Creative Act Of Music Tour 2010 w Bydgoszczy sprawozdanie
Autor: Mariusz Miłosz (konto usunięte)
25 Stycznia 2010, aktualizacja 2010-03-15 14:06:42
Oceń tekst:  0
Bydgoski koncert był jednym z ostatnich na trasie. Na szczęście wszystkie zespoły ciągle były w wyśmienitej kondycji. No, przynajmniej te, które dotarły...
img
Materiał promocyjny
Zaczęło się bardzo pechowo bo od informacji: ani Heart Attack, ani Armagedon nie wystąpią. Wielka szkoda bo widać było, że szczególnie na ten drugi przyjechało wiele osób. Coś los Bydgoszcz ostatnio prześladuje, jakiś czas temu w ostatniej chwili z koncertu L’Esprit Du Clan odpadły Born Anew i No Heaven Awaits Us, a występ na niedawnej trasie Neurothing został całkiem odwołany. Tu na szczęście nie było tak drastycznie, ale żal pozostaje. Jedyna pociecha to fakt, że muzycy Armagedon zapowiedzieli szybkie nadrobienie swojej nieobecności, ze względu na doskonałe przyjęcie wiele lat temu.



Na pierwszy ogień poszedł zatem ełcki boysband grający disco polo, czyli Nammoth. Tak się przynajmniej przedstawili, ja tam się nie znam na gatunkach, więc im wierzę. Z tego co mówili to grali same ballady, a jeśli tak wyglądają one w ich wykonaniu, to nie wiem co będzie jak nagrają jakiś mocniejszy kawałek. A tak zupełnie poważnie, przedstawili kawał dobrej muzy. Szczególnie zachwycił mnie cover "This Is Exile" White Chapel. Warto zwrócić uwagę na mocne brzmienie - dwie basówki i siedmiostrunowe gitary robią swoje. Należy też wspomnieć o ich współpracy z Arturem „Chudym” Chudewniakiem, odpowiedzialnym za większość tekstów (który w tej chwili ponownie zasilił Traumę!). Widać, że panowie myślą poważnie o swojej muzyce, na scenie dają z siebie 200% i nie zdeprymowała ich nawet wyjątkowo statyczna publiczność. Mam cichą nadzieję, że Trauma zabierze ich na trasę i już wkrótce ponownie ich zobaczymy.

Następnie na scenę wyszli perkusista i basista zespołu Armagedon, aby przeprosić nas za brak występu. Udało mi się potem porozmawiać chwilę z Tomkiem Solnicą i dowiedzieć, że wszystkiemu winna choroba wokalisty, który choć bardzo chciał u nas zagrać, to aby nie położyć całej trasy do końca, musiał zrobić sobie dzień przerwy. Basista Armagedon zaciekawił mnie również, mówiąc o sporej różnicy między materiałem zawartym na płycie, a tym co zespół prezentuje na scenie. Koncerty są ponoć o wiele bardziej rock’n’rollowe. Na pytanie o to, czy nie obawiają się, że na naszej ciasnej scenie death nie starczy im miejsca odpowiadał długo, ale w zasadzie wystarczy przytoczyć ostatnie zdanie: „Nic nas nie obchodzi, my po prostu chcemy napier%$# death metal i tyle”.



Thy Disease, to w zasadzie właśnie dla nich stawiłem się w środowy wieczór w Estradzie. Świetna nowa płyta narobiła mi nadziei na równie mocny koncert. No i nie zawiodłem się, a przy tym dość mocno zaskoczyłem. Bo jak tak popatrzeć na ich zdjęcia, okładki, poruszaną tematykę, to wydają się poważnymi ludźmi. A tymczasem straszni z nich jajcarze, przez cały czas się wygłupiali i poszturchiwali na scenie. Zaczęło się jeszcze na rozgrzewce, kiedy to sprowokowani przez realizatora odtworzonym w tle kawałkiem Michaela Jacksona, zagrali fragmenty "Billie Jean" i "Beat It". Tylko Michał Senajko przez cały występ był poważny i ciskał wzrokiem gromy w publikę. Rozluźnił się dopiero na finale koncertu, kiedy to… ale to za chwilę.

Bo wcześniej jeszcze gwiazda wieczoru, flagowy okręt polskiego thrash metalu, Virgin Snatch. Wielka to przyjemność zobaczyć na żywo załogę Zielonego, szczególnie herosa gitary, Jacka Hiro. Inna sprawa, że jego solówki słychać było kiepsko. Ale to nic, bo i tak na koncertach Virgin Snatch to przede wszystkim potężny walec. Na żywo bliżej im nawet do deathu niż thrashu. Miłą niespodzianką jest powrót Anioła do zespołu, tym samym mamy więc powtórzony skład z mojej faworytki – "In The Name Of Blood". Zresztą sporo materiału z tej właśnie płyty usłyszeliśmy. Na bis zagrali "It’s Time", (zadedykowany tym razem nie tylko Witkowi Kiełtyce, ale i Olkowi Mendykowi), oraz "Creeping Death" z repertuaru Metalliki, w składzie poszerzonym o prawie wszystkich muzyków uczestniczących w trasie. Za języki udało mi się pociągnąć Zielonego i Anioła. Nowy album Corruption jest już gotowy i czeka na wydawcę. Dziwna sytuacja nam się zaczyna tworzyć na metalowym rynku, bo coraz częściej uznane zespoły z wieloletnim doświadczeniem borykają się z podobnymi problemami… Na kolejny krążek Virgin Snatch przyjdzie nam natomiast poczekać do 2011. Zresztą wydanie następcy „Act Of Grace” byłoby teraz niewskazane, ze względu na światową premierę tejże płyty w lutym.





Mimo braków, bydgoski epizod Creative Act Of Music Tour 2010 należy zaliczyć do jak najbardziej udanych. Jeśli to nie zbyt wiele, to życzyłbym sobie takiej trasy co roku. Po koncertach, w luźnej atmosferze backstage’u, porozmawiałem sobie chwilkę z Jakubem Chmurą, perkusistą Thy Disease, fragment naszej rozmowy macie TU. Co więcej, możecie również wysłuchać zapisu koncertu Nammoth, który udostępniam za wiedzą i zgodą zespołu.

Tracklista:
Curse All / Last Moments Of God
Rebellion
This Is Exile (cover White Chapel)
Heap
Inner Daemon
Pain Of Mankind

pobierz koncert

Dodaj materiał na:   
wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Komentarze (0)
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Podobne materiały
Dodatkowy koncert Leonarda Cohena
Morcheeba zagra w Polsce!
30 Seconds to Mars powraca do Polski!
Anna Maria Jopek zaśpiewa przed Stingem
Kaczmarski Underground
Copyright © 2009-2010 StacjaKultura.pl   Reklama |  Kontakt |  Mapa serwisu |  Polityka prywatności |  Zasady korzystania z serwisu |  Partnerzy |  rss RSS