
O tragicznej katastrofie w Smoleńsku powiedziano i napisano już wiele. Z większością tych wypowiedzi osobiście się zgadzam. W Lasach Katyńskich po raz kolejny zginęło wielu ważnych ludzi, którzy stali na czele naszego państwa, polska inteligencja. Straciliśmy nie tylko Parę Prezydencką, ale światłych obywateli, którzy byli wzorem dla społeczeństwa. Chyba po raz pierwszy w powojennej historii nie było podziału na partie i poglądy. Śmierć zabrała tych z prawej, z lewej, a także z centrum.
Ludzie w obliczu tej tragedii zaczęli się jednoczyć i oddawać hołd ofiarom katastrofy. Wiele słyszy się o tym, że Polska już nigdy nie będzie taka sama, że ludzie się zmienią… Niestety nie byłabym taką optymistką. Pamiętamy przecież jak żegnaliśmy naszego papieża Jana Pawła II. Wtedy też wszyscy bili się w piersi i obiecywali poprawę. A teraz? Zapomnieliśmy już chyba o wszystkich naukach, jakie głosił papież Polak. Czy z tą katastrofą będzie tak samo?
Tego wypadku można było przecież uniknąć. Moim zdaniem przyczyniła się do niego zawiść ludzka, brak odpowiedniego nadzoru i kontroli nad procedurami, jakie powinny być stosowane w przypadku podróży tak wielu ważnych ludzi w państwie. Ile razy słyszeliśmy kłótnie Rządu z Kancelarią Prezydenta o wykorzystanie samolotów. Wyglądało to tak jakby Rząd zabraniał prezydentowi podróży. Prawdopodobnie właśnie, dlatego wszyscy polecieli jednym samolotem. Chciano uniknąć kolejnych oskarżeń o „trwonienie pieniędzy”. Nie tak powinno być. Należy przecież chronić najważniejsze osoby w państwie, bez względu na to, z jakiej partii pochodzą, a szczególnie prezydenta, który zapewnia stabilność państwa.
Właśnie, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który przez cały czas był dyskredytowany i poniżany nie tylko przez polityków, ale też dziennikarzy. Wiadomo przecież, że kłamstwa powtarzane odpowiednio często i długo stają się „prawdą”, więc ludzie też po pewnym czasie uwierzyli w tą medialną nagonkę. Właściwie nigdy nie mówiło się o tym, co prezydent i jego małżonka zrobili dobrego. Przez cały czas go wyśmiewano. I to dlaczego? Dlatego, że był niskiego wzrostu i popełnił parę gaf? A może dlatego, że po prostu był patriotą? Straszne, jak ludzie potrafią być okrutni. Chodzi mi tu przede wszystkim o polityków i to jednej z partii centrum. To, co się działo w polityce przed katastrofą przypominało walkę wściekłych psów. Jak można postępować z taką nienawiścią, lekceważyć autorytety? Wiadomo, że istnieją różnice poglądów, ale to nie upoważnia nikogo do tak agresywnych ataków. Powinno się szanować prezydenta, bo to jest głowa państwa i ten szacunek mu się prawnie należy. Teraz wszyscy zaczynają żałować tego, że tak postępowali, zaczynają dostrzegać, że to było złe i nie na miejscu. Gdzie byliście Wy i Wasze wypowiedzi przed tym wypadkiem? Może wtedy nie doszłoby do tej masakry. Powinniście się teraz wstydzić.
Nawet dzisiaj, kiedy jak się wydaje zniknęły podziały polityczne i wszyscy łączą się w bólu po stracie bliskich im osób zdarzają się wypowiedzi moim zdaniem karygodne. Jeden polityk centrowy stwierdził mniej więcej tak - Co z tego, że jest żałoba. Jest, minie i wszystko wróci do normy. Tylko jakiej normy? Takiej jak przedtem, czyli wzajemnego opluwania się i obrzucania błotem? I znowu pycha i lekceważenie. Za dużo już tego było, pora z tym skończyć panowie parlamentarzyści!
To prawda, że w obliczu tragedii można poznać prawdziwy charakter człowieka. Teraz, patrząc na zachowanie polityków dochodzę do wniosku, że źle oceniałam niektórych z nich. Okazali się przyzwoitymi i mądrymi ludźmi. W odróżnieniu od niektórych, których kiedyś bardzo szanowałam i podziwiałam, a na to nie zasługują.
Czy Polacy naprawdę potrzebują aż takich wstrząsów żeby się zjednoczyć i porozumieć? Dlaczego po spontanicznym zrywie tak szybko zapominamy? Już teraz zaczynają tworzyć się spory, tym razem o miejsce pochówku Pary Prezydenckiej. Dlaczego nie potrafimy uszanować pamięci i zasług tych ludzi? To im się przecież należy. Pozostaje mi tylko wierzyć, że nasz naród nie zapomni, że ta tragedia miała czemuś służyć. Nie chcę, żeby te wszystkie wypowiedzi i obietnice okazały się znowu tylko pustymi słowami. Zacznijcie (zacznijmy) to wszystko w końcu naprawiać, a nie psuć. Nie chcę, żeby się okazało, że tylko śmierć jest sprawiedliwa…




