Autor: Jacek Dąbrowski
13-01-2010
Płyty X-lecia 10: Ingite - A place called home (2000) recenzja
Nie ma miejsca jak dom. Chociaż często narzeka się na monotonię dnia codziennego, wystarczy wyjechać na dłużej, a tęsknota za domem staje się nie do zniesienia. Masz ochotę wykrzyczeć twój ból. Wokalista Ignite rozumie to najlepiej.
Zanim przybył do Kalifornii i zżył się muzycznie z Ignite był naszym południowym bratankiem; mieszkał na Węgrzech. Tytułowy kawałek na płycie mówi o jego tęsknocie za ojczyzną, za wszystkim co kochał i zostawił; między innymi kobietę. Sława nie daje ci nigdy wszystkiego. Czasem pragnienie bycia w domu jest silniejsze. Dlatego Ignite tak często bywają w Europie Środkowo-wschodniej. Miałem okazję widzieć ich na koncercie w Progresji; tam ich właściwie poznałem. Przedstawiano ich jako zespół hardcore, więc liczyłem na screamowy wokal i ostre rwanie gitar. Zaskoczyła mnie melodyjność i wokal, którego nigdy nie nazwałbym krzykiem.
Zespół jest reprezentantem melodyjnego hc. Nawet w chórkach nie ma tutaj darcia się na cały regulator. Ogólnie można powiedzieć, że tak jak w przypadku kalifornijskiego punka, mamy do czynienia z kalifornijską odmianą hc. Nie przypomina mi się, jakobym miał wcześniej słyszeć coś podobnego. Muzyka ta od razu wpadła mi w ucho i postanowiłem zapoznać się bliżej z twórczością tego mało znanego u nas, poza środowiskami hc, zespołu. Krążek "A place called home" był pierwszym, który trafił w moje ręce. Oprócz tytułowego kawałka, którym skatowałem sobie głośniki i zryłem banię podobają mi się także "Run", "Veteran" i "Pieter". Jak wszystko w Ignite jest proste i konkretne; nazwa, tytuły, granie. Czysty przekaz bez zagłębiania się w filozoficzne gadki i długie, rozbudowane zdania.
Kawałek tytułowy to dla mnie osobna historia. Wystarczy zapytać moich przyjaciół, jak często ich nim zamęczałem. Miałem go na komórce, w zakładkach przeglądarki, w tekstach piosenek, na płycie i na mp3 - dosłownie wszędzie. Dodatkowy sentyment do tego utworu poczułem, kiedy sam byłem na obczyźnie i musiałem pakować walizki. Dzień powrotu był dniem, którego nie da się opisać. A towarzyszył mi właśnie "Place called home". Wymowa tekstu o opuszczaniu kraju i bliskich jest bardzo smutna i przytłaczająca. "This wheels keeps roll and I miss my home". Dużo w kawałkach Ignite tęsknoty. W "Pieterze" jest to tęsknota za przyjacielem, który odszedł z tego świata, w "Veteranie" za lepszymi czasami, które były i nie wrócą, a w "Run" za tymi, które dopiero mają nadejść.
Jeśli chodzi o muzykę to mamy tutaj połączenie szybkości z melodyjnością, znakomitej formy ubranej w poważną treść. Nie ma miejsca na komercję i zmianę stylu. Oprócz wokalu ze świetną skalą warto zwrócić uwagę na chórki i gitarę prowadzącą Nika Hilla. Gość potrafi zaczarować grą i solówkami. Mi najbardziej podobają się zmiany rytmów i to, że niektóre kawałki nie mają ujednoliconej struktury. Mogą być dwa czy 3 różne refreny, wstawki, a tylko zwrotki są zagrane w to samo tempo. Po prostu trzeba to usłyszeć. Słuchasz kawałka i nie jesteś pewien co teraz będzie. Normalnie wiesz, że po zwrotce jest refren, tutaj zdarzają się niespodzianki i mi to się bardzo podoba.
Zespół powstał w 1993 roku w hrabstwie Orange w Kaliforni słynącym nie tylko z pomarańczy. Jest tam wiele fajnych kapel, a także warsztat Orange County Choppers.
Po wydaniu krążka zespół podpisał umowę z Abacus Recordings i to właśnie pod ich szyldem w 2006 roku ukazał się album "Our darkest days".
Na krążek w wersji podstawowej składa się 13 utworów i w tym przypadku nie jest to pechowa liczba. Nie jest ich ani za dużo, ani za mało. W sam raz. Nie ma miejsca na nudę, a wręcz chciałoby się więcej. Dlatego mamy aż 3 bonusy w tym cover kawałka U2 "Sunday bloody sunday" i węgierską wersję tytułowego singla. Po zrobieniu jakiegoś miliona obrotów w kieszeni cd wreszcie nadeszła pora, aby z albumem się pożegnać. Z albumem tak, ale nie z zespołem, bowiem jego miejsce zajęły następne i następne płyty. I tak oto pokochałem ten styl; myślę, że jak żaden inny w hc. Brakuje mi tylko dużej ilości kapel grających podobnie. Cóż, może warto by było samemu taką założyć? Czas pokaże. Osobiście polecam tę płytę wszystkim. 9/10.
Była to jubileuszowa, 10 odsłona naszego cyklu. Dlatego wybrałem coś mocnego i dobrego. Nie mogę się doczekć co będzie przy setce. Pozdrawiam wiernych "czytaczy":)
OCENA: 9/10
UTWORY:
01. Who Sold Out Now?
02. Veteran
03. Fill In The Blanks
04. Burned Up
05. No Regrets
06. Run
