17-06-2010
AAA |
Ocena: 5  10 głosów
Sonisphere Festival 2010 relacja
Ponad 80 tys. osób. Wielka Czwórka plus nasz potężny Behemoth. Po raz pierwszy w historii razem. Bemowo na metalowo. "Do you feel what I feel?".
SLAYER – Obok Metalliki tego składu oczekiwano najbardziej. Slayer ma oddaną rzeszę fanów, którzy bez względu na wszystko są gotowi udowodnić swoją miłość. Gdy tylko Slayer wkroczył na scenę w powietrzu od razu dało się wyczuć zapach szacunku, jakim darzony jest ten kwartet. Bardzo cieszyła obecność i dobry humor frontmana Toma Arayi, a trzeba zaznaczyć, że jego udział w wydarzeniu wcale nie był taki oczywisty. Od kilku miesięcy mówiło się o jego przewlekłych problemach z kręgosłupem i operacji, a jakby tego było mało to na kilka dni przed warszawskim koncertem odwołano występ Slayera w Niemczech z powodu jego problemów z głosem. Wczoraj jednak wszystko zagrało jak w zegarku. Grupa, podobnie jak Megadeth, miała do dyspozycji godzinę, w trakcie której poleciało 12 brutalnych numerów: promujące ostatnie wydawnictwo i zarazem tytułowe "World Painted Blood", "Jihad", "War Ensemble", "Hate Worldwide", "Dead Skin Mask", kultowe "Angel Of Death", "Beauty Through Order", "Disciple", "Mandatory Suicide", "Chemical Warfare", "South Of Heaven" i gromiste "Raining Blood". Cały zespół zaprezentował się kapitalnie i z miażdżącą siłą. Tom Araya nie dawał żadnych oznak wcześniejszych urazów, ale chyba dostał zakaz headbangowania, bo ani razu nie zarzucił swymi kruczymi lokami. Dzięki wielkim telebimom rozstawionym w kilku punktach lotniska jego szelmowski uśmiech docierał nawet do najdalszych rzędów. Pod koniec występu dziękował wszystkim za uczestnictwo w tak wyjątkowym wydarzeniu i wyraził nadzieję, że wszyscy będą się świetnie bawić podczas reszty wieczoru.

METALLICA – Po koncercie Slayera w strefie pod sceną większość osób postanowiła zostać na swoich miejscach, bądź szukać takiego z lepszym widokiem, bowiem oto nadchodził czas na przywitanie z największą gwiazdą Sonisphere Festival – Metalliką. Gołym okiem widać było, że większość zebranych przyjechała na Bemowo właśnie dla Jamesa Hetfielda, Kirka Hammetta, Larsa Ulricha i Roberta Trujillo. Pół godziny, jakie dzieliło od zakończenia występu Slayera do rozpoczęcia show Metalliki, dłużyło się niemiłosiernie, zwłaszcza, gdy o godz. 21.15 zespół jeszcze nie wyszedł na scenę. Chwilę później z głośników rozbrzmiała tak dobrze znana wszystkim fanom ścieżka dźwiękowa autorstwa Ennio Morricone z filmu "Dobry, zły i brzydki", a na telebimach wyświetlono fragment obrazu. Przy tysiącach gardeł wtórujących melodii przeszliśmy przez intro, ale jeszcze większy okrzyk euforii zatrząsł ziemią, gdy na scenie pojawili się sami zainteresowani. Pierwszy numer "Creeping Death" nie był zaskoczeniem, ale za to wokal Hetfielda już tak. Już dawno temu zarzucano mu spadek formy, jednak wczoraj pokazał prawdziwą klasę. "For Whom The Bell Tolls" poleciało jako kolejne, dalej szybki "Fuel", powrót do pierwszej płyty w postaci "The Four Horsemen", nastrojowo-dynamiczne "Fade To Black", dwa numery z ostatniej płyty "Death Magnetic": "That Was Just Your Life" i "Cyanide", potężne i prosto w twarz "Sad But True", "Welcome Home (Sanitarium)", "All Nightmare Long", poprzedzone serią spektakularnej pirotechniki, odgłosów z frontu wojennego i fajerwerków "One", zawsze niezawodne "Master Of Puppets", "Blackened", pozycja obowiązkowa w postaci "Nothing Else Matters" i ostatnie przed przerwą, skoczne i pełne oklasków "Enter Sandman". To co działo się na linii Metallica – fani można opisać jako zbiorowy szał i niekończące się podnoszenie temperatury. Na ten przykład dajmy chociaż atmosferę podczas "Enter Sandman". James Hetfield uwielbia przekomarzać się z fanami... co ja mówię, z przyjaciółmi, bo tak zwykł mawiać o fanach Metalliki. Tak więc James urządził swoim 80 tysiącom przyjaciół mały konkurs na to, kto potrafi głośniej. Za trzecim razem nasze "OH YEAH" najbardziej przypadło mu do gustu. Kilkakrotnie odniósł się do wydarzenia, jakim jest zjednoczenie Wielkiej Czwórki i do tego, jak bardzo jest dumny z bycia jej częścią. "Do you feel what I feel?" - jak pytał. Podniosłym momentom nie było końca, cały koncert był jednym wielkim podniosłym momentem, że o tym ile razy chwalił fanów ("Jest was tak wielu, że nie widzę końca") i jaki zachwyt wzbudził jego demoniczny i lekko droczący się z nami śmiech podczas "Master Of Puppets" to już nawet nie wspomnę. Na bis poleciały jeszcze 3 numery – cover Queen "Stone Cold Crazy", "Hit The Lights" i trzy słowa, które zna każdy - "Seek And Destroy". Myślicie, że koniec koncertu oznacza koniec atrakcji? W przypadku Metalliki to niemożliwe. James, Robert i Kirk wyrzucali całymi garściami kostki gitarowe, o które od razu rozpętała się wojna na śmierć i życie, a Lars droczył się komu by tu rzucić swoje pałeczki. James chyba nie mógł uwierzyć w taką zachłanność na kostki, bo niosąc swoją garść bez ogródek powiedział do mikrofonu "Shut the fuck up". W końcu jednak udało im się uwolnić od działalności charytatywnej i każdy po kolei zaczął żegnać się ze wszystkimi. Ale to pożegnanie Roberta było najlepsze, gdy rozradowany zupełnie poprawną polszczyzną powiedział "zajebiście", pokazując jednocześnie rogi. W sumie otrzymaliśmy soczysty 2-godzinny set, który na szczęście nie został skrócony przez blisko 20-minutowe opóźnienie.

