Fajfer: Rozmowę prowadzimy właśnie z sali prób, w której ostatnio spędzamy dużo czasu, ponieważ trwają przygotowania i to dosyć intensywne. Jak się okazało zostały nam niecałe dwa tygodnie, więc codziennie gramy próby, jesteśmy już teraz w komplecie. Zostało nam parę organizacyjnych spraw do załatwienia, ale myślę, że ten czas, który mamy do rozpoczęcia trasy, wystarczy.
Wraz z Neurothing będziemy mogli zobaczyć również Cruentus, Obsession i Empatic. Skąd się znają?
Hazub: Część ludzi znamy bo to są nasi przyjaciele z Poznania, a część bandów gdzieś spotkaliśmy grając w Polsce i stwierdziliśmy, że fajnie byłoby cos razem zrobić. Przede wszystkim to są fajni ludzie do współpracy, dobrze się dogadujemy. Były propozycje, jednak inne zespoły różnie do tego podchodziły. Natomiast z tymi osobami najlepiej nam się rozmawiało, najlepiej się rozumieliśmy. Mamy nadzieję, że dobrze to wyjdzie i jeżeli się spodoba to może nawet będzie to impreza cykliczna.
Fajfer: Na naszej stronie www.neurothing.com można sprawdzić gdzie kto zagra, ponieważ nie każdy zagra wszędzie, a poza tym również lokalnie pojawią się zespoły z konkretnych miast.
„Murder Book” ukazało się w czerwcu tego roku. Do tej pory zespół nie miał jeszcze okazji zmierzyć się z tym materiałem na scenie. Próbowałem wypytać o setlistę…
Hazub: Właśnie sobie tak wymyśliliśmy, że nowy materiał będzie prezentowany w ramach trasy Murder Code Tour, także wszystko było zaplanowane tak aby na tych koncertach był on po raz pierwszy prezentowany. Co do set listy to myślę, że zahaczymy o „Vanishing Celestial Bodies” i coś z tej epki na pewno się pojawi, reszta natomiast jeśli wszystko się uda, będzie niespodzianką.
Szansa aby usłyszeć nowe kawałki była na polskiej edycji Wacken Metal Battle. Zespół został zwycięzcą głosowania w Radio Uniwersytet, a wiec była realna szansa aby dostali się na Wacken. Ostatecznie jednak w konkursie nie wystartowali.
Fajfer: To był trochę problem organizacyjny, dlatego że prowadziliśmy wtedy rozmowy z pewną wytwórnią i z takim panem który się tym zajmował od strony menadżerskiej. Nie mogliśmy sobie wtedy pozwolić na jakąkolwiek prezentacje nowego materiału. Przez to nie mogliśmy wystąpić i strasznie nam było przykro z tego powodu z jednej strony, ale zależało nam też na tym kontakcie i dlatego stało się tak a nie inaczej. Szkoda.
Cofnijmy się teraz w przeszłość. Historia „Murder Book” rozpoczyna się w momencie gdy następuje wymiana wokalistów między None, a Neurothing. Co ciekawe, kilka utworów na nowy album None było już wtedy zarejestrowanych.
Fajfer: Tak tak, ale w Neurothing więcej płacą więc zdecydowałem się na współpracę (śmiech). Żart oczywiście, myślę że to wyszło bardzo naturalnie, mimo różnych spekulacji w internecie i nie tylko. Nikt tego nie planował, nikt tak nie zamierzał, ja nie chciałem już współpracować z None i oni też mieli inne pomysły na przyszłość zespołu. W tym momencie pojawiła się bardzo ciekawa propozycja zespołu Neurothing no i to wszystko. Po prostu chcieliśmy tego, ja i zespół.
Hazub: Z Fajferem znamy się od dawna i już w momencie kiedy tworzyliśmy Vanishing był taki pomysł aby z nami zaśpiewał. Nawet złożyliśmy mu taką propozycję, ale wtedy był on na tyle zaangażowany w None, że nie podjął się tego uznając, że nie da rady grać w dwóch zespołach na raz. Ale widać tak miało być i teraz po latach jesteśmy razem.
Muzyków Neurothing na co dzień dzielą spore odległości. Wydawać by się mogło, że znacznie utrudnia to działanie zespołu.
Fajfer: Nie, myślę ze nie utrudnia, dlatego że technika jest już teraz tak rozwinięta, że możemy sobie działać na odległość, wymieniać się muzyką i opiniami o niej. Nawet proces nagrywania był podzielony na tą część w Polsce i na to co ja nagrywałem w Szkocji. Oczywiście fajnie jest sobie pograć razem w Sali prób, spotkać się, ale tak się złożyło, że my robimy to trochę inaczej… Może nawet lepiej, że czasem odpoczywamy od siebie.
Próbowałem wyciągnąć od chłopaków informację o tym czym zajmują się poza muzyką, z czego się utrzymują, niestety nie udało się. Praca pracą, a muzyka to po prostu pasja, nie sposób zarobkowania.
