Aleksandra Kołosowska: Jak zaczęła się Twoja kariera muzyczna?
Kasia Wilk: Pierwsze zetknięcie z instrumentem, sześć lat Szkoły Muzycznej i później już poszło. Trafiłam do chóru, śpiewałam w kościele, brałam udział w różnego rodzaju festiwalach zagranicznych, krajowych, różnotematycznych. Po jakimś czasie rozpoczęłam naukę w poznańskim Studium Piosenkarskim. Tam poznałam ciekawych ludzi i od nich wszystko się zaczęło, zaczęłam tworzyć i z czasem trafiłam na duże sceny.
A.K.: Pochodzisz z Lubina, jak znalazłaś się na poznańskiej ziemi?
K.W: Przywiodła mnie Szkoła Muzyczna - Studium Policealne. Zamierzałam zdawać do Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach na wydz. Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Kilka miesięcy przygotowywałam się do egzaminu, los chciał, że w dniu egzaminów wstępnych wpadł koncert z zespołem Kto to. Serce nie sługa- wybrałam koncert, a ostatecznie trafiłam do Studium Piosenkarskiego w Poznaniu. Dostałam się i wyniosłam wartościowe lekcje związane z piosenką, których zasad trzymam się do tej pory.
A.K.: Nie myślałaś żeby uczyć się w Warszawie, w mieście, które daje największe szanse młodym artystom?
K.W.: Nigdy nie myślałam o moim śpiewaniu w kategorii – kariera. To był sposób na życie. W Poznaniu podczas nauki w studium poznałam fantastycznych ludzi, a to właśnie ludzie tworzą moje miejsca. Poza tym zakochałam się i dobrze się w Poznaniu czuje - nie myślę o wyprowadzce. Świat staje się coraz mniejszy, a odległości coraz krótsze… Wszystko można dogadać za pomocą sieci, a pociągiem do stolicy to zaledwie 3 godziny
A.K.: Jak nawiązała się Twoja współpraca z Mezo?
K.W.: Mezo wyłowił mnie z zespołu, który nazywa się Dreamland i pewnego dnia po prostu zadzwonił z propozycją współpracy. I tak powstała m.in. piosenka „Ważne”, która zaczęła żyć w mediach własnym życiem.
A.K.: Nawiązując do piosenki „Ważne”, co jest dla Ciebie ważne w życiu?
K.W.: Zamykając pewne niespokojne tematy w moim sercu, liczy się dla mnie przyjaźń, rozwój, miłość, spokój ducha, radość życia i pasja.
A.K.: W najbliższym czasie wystąpisz w spektaklu „Kolęda nocka 30 lat później”. W jaki sposób trafiłaś do tego spektaklu?
K.W.: Myślę, że do Kolędy Nocki trafiłam za sprawą Adama Sztaby, producentów i pomysłodawców przedsięwzięcia m.in. Jan i Stanisław Trzcińscy. Dostałam telefon, pojechałam na casting. Nauczyłam się tego, co mi kazano i okazało się, że się nadaję. Jedyną przeszkodą był aparat ortodontyczny, ale w rezultacie „przeszło”. W końcu to „Kolęda nocka 30 lat później”- element współczesności nie zaszkodzi.
A.K.: Zaśpiewasz u boku wielu znakomitych artystów m.in.: Borysa Szyca, Krystyny Prońko, Henryk Talara, Wojciecha Wysockiego. Jak układa się Twoja współpraca z tymi artystami? Uczysz się od nich czegoś nowego?
K.W.: Plejada aktorska, która grała w Kolędzie Nocce jest wspaniała. Dzięki temu czułam ogromną motywacje i 150% zaangażowania artystycznego. Jestem i byłam bardzo dumna, że występuje obok tak wspaniałych artystów. Nauką była dla mnie odpowiedzialność i mobilizacja. W spektaklu brało udział ponad sto osób i każdy z nas musiał stworzyć jeden spójny kształt. Nie było miejsca na indywidualność i prywatę. Praca zespołowa gdzie nie można pozwolić sobie na potknięcie, to prawdziwa nauka.