07. Bullets Included No Thought Required
08. A Place Called Home
09. Hands On Stance
10. By My Side
11. In Moderation
12. Pieter
13. I′m Bored
14. Sunday, Bloody Sunday
15. Old
16. A Place Called Home (Hungarian version)
AKTUALNI CZŁONKOWIE:
* Zoli Téglás – wokal
* Brian Balchack – gitara elektryczna
* Nik Hill – gitara elektryczna
* Brett Rasmussen – gitara basowa
* Craig Anderson – perkusja
VIDEO:
Zespół jest reprezentantem melodyjnego hc. Nawet w chórkach nie ma tutaj darcia się na cały regulator. Ogólnie można powiedzieć, że tak jak w przypadku kalifornijskiego punka, mamy do czynienia z kalifornijską odmianą hc. Nie przypomina mi się, jakobym miał wcześniej słyszeć coś podobnego. Muzyka ta od razu wpadła mi w ucho i postanowiłem zapoznać się bliżej z twórczością tego mało znanego u nas, poza środowiskami hc, zespołu. Krążek "A place called home" był pierwszym, który trafił w moje ręce. Oprócz tytułowego kawałka, którym skatowałem sobie głośniki i zryłem banię podobają mi się także "Run", "Veteran" i "Pieter". Jak wszystko w Ignite jest proste i konkretne; nazwa, tytuły, granie. Czysty przekaz bez zagłębiania się w filozoficzne gadki i długie, rozbudowane zdania.
Kawałek tytułowy to dla mnie osobna historia. Wystarczy zapytać moich przyjaciół, jak często ich nim zamęczałem. Miałem go na komórce, w zakładkach przeglądarki, w tekstach piosenek, na płycie i na mp3 - dosłownie wszędzie. Dodatkowy sentyment do tego utworu poczułem, kiedy sam byłem na obczyźnie i musiałem pakować walizki. Dzień powrotu był dniem, którego nie da się opisać. A towarzyszył mi właśnie "Place called home". Wymowa tekstu o opuszczaniu kraju i bliskich jest bardzo smutna i przytłaczająca. "This wheels keeps roll and I miss my home". Dużo w kawałkach Ignite tęsknoty. W "Pieterze" jest to tęsknota za przyjacielem, który odszedł z tego świata, w "Veteranie" za lepszymi czasami, które były i nie wrócą, a w "Run" za tymi, które dopiero mają nadejść.
Jeśli chodzi o muzykę to mamy tutaj połączenie szybkości z melodyjnością, znakomitej formy ubranej w poważną treść. Nie ma miejsca na komercję i zmianę stylu. Oprócz wokalu ze świetną skalą warto zwrócić uwagę na chórki i gitarę prowadzącą Nika Hilla. Gość potrafi zaczarować grą i solówkami. Mi najbardziej podobają się zmiany rytmów i to, że niektóre kawałki nie mają ujednoliconej struktury. Mogą być dwa czy 3 różne refreny, wstawki, a tylko zwrotki są zagrane w to samo tempo. Po prostu trzeba to usłyszeć. Słuchasz kawałka i nie jesteś pewien co teraz będzie. Normalnie wiesz, że po zwrotce jest refren, tutaj zdarzają się niespodzianki i mi to się bardzo podoba.
Zespół powstał w 1993 roku w hrabstwie Orange w Kaliforni słynącym nie tylko z pomarańczy. Jest tam wiele fajnych kapel, a także warsztat Orange County Choppers.
Po wydaniu krążka zespół podpisał umowę z Abacus Recordings i to właśnie pod ich szyldem w 2006 roku ukazał się album "Our darkest days".
Na krążek w wersji podstawowej składa się 13 utworów i w tym przypadku nie jest to pechowa liczba. Nie jest ich ani za dużo, ani za mało. W sam raz. Nie ma miejsca na nudę, a wręcz chciałoby się więcej. Dlatego mamy aż 3 bonusy w tym cover kawałka U2 "Sunday bloody sunday" i węgierską wersję tytułowego singla. Po zrobieniu jakiegoś miliona obrotów w kieszeni cd wreszcie nadeszła pora, aby z albumem się pożegnać. Z albumem tak, ale nie z zespołem, bowiem jego miejsce zajęły następne i następne płyty. I tak oto pokochałem ten styl; myślę, że jak żaden inny w hc. Brakuje mi tylko dużej ilości kapel grających podobnie. Cóż, może warto by było samemu taką założyć? Czas pokaże. Osobiście polecam tę płytę wszystkim. 9/10.
Była to jubileuszowa, 10 odsłona naszego cyklu. Dlatego wybrałem coś mocnego i dobrego. Nie mogę się doczekć co będzie przy setce. Pozdrawiam wiernych "czytaczy":)
OCENA: 9/10
UTWORY:
01. Who Sold Out Now?
02. Veteran
03. Fill In The Blanks
04. Burned Up
05. No Regrets
06. Run
07. Bullets Included No Thought Required
08. A Place Called Home
09. Hands On Stance
10. By My Side
11. In Moderation
12. Pieter
13. I′m Bored
14. Sunday, Bloody Sunday
15. Old
16. A Place Called Home (Hungarian version)
AKTUALNI CZŁONKOWIE:
* Zoli Téglás – wokal
* Brian Balchack – gitara elektryczna
* Nik Hill – gitara elektryczna
* Brett Rasmussen – gitara basowa
* Craig Anderson – perkusja
VIDEO:
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Po długich i trudnych zmaganiach się z chorobą zmarł lider i założyciel zespołu Bee Gees - Robin Gibb. Zmarł w wieku 62 lat. >>

