miejsce, w którym zbierają się gracze przed rozpoczęciem zabawy przez sieć po to, aby ustalić zasady, na jakich będą grali. W RDR cały dostępny teren jest jednym wielkim lobby. Przemierzając, spotykamy innych zawodników, z którymi możemy podjąć się wykonania jakiejś misji. Możemy również najzwyczajniej w świecie strzelać do wszystkiego, co się rusza. To się dopiero nazywa swoboda działania. Im dłużej gramy, tym więcej mamy dostępnych modeli postaci oraz tym lepsze są nasze statystyki. Pomysł ten sprawdza się idealnie i jest jednym z najlepszych elementów gry. Szkoda, że nikt na to nie wpadł przy okazji GTA4.

„Dobry z ciebie chłop. A za mnie całkiem niezły zakapior.”. To, czy będziesz uwielbiany przez mieszkańców świata RDR zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Gra posiada bowiem system podobny do Fable. Jeśli pozabijamy niewinnych ludzi, to mieszkańcy będą od uciekali. Jeśli zaś wybierzemy ścieżkę dobrego bohatera, to wszyscy zaczną witać nas na ulicy z uśmiechem. Warto jednak dodać, że złamanie prawa jest równoznaczne z pościgiem przez szeryfa. Można za to trafić do celi na jakiś czas. Od stróżów prawa można jednak uciec, ale nawet gdy nam się to uda, to i tak zostanie wyznaczona za naszą głowę nagroda. A ta znika dopiero wtedy, gdy sami za nią zapłacimy, przez co próby bycia ponad prawem są raczej mało opłacalne.

Jak każda gra, która opiera się na wielkim świecie, tak i RDR nie jest pozbawione błędów. Zwierzyna oraz ludzie potrafią okazjonalnie się zaklinować. Czasami zobaczymy jakieś załamanie tekstur w niektórych miejscach. Wspomniane minusy występują bardzo rzadko i nie wpływają na odbiór gry. To, co mnie jednak najbardziej zirytowało to fakt, że złamanie prawa podczas misji jest równoznaczne z jej nieukończeniem. Wyobraźcie sobie sytuację, w której jedziecie wykonać jakieś zadanie i aby szybciej dotrzeć do celu postanawiacie nieco pogonić konia. Nagle przypadkowo wbiega Wam pod kopyta pies. Oczywiście, „futrzak” nie przeżywa tego spotkania, a misja zostaje przerwana z powodu złamania prawa. Taka sytuacja przydarzyła mi się trzykrotnie i jest to trochę denerwujące.

Koń to będzie zdecydowanie główny środek transportu w RDR. A jak się go ujeżdża? Całkiem przyjemnie. Zwierz zachowuje się bardzo naturalnie, reaguje na nasze gwizdy i szybko przybiega do nas, gdy tylko jest potrzebny. Można go nieco przyspieszyć, wciskając odpowiedni przycisk, jednak nie można przesadzać, gdyż koń traci zdrowie oraz kondycję. Gdy kondycja spadnie do zera, nasz wierzchowiec po prostu zrzuci nas z siebie. Warto zaznaczyć, że początkowo dostępny jest dość przeciętny koń, jednak w późniejszej fazie gry można sobie kupić lepszego wierzchowca. Można też udać się na łowy i złapać na lasso konia, który nam się spodoba.


Graficznie RDR prezentuje się obłędnie. Krajobrazy zapierają dech w piersiach, animacja jest przepiękna. Do tego dochodzą zmienne pory dnia oraz różne lokalizacje, które przyjdzie nam zwiedzić. W kanionach zobaczymy efekt gorącego powietrza, który osobiście bardzo mi się spodobał. Postaci i zwierzęta wyglądają naturalnie, a niebo nocą to temat na osobny akapit, który dopiszecie sobie sami – po zakupie gry.

Dźwiękowo jest doskonale. Jak już wspominałem nastrój muzyki zmienia się zależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Jeśli zaś chodzi o odgłosy strzałów, to do tej pory zostały mi w głowie. Dialogi wypowiadane przez aktorów brzmią bardzo realistycznie i sugestywnie. A skoro już wspomniałem o artystach to trzeba przyznać, że zrobili kawała dobrej roboty. Barwna paleta postaci sprawia, że przy RDR bardzo ciężko się nudzić. Aktorzy wzorowo wykonali swoje zadanie pod względem podłożenia głosów. Ton wypowiadanych kwestii zmienia się pod wpływem sytuacji.

Gra pracuje na silniku znanym z gry GTA4, co widać  praktycznie wszędzie: w menu, sposobie renderowania terenu, animacji postaci etc. Warto jednak zaznaczyć, że grafika wygląda znacznie lepiej, niż w Liberty City. Pojawia się jednak problem z doczytywaniem tła i innych obiektów, gdy gramy bez instalacji tytułu na dysku twardym. Gdy jednak wykonamy wspomnianą czynność mankament od razu znika.

Red Dead Redemption to zdecydowanie kandydat do „gry roku”. Grafika jest piękna, a długość tej produkcji zadowoli malkontentów. Przejście wszystkiego w RDR to około 50 godzin zabawy, z czego 20 zajmuje sama ścieżka fabularna. Kupując RDR otrzymasz wielki świat, dużą ilość rzeczy do zrobienia, ciekawą – choć nieco zakręconą – fabułę, dobrą mechanikę strzelania i doskonały klimat. Czy tyle wystarczy, aby Was przekonać?

Ocena: 9,7/10

Plusy:
+ dostępny teren
+ masa zadań do wykonania
+ grafika
+ fabuła
+ klimat

Minusy:
– drobne problemy techniczne

Dawid Szyszko

Dawid Nawrocki