Teraz słów kilka o organizacji. Fanów zaczęto wpuszczać od godz. 14.00 i aby ostatecznie znaleźć się w strefie Golden Circle pod samą sceną, trzeba było przejść przez 5 kontroli i pokonać 1,5 km odległości. Pod dostatkiem było zarówno piwa, jak i innych napoi oraz posiłków wszelkiej maści i stoisk z merchem. Zadbano także o odpowiednie rozmieszczenie wszystkich stanowisk gastronomicznych i toi toi (nawet strefa GC miała własne). Dodatkowo każdy, kto posiadał bilet właśnie na GC dostawał w prezencie różową opaskę na rękę. To zabieg czysto ułatwiający częste wchodzenie i wychodzenie, i choć różowy nie jest kolorem zbytnio metalowym, to każdy z GC wkrótce chciał mieć swoją własną pamiątkową opaskę. Rzeczą, która wzbudzała równie silne emocje, co same koncerty był niesamowity pokaz akrobacji helikopteru, który kilka razy przelatywał nad głowami tłumu (i sam dość często leciał wywrócony do góry brzuchem). Powrót do domu chyba też dla większości należał do udanych. Autobusy tym razem kursowały jak należy i według komunikatów, które były ogłaszane jeszcze długo po zakończeniu festiwalu, miały odwozić fanów aż do ostatniego. I choć część osób mieszkających w Warszawie przebyła drogę do domu, częściowo lub w całości, na piechotę to chyba nikt nie wyszedł z wczorajszego eventu niezadowolony. Dla wielu było to wydarzenie życia. I oby jak najczęściej organizowano festiwale z tak znakomitym składem i z tak znakomitą hordą melomanów.
Galeria
wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Po długich i trudnych zmaganiach się z chorobą zmarł lider i założyciel zespołu Bee Gees - Robin Gibb. Zmarł w wieku 62 lat. >>

Do drugiej wizyty znakomitej amerykańskiej grupy Linkin Park w Polsce coraz bliżej. Z tej okazji wytwórnia Warner przygotowała dla licznych polskich fanów formacji wspaniały prezent. Wybrane tytuły z dorobku Amerykanów można teraz kupić w specjalnej cenie >>

Widzieliście dzisiejsze logo Google? Zmieniło ono swój wygląd i tym razem pragnie uczcić urodziny Roberta Mooga, który stworzył i zbudował pierwszy syntezator. >>

Co łączy Aleksandrę Kurzak - światowej sławy śpiewaczkę operową z Kazikiem Staszewskim - legendą polskiego rocka i O.S.T.R – mistrzem freestyle’u?  >>

Dla uczczenia niedawnego wprowadzenia do Rock And Roll Hall Of Fame, grupa Red Hot Chili Peppers postanowiła wydać specjalną, wyłącznie cyfrową EP-kę, na której można usłyszeć covery sześciu klasycznych rockowych piosenek.  >>

Bez wątpienia Beyonce jest obecnie jedną z najpopularniejszych, najbardziej rozchwytywanych i najbardziej lśniących gwiazd w show biznesie.  >>

John Mayer wrócił z większą pewnością siebie, doszlifowanym talentem i zawadiackim uśmiechem. >>

Idealna propozycja na sobotnie popołudnie (2 czerwca) – prosto z Danii zjawiskowa Mademoiselle Karen ze swoim zespołem na Pikniku Kulturalnym Gazety “Co Jest Grane” w warszawskiej Królikarni. >>

Już 26 maja rozpocznie się długo oczekiwana trasa koncertowa zespołu Nazareth w Polsce.  >>

Kolejna impreza z cyklu Pepsi Rocks to wieczór dedykowany fanom mocnego rocka. Już 29 maja w Hard Rock Cafe Warsaw wspólny koncert zagrają zespołu Chain Reaction oraz Leash Eye. >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS