Autor: Agata Lisiecka
17 Czerwca 2010, aktualizacja 2010-06-19 08:36:58
Sonisphere Festival 2010 relacja
Ponad 80 tys. osób. Wielka Czwórka plus nasz potężny Behemoth. Po raz pierwszy w historii razem. Bemowo na metalowo. "Do you feel what I feel?".
Nawet nie wiem od czego zacząć. Nie tylko ze względu na to, że wydarzenie, którego wczoraj byłam świadkiem, jest historyczne dla każdego fana metalu, ale głównie dlatego, że głowa bolała od wszystkich atrakcji. Dosłownie! Ale może po kolei. Niezwykłość wczorajszego Sonisphere Festival 2010, które odbyło się na warszawskim Lotnisku Bemowo (tak tak, właśnie tam, gdzie 14 lat temu wystąpił Michael Jackson, w zeszłym roku Madonna, a 3 tygodnie temu AC/DC), polega na tym, że po raz pierwszy w historii thrash metalu zebrały się 4 wyjątkowe dla tego gatunku zespoły – Anthrax, Megadeth, Slayer i wszystkim dobrze znana Metallica (ewentualne zmiany stylistyki niektórych z tych grup zostawmy na boku). Wydarzenie to mogło się odbyć już 20 lat temu, jednak z wielu powodów zespoły te nie mogły między sobą dojść do porozumienia. Od tamtej pory minęło sporo czasu, dla niektórych fanów nawet więcej niż całe życie, i widać tym razem muzycy postanowili zrobić wszystko jak należy. I udało się. Ale na tym nie koniec podkreślania ogromnej wagi tego przedsięwzięcia. Sonisphere Festival jest imprezą europejską i odbywa się już od kilku lat w wybranych państwach. Polska jest pierwszym krajem, który w tym roku dostąpił zaszczytu przyjęcia u siebie Wielkiej Czwórki Thrash Metalu. W tym roku Anthrax, Megadeth, Slayer i Metallica zagrają razem także w Czechach, Szwajcarii, Bułgarii, Grecji, Rumunii i Turcji. Mogli wybrać którykolwiek z tych krajów jako pierwszy. Wybrali nas. Dziękujemy!
BEHEMOTH – Zanim jednak Wielka Czwórka rozpoczęła swoje występy, na scenę majestatycznie wkroczyli panowie z naszego najpotężniejszego metalowego składu – Behemoth. Ich koncert był najkrótszy, trwał niewiele ponad 30 minut, jednak dla Nergala i spółki nie miało to żadnego znaczenia, bo zagrali z taką intensywnością i widowiskowością, że się ziemia trzęsła. Po iście królewskim i mrocznym intro, na początek setu poleciało "Ov Fire And The Void". Tuż przed następnym w kolejności "Demigod", Nergal pozdrowił wszystkich i dodał, jak ważne jest to dla niego i dla Behemotha wydarzenie. Dalej usłyszeliśmy "As Above So Below", wyryczane przez fanów "Slaves Shall Serve", "Chant For Eschaton 2000" i "At The Left Hand Ov God". Zespół dał z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej, biorąc pod uwagę fakt, że otwierali wczorajszą imprezę i mieli najkrótszy set. Nie zabrakło świetnego kontaktu z publicznością, o który Nergal nie musiał się specjalnie dopraszać – wystarczyło, że wyciągnął rękę i krzyknął "hej". Odpowiedź była natychmiastowa. Pewnie nie jedna osoba zastanawiała się, dlaczego tak odmienny muzycznie i wizerunkowo zespół, jakim jest Behemoth otwiera wydarzenie poświęcone Wielkiej Czwórce Thrashu. Cóż, Behemoth nie od wczoraj jest równie dobrze znany w świecie, co Slayer, czy Megadeth, a poza tym tak mocne uderzenie przydało się już na samym początku.
W tym miejscu powinien znaleźć się opis występu grupy Mastodon, jednak jeszcze w maju muzycy odwołali swój przyjazd oraz całą trasę po Europie. Powodem ich decyzji było nagłe zapalenie trzustki gitarzysty Billa Kellehera. Była to nie lada wiadomość, bowiem wiele osób wybierało się na Sonisphere właśnie ze względu na Mastodona. Formacja obecnie cieszy się ogromną popularnością, ich ostatni album "Crack The Skye" z 2009 roku wzbudził same entuzjastyczne reakcje wśród fanów i krytyki. Nie znaleziono zastępstwa za Mastodona, toteż sety pozostałych zespołów, z wyjątkiem Metalliki, zostały nieco wydłużone.
ANTHRAX – I historia zaczęła się dziać na naszych oczach. Jako pierwsi z Wielkiej Czwórki na scenę weszli Anthrax, kapela która od dawna zmagała się z perturbacjami na stanowisku wokalisty. Niemal w ostatniej chwili, bo na miesiąc przed festiwalem zespół ogłosił reunion z frontmanem z lat 80., Joeyem Belladonną, choć kilka miesięcy wcześniej zapewniano o przybyciu do Warszawy z Johnem Bushem na czele. Część fanów to właśnie Busha uważa za najlepszego wokalistę Anthrax, ale patrząc na ich wczorajszy koncert, chyba jednak nic się nie stało, bo show było wyśmienite. Belladonna złapał rewelacyjny kontakt z publiką, wszędzie było go pełno, a podczas numeru "Indians" wyskoczył na scenę z wielkim pióropuszem na głowie. A jeszcze przed rozpoczęciem występu Behemotha wyszedł przed barierki i rozdał autografy pierwszym rzędom na całej rozciągłości strefy Golden Circle. Ale nie jedyny Belladonna dawał z siebie wszystko. Na słowa uznania zasługują wszyscy muzycy Anthrax i choć grali zaledwie 10 minut dłużej niż Behemoth, zaprezentowali się niezwykle energetycznie. Sam set, jakim uraczyli tłum składał się m.in. z "Caught In A Mosh", "Got The Time", "Antisocial", "Madhouse", zadedykowane Ronniemu Jamesowi Dio "Heaven And Hell" z repertuaru Black Sabbath (wczoraj minął akurat miesiąc od śmierci tego wielkiego muzyka, a sam Belladonna 30 maja śpiewał na pogrzebie Ronniego), "Only", czy "I Am The Law". Zdecydowanie było przy czym się bawić.
MEGADETH – W przypadku tej kapeli mieliśmy podobną sytuację, co poprzedzający ją Anthrax, przynajmniej jeśli chodzi o kwestie personalne. Na początku tego roku do Megadeth powrócił stary-nowy basista David Ellefson. Ale to nie wszystko. Grupa w tym roku postanowiła uczcić 20. rocznicę wydania albumu "Rust In Peace", toteż obecna trasa koncertowa odbywa się pod znakiem pełnej tracklisty z RIP na żywo. Elementem dopełniającym całości był wielki baner z okładką "Rust In Peace", wywieszoną nad głowami zespołu. Zaczęło się więc bez niespodzianek od "Holy Wars... The Punishment Due", "Hangar 18", "Take No Prisoners" i tak aż do dziewiątego i ostatniego na płycie "Rust In Peace... Polaris". Nie było to jednak zwykłe odgrywanie kolejnych utworów z jednego krążka. Chociaż lider Megadeth, Dave Mustaine nie był specjalnie rozmowny między kawałkami, to swoje skomplikowane riffy i solówki zaprezentował w iście mistrzowski sposób. Koncert Megadeth na "Rust In Peace" się nie zakończył, bo polecały także "Head Crusher", "Sweating Bullets", obowiązkowe "Symphony Of Destruction" i kończące "Peace Sells". Występ zdecydowanie udany, choć mniej porywający od poprzedniego.
BEHEMOTH – Zanim jednak Wielka Czwórka rozpoczęła swoje występy, na scenę majestatycznie wkroczyli panowie z naszego najpotężniejszego metalowego składu – Behemoth. Ich koncert był najkrótszy, trwał niewiele ponad 30 minut, jednak dla Nergala i spółki nie miało to żadnego znaczenia, bo zagrali z taką intensywnością i widowiskowością, że się ziemia trzęsła. Po iście królewskim i mrocznym intro, na początek setu poleciało "Ov Fire And The Void". Tuż przed następnym w kolejności "Demigod", Nergal pozdrowił wszystkich i dodał, jak ważne jest to dla niego i dla Behemotha wydarzenie. Dalej usłyszeliśmy "As Above So Below", wyryczane przez fanów "Slaves Shall Serve", "Chant For Eschaton 2000" i "At The Left Hand Ov God". Zespół dał z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej, biorąc pod uwagę fakt, że otwierali wczorajszą imprezę i mieli najkrótszy set. Nie zabrakło świetnego kontaktu z publicznością, o który Nergal nie musiał się specjalnie dopraszać – wystarczyło, że wyciągnął rękę i krzyknął "hej". Odpowiedź była natychmiastowa. Pewnie nie jedna osoba zastanawiała się, dlaczego tak odmienny muzycznie i wizerunkowo zespół, jakim jest Behemoth otwiera wydarzenie poświęcone Wielkiej Czwórce Thrashu. Cóż, Behemoth nie od wczoraj jest równie dobrze znany w świecie, co Slayer, czy Megadeth, a poza tym tak mocne uderzenie przydało się już na samym początku.
W tym miejscu powinien znaleźć się opis występu grupy Mastodon, jednak jeszcze w maju muzycy odwołali swój przyjazd oraz całą trasę po Europie. Powodem ich decyzji było nagłe zapalenie trzustki gitarzysty Billa Kellehera. Była to nie lada wiadomość, bowiem wiele osób wybierało się na Sonisphere właśnie ze względu na Mastodona. Formacja obecnie cieszy się ogromną popularnością, ich ostatni album "Crack The Skye" z 2009 roku wzbudził same entuzjastyczne reakcje wśród fanów i krytyki. Nie znaleziono zastępstwa za Mastodona, toteż sety pozostałych zespołów, z wyjątkiem Metalliki, zostały nieco wydłużone.
ANTHRAX – I historia zaczęła się dziać na naszych oczach. Jako pierwsi z Wielkiej Czwórki na scenę weszli Anthrax, kapela która od dawna zmagała się z perturbacjami na stanowisku wokalisty. Niemal w ostatniej chwili, bo na miesiąc przed festiwalem zespół ogłosił reunion z frontmanem z lat 80., Joeyem Belladonną, choć kilka miesięcy wcześniej zapewniano o przybyciu do Warszawy z Johnem Bushem na czele. Część fanów to właśnie Busha uważa za najlepszego wokalistę Anthrax, ale patrząc na ich wczorajszy koncert, chyba jednak nic się nie stało, bo show było wyśmienite. Belladonna złapał rewelacyjny kontakt z publiką, wszędzie było go pełno, a podczas numeru "Indians" wyskoczył na scenę z wielkim pióropuszem na głowie. A jeszcze przed rozpoczęciem występu Behemotha wyszedł przed barierki i rozdał autografy pierwszym rzędom na całej rozciągłości strefy Golden Circle. Ale nie jedyny Belladonna dawał z siebie wszystko. Na słowa uznania zasługują wszyscy muzycy Anthrax i choć grali zaledwie 10 minut dłużej niż Behemoth, zaprezentowali się niezwykle energetycznie. Sam set, jakim uraczyli tłum składał się m.in. z "Caught In A Mosh", "Got The Time", "Antisocial", "Madhouse", zadedykowane Ronniemu Jamesowi Dio "Heaven And Hell" z repertuaru Black Sabbath (wczoraj minął akurat miesiąc od śmierci tego wielkiego muzyka, a sam Belladonna 30 maja śpiewał na pogrzebie Ronniego), "Only", czy "I Am The Law". Zdecydowanie było przy czym się bawić.
MEGADETH – W przypadku tej kapeli mieliśmy podobną sytuację, co poprzedzający ją Anthrax, przynajmniej jeśli chodzi o kwestie personalne. Na początku tego roku do Megadeth powrócił stary-nowy basista David Ellefson. Ale to nie wszystko. Grupa w tym roku postanowiła uczcić 20. rocznicę wydania albumu "Rust In Peace", toteż obecna trasa koncertowa odbywa się pod znakiem pełnej tracklisty z RIP na żywo. Elementem dopełniającym całości był wielki baner z okładką "Rust In Peace", wywieszoną nad głowami zespołu. Zaczęło się więc bez niespodzianek od "Holy Wars... The Punishment Due", "Hangar 18", "Take No Prisoners" i tak aż do dziewiątego i ostatniego na płycie "Rust In Peace... Polaris". Nie było to jednak zwykłe odgrywanie kolejnych utworów z jednego krążka. Chociaż lider Megadeth, Dave Mustaine nie był specjalnie rozmowny między kawałkami, to swoje skomplikowane riffy i solówki zaprezentował w iście mistrzowski sposób. Koncert Megadeth na "Rust In Peace" się nie zakończył, bo polecały także "Head Crusher", "Sweating Bullets", obowiązkowe "Symphony Of Destruction" i kończące "Peace Sells". Występ zdecydowanie udany, choć mniej porywający od poprzedniego.
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane

Na oficjalnej stronie internetowej Madonny pojawił się wpis o planowanych koncertach. W notce można przeczytać, że 1 sierpnia artystka odwiedzi Polskę, a dokładnie wystąpi na Stationie Narodowym w Warszawie. >>

SMOKESTACK to komin, z którego kopci się rock, blues, rythm ‘n blues, soul, funk, czyli fuzja tylko dobrych dźwięków. Założycielem i liderem projektu jest Krzysztof Siewruk. >>

Wczoraj w Indianapolis odbył się wielki finał rozgrywek futbolowych, czyli Super Bowl. Tradycyjnie mecz otworzyło imponujące widowisko muzyczne. które w tym roku uświetniła Madonna wystylizowana na Kleopatrę oraz towarzyszący jej tancerze – gladiatorzy. >>

7 lutego 2012 na scenie Hard Rock Cafe Warsaw zobaczymy grupę Farben Lehre. Koncert odbędzie się w ramach wtorkowego cyklu Pepsi Rocks. >>

Jego prawdziwe imię to Wally De Backer. Do niedawna znany głównie w Australii, po wielkim sukcesie singla promującego album „Making Mirrors” stał się internetowym fenomenem. To bardzo źle. >>

20 lutego 2012 roku odbędzie się premiera koncertowego DVD zespołu Pidżama Porno, zarejestrowanego podczas zeszłorocznego koncertu zespołu na Even Horizon Festival w Łodzi. >>

Przez całą jesień 2o11 cała Polska ekscytowała się występami Piotrka w The Voice of Poland, gdzie doszedł do samego wielkiego finału i zajął w nim trzecie miejsce! >>

Dobranocka zaprasza w dniu 13.02 .2012 (poniedziałek) o godz. 20.30 na kolejna odsłonę- niepowatrzalnego Jazz Jam Session.
>>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter

















