Fajfer: Słuchaj, każdy w życiu powinien mieć jakąś pasję, dla jednych to jest windsurfing, dla innych samochody, a dla jeszcze innych muzyka i myślę, że z takim podejściem można bardzo daleko zajść. Po prostu nie zrezygnujesz wtedy kiedy willa i basen za płytę się nie pojawią. Neurothing to pięć osób, które fascynuje muzyka, jej tworzenie, jej granie, tak to się odbywa.
W obliczu wielkiej kariery, którą robią obecnie zespoły grające trudne dźwięki, takie jak Meshuggah czy Gojira, nieco dziwi fakt, ze Neurothing wciąż pozostaje bez wydawcy.
Fajfer: Jeśli chodzi o rynek polski to jest to nasz wybór, natomiast cały czas staramy się aby ta płyta oficjalnie ukazała się na zachodzie. Ale dobrze wiesz że to jest bardzo trudna muzyka w odbiorze i także unikalna. Ludzie z wytwórni nie za bardzo mają ją do czego odnieść, to jest duży problem, bo przez to nie mają pomysłu na nas. Tak mówią ludzie z Metal Blade, z Roadrunnera, to są ich własne słowa. Oni potrzebują odnośników, porównań, wtedy jest im łatwiej sprzedać zespół. Bo takiej wytwórni zależy na tym aby zarabiać pieniądze. Na razie działamy sami.
Hazub: Rynek na tę dziwną muzykę tak naprawdę dopiero zaczyna się tworzyć, a my jesteśmy jeszcze zbyt mało znani, żeby ktoś mógł nas kojarzyć i wrzucić do tego worka. Generalnie wytwórnie są zaszufladkowane w określonych, bardziej komercyjnych stylach i maja ciśnienie przede wszystkim na zarabianie pieniędzy, ale widzimy tu dla siebie nadzieję, że takie zespoły zaczynają być widoczne, zaczynają być promowane i może będziemy w stanie jakoś się do tego nurtu podłączyć.
Fajfer: Poza tym popytem na dziwną muzykę i tym czy to kogoś interesuje czy nie, to ten zespół i jego członków zawsze pasjonowało tworzenie trudnych dźwięków i to nie dlatego że teraz się pojawia jakiś trend, tylko to po prostu płynie w żyłach.
Taki stan rzeczy pozwala muzykom Neurothing na określenie dobrych i złych stron pozostawania poza wielką wytwórnią płytową.
Fajfer: Plusy to na pewno niezależność. Pod tym słowem kryje się wiele znaczeń. Np. niezależność czasowa, bo to my sobie wyznaczamy terminy, nic nas nie goni. Jak uznajemy, że cos nas nie zadowala muzycznie czy brzmieniowo, to po prostu to poprawiamy nie oglądając się na jakiś tam termin. Także niezależność najważniejsza, czyli artystyczna, nikt z zewnątrz nie mówi nam co mamy grać, jak ma wyglądać okładka, teledysk, jak mamy się ubierać. To duża zaleta. Natomiast minusy to trudność przebicia się przez ścianę, którą wybudowały wytwórnie i ta komercyjna część, media itd. Trudność przebicia się przez stronę organizatorską, dostania się na festiwale, bo tam głównie grają zespoły, które mają podpisane kontrakty, z tej strony jest im zdecydowanie łatwiej.
Hazub: Siłą negatywną którą odczuwamy jest to, że wiele zajęć marketingowych spada na nasze barki, sami musimy się tym zajmować, a to pochłania dużo czasu i energii które moglibyśmy spożytkować na tworzenie muzyki. Czasami jest tak, że jakąś część próby musimy poświęcić na obgadanie spraw organizacyjnych. To jest dla mnie największy minus, wolałbym aby to robił kto inny, a my moglibyśmy się wtedy zajmować tylko dźwiękami.
Brak wydawcy, niewielkie możliwości promocji… każdy pewnie się zastanawia, jak to się przekłada na sprzedaż „Murder Book”.
Fajfer: Ważne jest to, że ta płyta się sprzedaje i to na całym świecie. W naszym sklepie internetowym mamy zamówienia z Japonii, z USA, z całej Europy. To jest ważne, że ta płyta trafia do ludzi. Pojawiła się nawet jakaś osoba z Japonii, która kupiła większą ilość i tam jakby zajmuje się dystrybucją. Ten nakład podziemny rozprowadzamy wiec po całym świecie.
Trzeba wiec robić wszystko aby zespół stawał się znany. Jak to zrobić?
Fajfer: Chcemy żeby w przyszłości powstał teledysk. Na teraz natomiast chcemy zgromadzić materiały filmowe z trasy i skompletować jakiś sprzęt, który mógłby ten teledysk nagrać. Pomysłów jest mnóstwo i w 2010 taki obraz się pojawi. Na naszym kanale youtube pojawiają się różne trailery, które sami wykonujemy, podoba nam się robienie tego i myślę, że teledysk też będziemy chcieli zrobić sami.
Hazub: Jest taki pomysł, żeby zrobić promocyjne DVD z trasy Murder Code Tour, zobaczymy jak nam to wyjdzie.
Jak się okazuje, część muzyczna i marketingowa to nie jedyne czym zajmują się muzycy.
Fajfer: Okładka to kolejny punkt działalności zespołu wykonany przez zespół. Okładkę zrobiliśmy sami, nasz basista Maciuperski jest artystą malarzem, doktorem sztuki, on udostępnił nam swoje grafiki.
Okładka „Murder Book” świetnie prezentuje się również na koszulkach. We wkładce natomiast poza tekstami nie znajdziemy zbyt wielu informacji.
Fajfer: Taka koncepcja wkładki, aby była bardzo prosta, ascetyczna, żeby nie było za dużego zamieszania, tylko to co ważne, ma oddawać klimat, zawierać teksty… Są jakieś informacje jeszcze na krążku, min. o tym kto zajął się masteringiem, ale nic poza tym.
Hazub: Wyszliśmy z założenia, że jeśli ktoś będzie chciał dowiedzieć się więcej to jest tam podany adres naszej strony i będzie mógł wejść, i sobie doczytać wszystkie inne rzeczy które go interesują. Płyta miała być natomiast czysto muzyczna, bez żadnych dodatków.
Utwór „Raskolnikov” to niewątpliwie nawiązanie do „Zbrodni i Kary”, jakie inne historie z życia wzięte kryją się w tekstach Fajfera?
Fajfer: Historie dosłownie opisane to myślę że nie. Ale to tylko z życia inspiracje, a także z książek i z głowy. Teksty na „Murder Book” to nie historie opowiadające o jakichś rzeczywistych zdarzeniach, bardziej są to rozmyślania na ten temat, przełożone na papier, to co dzieje się z człowiekiem i jakie historie on tworzy.
Intensywnie rozwija się nowa strona internetowa zespołu, zespół umieścił m.in. recenzje, które pojawiły się w mediach. Same pozytywne?
Fajfer: No jak innych nie ma to znaczy ze nie było (śmiech). Oczywiście że były negatywne, natomiast wolimy te pozytywne. Najważniejsze jednak jest chyba to, a również ciekawe, że nie pojawiły się recenzje takie po środku. Zazwyczaj są albo bardzo bardzo pozytywne i ten kto je pisze fascynuje się muzyka Neurothing, albo są takie, w których recenzent wręcz nas nienawidzi i właściwie nie wiadomo po co on te recenzję pisze skoro aż tak nas nie lubi. Muzyka którą zrobiliśmy budzie skrajne emocje i to bardzo dobrze.
Zastanawiałem się jak dużą trudność sprawia muzykom odgrywanie numerów z „Murder Book”, bo ja np. mam kłopot z zapamiętywaniem tych utworów i jakkolwiek album mi się podoba, to za każdym razem czuję się tak jakbym słuchał go pierwszy raz.
Fajfer: Wyślemy Ci nuty jak chcesz, może to Ci pomoże. Odtwarzanie takiego materiału i praca nad nim wymaga dużo czasu, jeśli poświęci się go więcej to te piosenki gra się tak jak wszystkie inne. Trzeba po prostu trochę bardziej się skupić. Bardzo mi się podoba takie określenie Słomy, który mówi że mniej czasu jest na szczerzenie się do publiczności. Może ty też po prostu potrzebujesz więcej czasu żeby to przestało być dla Ciebie chaosem, bo wbrew pozorom to nie jest chaos, tylko bardzo ciekawie poukładane dźwięki i rytmy. Może niekonwencjonalnie i nie każdy jest do tego przyzwyczajony. Wielu recenzentów pisze, że ta płyta wymaga czasu, tak samo jest z jej graniem.
Hazub: Nam to chyba trochę automatycznie przychodzi, pewne rzeczy nas nie przerażają. Pamiętam na początku lat ’90, mieliśmy ze słomą krótką przygodę w zespole deathowym i już wtedy powstawały numery które miały po kilkanaście patentów, i były zakręcone na maksa. Od dawien dawna gramy w ten sposób, lubimy utrudniać sobie życie i nie odczuwamy tego, że nasze granie jest skomplikowane. Jak mielibyśmy grac kawałki gdzie jest zwrotka, refren, jakieś przejście, to byśmy się zwyczajnie zanudzili. Wolimy jak się coś dzieje.
No to jeszcze kilka ostatnich słów, dla tych którzy doczytali wywiad do końca.
Fajfer: Najważniejsze żebyśmy się spotkali na trasie, która już niedługo się odbędzie, zaczyna się ona 11 listopada w Gorzowie i nazywa Murder Code Tour. To pierwsza okazja do prezentacji materiału z „Murder Book” i bardzo zależy nam, abyśmy tam właśnie z ludźmi się spotkali. Myślę, że parę osób czeka na to wydarzenie i cieszymy się, że w końcu trasa doszła do skutku. Cieszymy się też na myśl o spotkaniu z Cruentus, Obsession, Empatic i z paroma innymi zespołami. Mamy dużo radości z tego co robimy i chcemy się nią podzielić z ludźmi pod scena, oraz hałasem który mamy zamiar zrobić. Wbrew pozorom bardzo poukładanym hałasem.









RSS