
I po EMA. Impreza organizowana przez największą stację muzyczną zawsze przyciąga wielu widzów. Mnie przyciągnęła, ponieważ nic innego w telewizji w tym czasie znaleźć się nie dało. Zresztą, nazywanie MTV stacją muzyczną to też spora przesada, bo z tego co udało mi się zaobserwować, aktualnie więcej tam „poznaj moich rodziców”, „prześpij się z moją matką”, czy „rozbierz moją siostrę, po czym uprawiaj z nią seks analny”, niż muzyki, którą również „normalną” nazwac nie można. Całe szczęście, że telewizję oglądam sporadycznie...
Wracając do tematu samej imprezy. Zapowiadało ją kilka wyjątkowo miernych, kompletnie nieśmiesznych spotów, w których to Kate Perry rywalizowała z kukłą o miano prowadzącego. Szczerze mówiąc ich poziom nie różnił się zbytnio od samej gali i oddaje w miarę to, co można było zobaczyc 5 listopada. Dawno nie czułem takiego zażenowania podczas transmisji jakiejkolwiek gali (choć z drugiej strony... walka Adamek vs Gołota i sławetny „Pas Polsatu” przebija wszystko).
Poprzednia, czy dwie poprzednie imprezy z cyklu EMA są mi całkowicie obce, więc nie mam większego porównania. O samych zwycięzcach też zbytnio nie ma sensu się rozpisywać, bo to, kto zwycięży, było do przewidzenia. Najwidoczniej nawoływania Kanyego Westa podczas VMA poskutkowały, gdyż nagrodę za najlepszy teledysk otrzymała… Beyonce. Bono nie zawiódł mnie i tym razem. Znów dostarczył mi rozrywki, bełkocząc coś o rocznicy upadku muru berlińskiego i mówiąc wiele różnych pierdół nie do zniesienia.
Sam się sobie dziwię, ale (moim zdaniem oczywiście) całkiem nieźle wyszedł występ Green Day. Choć już dawno powinni skończyc nagrywać płyty, to na scenie wciąż prezentują się ciekawie. Aaaa bym zapomniał. Na samym początku Kte Perry zaprezentowała interesujące aranżacje fragmentów znanych utworów. Do tego Beyonce pokazała, że zasłużyła na te 3 statuetki. Również jej występ był jednym z lepszych. I to tyle jeśli chodzi o plusy imprezy.
Swoją drogą… miałem dziwne uczucie, że już gdzieś wcześniej słyszałem o Kate Perry jako prowadzącej EMA. Okazuje się, iż jest pierwszą osobą hostującą imprezę dwa razy z rzędu. Dziękuję Ci o wielkie Google!



