25 maja, 2024

StacjaKultura.pl

poczuj pociąg do kultury recenzja, zapowiedź

Musical Lestat – recenzja

4 min read

Tym w książce Anny Rice nawet się udało. Wszak ściągali na swoje przedstawienia pokaźne tłumy. Musical „Lestat” na amerykańskiej scenie nie miał takich sukcesów, ale być może było to spowodowane tym, że tamtejsza społeczność uprzedzona jest do tych potworów. Na szczęście jestem europejczykiem i zupełnie inaczej odebrałem ten spektakl.

Pewnie niektórzy z Was wiedzą, że scenariusz musicalu został zaczerpnięty z książek Anny Rice. Nie przez przypadek użyłem tutaj liczby mnogiej, gdyż do napisania sztuki zostały wykorzystane dwie powieści – „Wywiad z Wampirem” oraz „Wampir Lestat”. Łącznie daje to nam około 600 – 700 stron. Zrobienie z tego sztuki nie było więc łatwe, ale jakoś się udało. W wielkim skrócie Musical Lestat opowiada o perypetiach nowonarodzonego wampira – Louisa, oraz jego stwórcy Lestata. Ten pierwszy umartwia się nad tym, kim się stał. Przeklina swojego stwórcę, ale nie jest zdolny do pozbycia się jego. Lestat jest przeciwieństwem Louisa. Ten zabawowy, pełen życia wampir staje się jednym z najsilniejszych przedstawicieli tego gatunku. Na dodatek chce zostać liderem grupy rockowej. Jego chęć sławy sprawia, że głównie o nim jest ten spektakl. O jego przygodach, myślach i działaniach.

Fabularna część musicalu jest już znana. Niestety, podczas spektaklu zauważyłem jeden jego błąd. Nie jest on adresowany do osób, które nie zapoznały się wcześniej z książkami Anne Rice. Tylko takie osoby mogą bowiem zrozumieć, o co dokładnie chodzi Lousowi i Lestatowi. Normalny widz może odebrać sztukę jako chaotyczną i nie do końca zrozumiałą. Dlatego wpierw należałoby się zapoznać ze wspomnianymi wcześniej tytułami.

Co ciekawe, reżyserowi udało się sprawić, że publiczność zżyła się z bohaterem, który jest negatywną postacią. Chodzi mi oczywiście o Lestata, który jako protagonista ma bardzo mało pozytywnych cech. Mimo wszystko jego chęć bycia sławnym, myślenie tylko o sobie oraz próżność  wydają nam się bliskie, a elegancja z jaką manipule ludźmi fascynuje i zachwyca. Któż by nie chciał być takim manipulantem? 

Reżyser Robert Jess Roth doskonale dobrał ekipę aktorów do spektaklu. Hugh Panaro, znany aktor sceny Brodwayowskiej, wcielił się w postać Lestata. Był to świetny wybór, gdyż jego sylwetka pasuje doskonale do nadętego, myślącego tylko o sobie bohatera. Nie można też zapomnieć o pozostałych aktorach, gdyż w Louisa wcielił się Jim Stanek, a w wampira Armanda Drew Sarich – również bardzo utalentowany aktor. Występ takich gwiazd musiał być doskonały i nie zaprzeczę, że taki był. Każdy bowiem doskonale wiedział kogo gra i jakimi cechami jego postać się charakteryzuje.

Wokalnie było znakomicie. Piękne głosy Hugha Panaro, Allison Fischerm oraz Carolee Carmello wbiły mnie w fotel. Na nic się więc zda mówienie, że są to wampiry, które są bezduszne i powinny przyprawiać o ciarki. Osoby wypowiadające te słowa powinny wpierw zapoznać się z twórczością Anne Rice, aby zrozumieć, jakie są wampiry w jej ujęciu. Czułe i wrażliwe na piękno. Dla tego moim zdaniem śpiew jest tutaj na miejscu, gdyż piękny może urzec, a że tutaj taki jest i jestem pewien niejeden wampir wyłby z zachwytu.

Najważniejszy w musicalu jest śpiew i taniec –  w obydwu kwestiach jest wspaniale, ale nie może być inaczej, skoro muzykę napisał sam Elton John i Bernie Taupin. Poszczególne piosenki opowiadają o cierpieniu Lestata – Right before my eyes czy The Thirst.  Pozostałe  wyrywają nas z melancholii – After all this time. To tylko przykłady, gdyż praktycznie cały spektakl jest w zaopatrzony w tego typu perełki.


Stroje wyróżniają się bogactwem detalu. Bogaty i napuszony Lestat wygląda znakomicie, niestety nie do twarzy już mu w łachach, które ma potem, ale sam sobie na to zasłużył. Scena również pasuje do garderoby.  Odpowiednio zdobiona przy każdej okazji jest zdecydowanym walorem. Warto również wspomnieć o efektach specjalnych, które pojawiają się w musicalu. Dobrym przykładem może być tutaj scena spalenia Klaudii – małej wampirzycy. Siedzi ona na krześle, nagle wokół niej pojawia się dym, światło i dziewczynka znika. Nie gorzej prezentuje się scena palącego się Magnusa, wokół niego pojawiają się sztuczne płomienie, które wyglądają jak prawdzie.

Zachwycający, ciekawy i inny. Taki właśnie jest Musical Lestat. Szkoda, że nie wyszedł poza deski teatru Brodwayowskiego, gdyż jestem pewien, że na Starym Kontynencie poradziłby sobie znaczniej lepiej oraz zyskał sławę, która mu się należy.   

ZWIASTUN:



Wersja nagrywana amatorską kamerą: