Aż strach pomyśleć ile na świecie istnieje zespołów, które pozostały w cieniu, niedocenione, zesłane na komercyjną banicję przez stacje radiowe i telewizyjne. Nieznane tzw. Casualom – przypadkowym odbiorcom, mimo iż nieustępujące w niczym kapelom zapełniającym stadiony na swoich koncertach. Melvins nie mogło wypłynąć. Narobiłoby wstydu wielu zespołom, bo udowadnia, że po dwudziestu latach grania można wciąż się rozwijać. Ba, po dwudziestu latach grania można nagrać najlepszą płytę w karierze. Ta płyta to "A Senile Animal". Słówko "senile" w tytule, to jedyna oznaka starości na tym albumie.
Na początek trochę historii. Melvins to kapela założona na początku lat 80. w Montesano w stanie Washington (rzut beretem od Seattle). Trzon zespołu tworzą Buzz Osborne oraz Dale Crover (przez krótki okres w Nirvanie). Swego czasu w kapeli grał Matt Lukin (przez wiele lat w Mudhoney), a także córka Shirley Temple – Lori Black.
Melvins to fenomen. Nie wszystko, co nagrali nadaje się do słuchania. Panowie lubili sobie poeksperymentować i robią to nadal, przez co jest duża szansa, że o ile ktoś nie jest ortodoksyjnym fanem, to nie wszystko mu się spodoba. Jednak po ponad dwudziestu latach ostrego, mocnego grania, jego członkowie wciąż nie są, pod względem muzycznym, wypaleni i wciąż mają w sobie mnóstwo świeżości, pozwalającej na coraz to nowsze pomysły odnośnie tego, co można zrobić z gitarami i z perkusją… bądź też dwiema perkusjami.
"A Senile Animal" (2006) to płyta, której powinno się słuchać na dobrych słuchawkach, bądź na wysokiej klasy sprzęcie stereo. Wszystko to z powodu dwóch zestawów perkusyjnych użytych do nagrania płyty. Jasne, nie braknie tu świetnych gitarowych riffów, ale album ten kręci się wokół perkusji. Słuchając wydobywających się z głośników muzyki, ma się wrażenie, że bębny i talerze są wszędzie. Mniejsza o to, że część kawałków zaczyna się i kończy solówkami perkusyjnymi. Gdybym nie wiedział, że jest inaczej myślałbym, że to dla tej płyty powstał system dolby surround. Dale Crover i Coady Willis nie oszczędzają swoich instrumentów, uderzają mocno i szybko, wspaniale się zgrywając ze sobą i tylko czasem się dublując. Jeśli można im coś zarzucić, to, to, że na późniejszym "Nude With Boots", kopiują kilka patentów, wymyślonych na potrzeby "A Senile Animal", ale to przecież nie ma prawa zaważyć na ocenie omawianej płyty.
Oprócz podwójnej perkusji, na wydawnictwie, pojawiają się także podwójne wokale. Harmonie tworzone przez Buzza Osobrone′a i Jareda Warrena, to patent wykorzystywany w niemal każdym kawałku na płycie. Nadają one dodatkowej mocy wokalowi, gdyż stary dobry Buzz już nie wydziera się tak jak na poprzednich albumach i ten brak, niegdysiejszej, siły trzeba było słuchaczom jakoś zrekompensować. Zabieg się udał. To co panowie wypracowali poprzez stworzenie tak potężnych, żywiołowych riffów nie może być zaprzepaszczone przez zbyt anemiczny wokal, który zadusza całą żywiołowość muzyki, zwłaszcza, że są już kapele, których muzyka na tym ucierpiała (z grzeczności nazw nie wymienię).
Wokale wokalami, ale one są tylko przekaźnikiem komunikatu. Jaki jest komunikat na "A Senile Animal"? Tak jak zespół zdążył już przyzwyczaić swoich słuchaczy, komunikatu nie ma żadnego. Nie ma sensu doszukiwać się drugiego, czy też trzeciego dna w tych tekstach, bo żadnego przesłania one nie niosą. Sam Osborne mówił, że jego teksty to tylko nośnik dla melodii. Zdaję sobie sprawę, że bezsensowne teksty, to minus dla wielu i przez brak utożsamiania się z danym utworem trudniej się do niego przywiązać i w konsekwencji, przynajmniej teoretycznie, łatwiej się znudzić, ale Melvins stawia na muzykę, a ta w tym wypadku broni się sama.
Te krótkie, żywiołowe jak i te długie ciężkie utwory zawarte na tej płycie przekonały mnie do siebie. Panowie świetnie wypadają na żywo, więc niech przyjadą i dadzą koncert w Polsce (obowiązkowo z "A History Of Bad Men" w repertuarze!), bo mimo prób nigdy u nas nie zagrali (planowany koncert został odwołany). Melvins, to kapela, która nie zawładnie moją duszą, ale to kapela, której po prostu lubię posłuchać. Ostre granie, w sam raz do tego by się wyszumieć. Bez żadnych kompromisów.
Tracklista:
1. The Talking Horse (2:41)
2. Blood Witch (2:45)
3. Civilized Worm (5:57)
4. A History of Drunks (2:20)
5. Rat Faced Granny (2:41)
6. The Hawk (2:35)
7. You′ve Never Been Right (2:30)
8. A History of Bad Men (6:43)
9. The Mechanical Bride (6:26)
10. A Vast Filthy Prison (6:44)
Oficjalny teledysk do "The Talking Horse":









więcej »



