Do drugiej wizyty znakomitej amerykańskiej grupy Linkin Park w Polsce coraz bliżej. Z tej okazji wytwórnia Warner przygotowała dla licznych polskich fanów formacji wspaniały prezent. Wybrane tytuły z dorobku Amerykanów można teraz kupić w specjalnej cenie >>

Widzieliście dzisiejsze logo Google? Zmieniło ono swój wygląd i tym razem pragnie uczcić urodziny Roberta Mooga, który stworzył i zbudował pierwszy syntezator. >>

Co łączy Aleksandrę Kurzak - światowej sławy śpiewaczkę operową z Kazikiem Staszewskim - legendą polskiego rocka i O.S.T.R – mistrzem freestyle’u? >>

Dla uczczenia niedawnego wprowadzenia do Rock And Roll Hall Of Fame, grupa Red Hot Chili Peppers postanowiła wydać specjalną, wyłącznie cyfrową EP-kę, na której można usłyszeć covery sześciu klasycznych rockowych piosenek. >>

Bez wątpienia Beyonce jest obecnie jedną z najpopularniejszych, najbardziej rozchwytywanych i najbardziej lśniących gwiazd w show biznesie. >>

Idealna propozycja na sobotnie popołudnie (2 czerwca) – prosto z Danii zjawiskowa Mademoiselle Karen ze swoim zespołem na Pikniku Kulturalnym Gazety “Co Jest Grane” w warszawskiej Królikarni. >>

Kolejna impreza z cyklu Pepsi Rocks to wieczór dedykowany fanom mocnego rocka. Już 29 maja w Hard Rock Cafe Warsaw wspólny koncert zagrają zespołu Chain Reaction oraz Leash Eye. >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter



























