18 lipca, 2024

StacjaKultura.pl

poczuj pociąg do kultury recenzja, zapowiedź

Zapach kobiety recenzja książki

3 min read

Emerytowany i samotny kapitan, Fausto G, który stracił wzrok w wypadku, chce w luksusie spędzić tydzień swojego życia. W podróży do Turynu i Neapolu jego towarzyszem będzie młody chłopiec studiujący w szkole wojskowej – Jaś, który będzie opiekunem kapitana. Dla niego ta propozycja wydaje się bardzo intratna, ale dosyć szybko przekona się, że jego podopieczny może okazać się bardziej męczący niż poranna musztra.

Historia, po przeczytaniu wyżej napisanego streszczenia, przypomina tę znaną z filmu „Zapach kobiety”. Zwłaszcza, że sam reżyser podkreśla, że jego dzieło powstało na motywach powieści napisanej przez Givanni’a Arpino. W praktyce jest jednak zupełnie inaczej, gdyż książka różni się zasadniczo od filmu. Nie znajdziemy w niej bowiem opisu luksusowych hoteli, nie ma też nic o tym, że Jaś ma jakieś problemy w szkole. Zabrakło też mądrości, którymi sypał podpułkownik. W skrócie nie można porównywać książki do filmu czy też odwrotnie. To jakby zupełnie inne historie. Jedynymi wspólnymi ogniwami są tutaj następujące motywy: postać przygnębionego kapitana/podpułkownika, opiekun (Jaś/Charles), motyw podróży, brat kapitana (w książce ksiądz w filmie wojskowy).

Kapitan niestety bardzo różni się od podpułkownika Franka Slade’a. Tak jak wspomniałem nie sypie mądrościami, wręcz przeciwnie, jest raczej niewychowany. Obraża wszystkich i wszystko, a tak naprawdę nie ma ku temu podstaw. Przez takie cechy postać ta wydaje się okropna i niezbyt przyjazna. Nie można z niej zaczerpnąć żadnych mądrości. Kapitan przypomina tutaj pustego, niezbyt inteligentnego wojskowego.

Autor książki również nie popisał się wybitnym językiem. Zdania są często szarpane i niedopowiedziane. Czasami trzeba kilka razy przeczytać napisane kwestie, aby zrozumieć o co chodzi kapitanowi. Dodatkowo, autor potrafi zrobić niemiły zabieg przeniesienia czytelnika do innej sceny. Przykładowo, raz opisuje bar, by za chwilę uciąć temat i przenieść akcję do pokoju hotelowego. Osobiście nie lubię takich metod, gdyż przez takie zabiegi dzieło wydaje się niespójne.

Mimo wszystko, podróż kapitana musi mieć jednak cel – niezamierzony, ale ma. Na 60 ostatnich stronach dowiadujemy się, że głównego bohatera ktoś jednak kocha i właśnie ta miłość ochroni go przed załamaniem. Będzie to zarazem jedyna nauka, którą uzyska Jaś. Resztę książki zajmują dziwne opisy przydrożnych hoteli, zabawy i rozmowy z dziewczynami, oraz nic nie wnoszące do życia dialogi z Jasiem, w których kapitan cały czas go obraża albo prosi o whisky.

Kupując tę książkę spodziewałem się naprawdę czegoś wybitnego. Niestety, zawiodłem się i to bardzo, gdyż nie ma w niej nic z filmu. Prosta, kiczowata fabuła, niczym nieokraszona sprawia, że na dobrą sprawę zastanawiam się, po co ja to czytałem? Chyba tylko dlatego, że jestem ciekawy i nie mogłem oprzeć się pokusie porównania książki do filmu. Jak to ujął kapitan podczas rozmowy z przybyszem, który usiadł w jego przedziale: „Nie chcę znać nieużytecznego imienia”. Analogicznie można to stwierdzenie odnieść do książki.

Dawid Nawrocki