18 czerwca, 2024

StacjaKultura.pl

poczuj pociąg do kultury recenzja, zapowiedź

The Settlers: Narodziny kultur recenzja gry

5 min read

Słowo „nawiedziła” jest tutaj jak najbardziej stosowne, gdyż kilka ostatnich odsłon tejże serii, według znacznej liczby graczy pozostawiało wiele do życzenia. Jednak trzeba przyznać, iż z pewnością nie były to odsłony sztampowe, tworzone bez większego polotu, ale produkcje czysto nastawione na czerpanie zysków z renomy sławnej marki. Bo jak powszechnie wiadomo, kilka pierwszych gier spod znaku „The Setllers” już na stałe wpisało się w kanony gier komputerowych. My zaś przyjrzyjmy się teraz dokładniej najnowszej produkcji zatytułowanej „The Settlers: Narodziny kultur”, która światową premierę miała w sierpniu 2008 roku. Jednak jej ojczyste wydanie nastąpiło zaledwie kilka tygodni temu. Cóż by tu rzec w tym temacie? Jak wiadomo Polska pod wieloma względami jest daleko z tyłu za sąsiadami z zachodu, nie inaczej jest też i w tym przypadku. Być może Ubisoft stwierdził, że nie jest to gra, która w owym czasie mogłaby sporo zarobić na naszym rynku? Jeśli tak, to z pewnością powinni wymienić sztab odpowiedzialny za marketing produktów tejże firmy, gdyż gra miała znacznie większe szanse na sukces półtora roku temu, niż teraz. Dla ścisłości rozwińmy nieco ten temat.

Jak wiadomo pierwsze „Settlersy” zawdzięczały swój sukces bardzo prostej, aczkolwiek niesamowicie wciągającej rozgrywce. Kolejne odsłony prezentowały również prostą rozgrywkę, jednak jak się okazało, już zbyt prostą jak na ówczesne realia. Co więcej – nie wprowadzano zbyt wielu nowości, a jeśli takowe były, to okazywały się to pomysły chybione. Dlatego tak niechętnie autorzy coraz to nowszych produkcji wprowadzali jakiekolwiek innowacje. Jedynie graficznie z roku na rok wygląda to coraz lepiej – ale to raczej oczywista kwestia. Zatem cóż zrobić w tym temacie, aby fani nareszcie poczuli się chociaż częściowo usatysfakcjonowani? Na to pytanie odpowiedzieli sobie autorzy, mianowicie niemieckie studio Funatics Development. Jedyne na co wpadli, to pomysł aby wydać najlepszą z ich odsłon w nowej oprawie graficznej, dorzucając jeszcze kilka mniejszych słodkości. Jak wyszło w praktyce?

System przygody w trybie dla jednego gracza pozostał bez zmian. Zostało przygotowanych 11 osobnych zadań, które luźno połączone są nicią fabularną. Dodatkowo gra oferuje nam około 20 oddzielnych map oraz tryb multiplayer. Zatem naprawdę kilkanaście solidnych godzin jest gwarantowane. To co od zawsze pociągało mnie jako gracza w tejże serii, to niesamowita swoboda rozwoju naszego małego miasteczka. Oczywiście z czasem robiła się z tego wielka metropolia, której sukces i szybkość rozwoju gospodarczo-ekonomicznego zależał tylko i wyłącznie od naszych decyzji. Fenomenalnym rozwiązaniem jest jak zawsze budowa własnych sieci dróg, po których w pośpiechu chodzą nasi mieszkańcy. To głównie one decydują o sukcesie naszego królestwa. Drugim równie ważnym aspektem jest rozmieszczenie poszczególnych budynków, tak aby mogły pracować jak najwydajniej. Przykładowo chatę drwala warto umieścić obok tartaku, żeby tragarze mieli krótki dystans między jednym a drugim budynkiem. Najodpowiedniejsze zaś miejsce dla najzwyklejszej studni to oczywiście centrum naszego miasta. Również sprawa pozyskiwania tutaj surowców wygląda nieco bardziej skomplikowanie, aniżeli  w innych grach tego typu. Aby zdobyć deskę potrzebną do budowy, potrzebne są nam aż 3 budynki! Po pierwsze – leśniczówka, która sadzi owe drzewka (rosną szybciej, niż na drożdżach), następnie drwal ścina je i czym prędzej zanosi do swojej chaty, po czym dopiero drewno jest obrabiane w tartaku i przerabiane na deseczkę. Również aby zapewnić szybki i stały rozwój naszej inwestycji, musimy podejmować odpowiednie kroki i przewidywać, cóż może przydać nam się za 5 albo 30 minut. Właściwie – jak w prawdziwym życiu. Początkowo wielu nawet starszych rocznikowo graczy może mieć problem z ogarnięciem tego wszystkiego, gdyż znacznie zwiększono liczbę wydobywanych oraz przetwarzanych surowców. Cóż za realizm, prawda że świetnie się to prezentuje? Ba! Na domiar tego wszystkiego gra została zaprojektowana w pełnym pięknym świecie 3D. Zatem schemat pozostał niezmieniony, lecz delikatnie doprawiony.