A.K.: Masz jakąś alternatywe dla muzyki?
K.W.: Kiedy przestanę śpiewać lub głos odmówi mi posłuszeństwa będę pisała piosenki dla innych.
A.K.: A aktorstwo ?
K.W.: Jeśli dostałabym propozycje zagrania w filmie siebie, tak jak zespół Afromental w serialu 39 i pół, to zgodziłabym się. Moja chęć nowego jest bardzo silna, ale w zakresie muzycznym. Jest wielu zdolnych początkujących aktorów, którzy długie lata uczą sie i pracują by występować w swoim zawodzie i nie mam prawa im odbierać choćby jednego miejsca.
A.K.: Kilkanaście dni temu odbyła się premiera Twojej nowej płyty „Drugi raz” jak długo powstawał krążek?
K.W.: Płyta „Drugi raz” powstawała za długo, bo trzy lata. Nadzieją jednak żyje, że to słychać. Każdy dźwięk, brzmienie, aranżacja była skrupulatnie analizowana. Nie debiutowałam w roli producenta podczas pracy nad tym krążkiem, ale wyjątkowo mi ta rola obrzydła. W pewnym momencie prac, pomyślałam sobie, że artyści w tym kraju nie dłubią tego sami. Zdałam sobie sprawę, że za dużo czasu spędzam przy komputerze, na podejmowaniu decyzji o technicznych sprawach, formy utworów, edycję, wybieranie partii instrumentalnych czy wokalnych, melodie, teksty. Na czym teraz cierpi mój stosunek do tego krążka. Za dobrze go znam. Wiem co można było zmienić, a co poprawić, a z czego jestem bardzo dumna. To prawie jak obsesja albo zboczenie. Na szczęście w pewnym momencie pałeczkę przejęli gitarzyści z mojego zespołu - Łukasz Kaczmarek i Jacek Rychły - dzięki czemu czułam potrzebne wsparcie. Nagrania, aranżacje, produkcja, miks. Bez ich pomocy płyta „Drugi raz” ukazałaby się w 2015 roku.
A.K.: To jest taka bardzo dojrzała płyta?
K.W.: Osobiście nie czuje się jeszcze dojrzała. Płyta na pewno jest autorska, bardzo szczera. To kobieta, przemyślenia, obserwacje, inspiracje, przeróżne stany.
A.K.: Płyta jest melancholijna i spokojna, czy energetyczna jak Twój charakter?
K.W.: Melancholijna i niespokojna. To czternaście utworów, które są dla mnie fotografią emocjonalną. Każda piosenka naznaczona jest innym doznaniem i rodzajem przekazu. Wszystkie utwory krążą wokół popu z domieszką nowoczesnych syntetycznych i analogowych żywych brzmień. Pisząc teksty, zadałam sobie wiele pytań, które wciąż pozostają bez odpowiedzi. Odpowiedziałam natomiast na pytanie jak się odnaleźć we współczesnym świecie piosenką ”Po prostu”, „Jak nigdy przedtem” mimo, iż czasami sama „Gubię się”. Cóż, jestem tylko człowiekiem. „Drugi raz” miał być opowieścią o zwykłej dziewczynie bez brokatu, photoshop ‘a i confetti. Dla przybliżenia pozwolę sobie przedstawić producentów, z którymi współpracowałam - to da większy obraz spektrum muzycznego: braci Brown Cube, którzy zajmują się elektroniczną muzyką, Bartek Pietsch- basista z zespołu Terminal, który w wolnych chwilach uprawia muzykę jazzową jak i mocno rockową, co odcisnęło piętno na płycie w postaci nagrodzonej w konkursie premier Opole 2011 piosenki „Escape” i soulowo-popowe „Być może”. Przemysław Puk - producent i wokalista oraz mój team, z którym koncertuje od lat: Łukasz Kaczmarek, Jacek Rychły, Dawid Szmatuła i wielu innych. Głosowo wspierają mnie - zdolni i piękni - Katarzyna Rościńska i Daniel Moszczyński.
A.K.: Jak fani przyjęli tę nową płytę, dostajesz już jakieś sygnały?
K.W.: Moi fani, znajomi i rodzina są kochani i życzliwi dlatego trochę im nie wierzę, kiedy mówią, że jest rewelacyjna. Trafiają się czasem listy od obcych osób, które wcale nie musiały się silić na tak wyczerpujące recenzje, a jednak piszą, że utwory wywołują w nich emocje, że się utożsamiają i towarzyszą im w codziennym życiu. To piękne uczucie i nagroda bardziej wartościowa od każdej statuetki. Tym bardziej, że „Drugi raz” potraktowałam niesztampowo i muzycznie, i tekstowo, pisałam szczerze i uznawałam za słuszne tylko te decyzje, które podyktowało mi serce… Sama nie potrafię określić czy jest dobra czy nie. Wiem jedno, jest moja i traktuje ją jak dziecko, a opinie zawsze są mile widziane, nawet te z konstruktywną krytyką
A.K.: Który z utworów jest najbliższy Twojemu sercu?
K.W.: Każdy utwór jest mi bliski. Każdemu jednemu poświęciłam serce i kocham miłością prawdziwą.
A.K.: A jak to jest popularnością? Jest przyjemna czy spotykasz się czasami z negatywnymi opiniami na swój temat?
K.W.: Nie jestem osobą nierozpoznawalną. Oczywiście wiele osób nazwisko kojarzy, kojarzą też repertuar, ale moja twarz nie robi zbędnego „hałasu”. Mnie to akurat bardzo pasuje. Są i tacy, którzy obserwowali moją drogę albo przychodzili na koncerty i zapamiętali moje przeciętne rysy. To są moi fani, świadome osoby, które znają mnie na tyle żeby wiedzieć, że nie lubię szumu wokół siebie. Uogólniając- tak jak w życiu zdarzają się różne sytuacje, spotykając różnych ludzi, ale rzadko odczuwam brzemię popularności stojąc w kolejce, idąc ulicą czy w przychodni.
A.K.: Wspierasz również wiele akcji charytatywnych m.in. Fundację Polsat. Oznacza to, że jesteś dobrym i wrażliwym człowiekiem. Nie uważasz, że ta cecha jest źle odbierana przez ludzi w ostatnich czasach?
K.W.: Dobro i wrażliwość? Z tego co zauważyłam to te cechy w naszych czasach zostają wypierane przez cechy cywilizacyjne. Nie uważam jednak, że to jest źle odbierane. Jest grono ludzi, którzy uważają, że należy je pielęgnować. Stąd chęć udzielania się i nie tylko w dużych charytatywnych przedsięwzięciach. To z czasem staje się potrzebą by wzbogacać, ale siebie!
A.K.: A czym jest dla Ciebie muzyka?
K.W.: Muzyka obnaża mnie ze schizofrenii, poprzez muzykę mogę się otwierać i wyładowywać. Staje się inną osobą. Pewną siebie, pozbawioną leków, otwartą i co śmieszne zdrową na umyśle niezależnie czy wykonuję, czy słucham. A bez niej i mimo, że mówią, że jestem osobą energetyczną, duszą towarzystwa, wariatką to wole „stać z boku”, przysłuchiwać się i dusić emocje.
A.K.: Jakie miasta odwiedzisz podczas koncertów promujących nową płytę?
K.W.: Będą dwa koncerty promujące drugi krążek w Poznaniu i w Warszawie. Wszelkie informacje umieszczamy na stronie www.kasiawilk.com, której nowa oprawa ruszyła chwilę temu i na facebooku. Zapraszam!









więcej »




























