10 Stycznia 2010, o 12:09
No właśnie? Jest taka? Zwykło się uważać (często słusznie), że książki, które MUSIELIŚMY czytać w podstawówce, (w nowym trybie: ) gimnazjum i liceum (i na studiach, hehe)za nudne, głupie, nieprzystępne, lub niezrozumiałe.
Są jednak pewnie takie książki, które czytaliśmy z przyjemnością, prawda? Potrafilibyście je wskazać?
Mile wspominam:
(podstawówka)
Astrid Lindgren - „Dzieci z Bullerbyn"
Hugh Lofting - „Doktor Dolittle i jego zwierzęta"
Ferenc Molnar - "Chłopcy z Placu Broni"
W liceum sam odkrywałem książki, więc niewiele pamiętam, ale pewnie sporo mi się później przypomni.
Do tego bardzo lubiłem wszelkie antyczne teksty. W "średniowieczu" też bardzo dobrze się odnajdywałem - zwłaszcza ekspertem byłem z Legend Arturiańskich (ha!).
Z poetów kochałem (i dalej kocham) Tuwima.
Bardzo źle jednak wspominam "Opowieści o pilocie Pirxie" Lema i sporo cierpiałem nad "Ten Obcy" Ireny Jurgielewiczowej.
A Wy co powiecie? :)
Są jednak pewnie takie książki, które czytaliśmy z przyjemnością, prawda? Potrafilibyście je wskazać?
Mile wspominam:
(podstawówka)
Astrid Lindgren - „Dzieci z Bullerbyn"
Hugh Lofting - „Doktor Dolittle i jego zwierzęta"
Ferenc Molnar - "Chłopcy z Placu Broni"
W liceum sam odkrywałem książki, więc niewiele pamiętam, ale pewnie sporo mi się później przypomni.
Do tego bardzo lubiłem wszelkie antyczne teksty. W "średniowieczu" też bardzo dobrze się odnajdywałem - zwłaszcza ekspertem byłem z Legend Arturiańskich (ha!).
Z poetów kochałem (i dalej kocham) Tuwima.
Bardzo źle jednak wspominam "Opowieści o pilocie Pirxie" Lema i sporo cierpiałem nad "Ten Obcy" Ireny Jurgielewiczowej.
A Wy co powiecie? :)


(35)