Idąc tropem tytułu gry, łatwo można wpaść na pomysł, iż gra opowiada o narodzinach pewnych cywilizacji. Ale jakich? Rozchodzi się mianowicie o silnych ekonomicznie Egipcjan, walecznych Szkotów oraz uniwersalnych Bawarczyków. Każda z powyższych nacji jest, naturalnie, pod każdym względem inna od pozostałych. Może lepiej to zabrzmi, gdy słowo ,,inna’’ zastąpimy wyrazem „oryginalna”. I to jak! Nie ma mowy o jakichkolwiek podobieństwach. Różne budynki, jednostki, badania a nawet surowce! Egipcjanie to prawdziwy potwór ekonomiczny, ich główny atut to oczywiście silna gospodarka, która jednak okupiona jest słabo wyposażoną armią. Przeciwnie przedstawia się sytuacja Szkotów, którzy zamiast kosy w ręku, zdecydowanie wolą kawałek innej stali. Natomiast Bawaria to nacja uniwersalna, która stara się równoważyć swoją potęgę pod względem militarnym oraz ekonomicznym. Pytanie zatem, która z nich jest najlepsza? Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Kwestia gustu. Mój gust umiłował pracowitych Egipcjan, bo to właśnie z nimi przeżywając przygodę w malowniczym świecie „The Setllers” spóźniłem się następnego ranka do pracy. Ten mały podstępny czarownik Egipcjan tak mnie zahipnotyzował, że skończyłem rozgrywkę przed samym świtem.

Oprawa audio to robota na najwyższym poziomie. Niby nic na tyle rewelacyjnego, żeby szczególnie przykuć uwagę odbiorcy, jednakże posiada tę szczyptę magii, która nadaje klimat całej rozgrywce. Dla każdej nacji przygotowano osobną ścieżkę dźwiękową, również wszelkie odgłosy dobywające się z poszczególnych budynków brzmią realistycznie i bajecznie zarazem.

Od strony graficznej być może nie zobaczymy jakichś szczególnych fajerwerków, jednak jest to kawał solidnej roboty. Wizualnie wygląda to wszystko niezwykle kolorowo i bajecznie – aż się wierzyć nie chce, że do czynienia mamy z zapracowanymi obywatelami egipskiej mieściny, a nie z Gumisiami ze słonecznej doliny. Także tutaj panowie spisali się naprawdę dobrze.

Tytułem podsumowania tych kilkunastu powyższych zdań powiedzieć chcę, że „The Settlers: Narodziny kultur” to naprawdę solidny kawał roboty – tak jakbyśmy grali w starą dobrą dwójeczkę, jednak w najnowszych ciuszkach, które może nie tyle ucho, jak oczka pocieszą. Nareszcie doczekaliśmy się starych dobrych Settlersów – godnych polecenia!

Ocena: 7.5/10

Plusy:
+ oprawa audiowizualna na bardzo wysokim poziomie
+ cena
+ czas rozgrywki
+ ogromna swoboda rozwoju
+ zróżnicowane nacje oraz ich atuty


Minusy:
– mogło być rok wcześniej
– brakuje już ciekawych nowych rozwiązań

Artur Świetlik