Czy jest to spowodowane promocją, w którą zostało zaangażowanych kilku rozpoznawalnych raperów? Może słuchacze niezanurzeni aż tak bardzo w polski rap odnaleźli na krążku coś nowego? Albo po prostu materiał jest aż tak dobry, że trudno się do czegokolwiek przyczepić?
Pytania można by mnożyć w nieskończoność, a jednoznacznej odpowiedzi nie znajdziemy. Zaraz odezwą się głosy - Jak to?! Przecież Jasiek zrobił świetną płytę! - jestem przygotowany na lincz, zaczekajcie jednak z czynnościami inkwizycyjnymi parę wersów.
Gdy pierwszy raz włączam klawisz "play" i rozpoczynam dogłębną analizę intra zatytułowanego "To tylko rap" w głowie wydrążam porównanie utworu do projektów Kalibra 44, z tymże psychodeliczny Wyga wydaje mi się przy ślązakach mało charakterny. Rozpoczynający płytę numer określam jako płaski, bez werwy, mimo niewątpliwej wartości lirycznej. Im dalej zagłębiam się w płytę, uczucie ambiwalencji potęguje się - przyjemnie gra, ale kompletnie "nie żre". Nie wystawia się jednak oceny płycie po jednym przesłuchaniu. Jeżeli nie zaskoczyło, próbujemy jeszcze raz.
Kolejne podejścia to ciągła wątpliwość: Czemu tego nie czuję, skoro gdzieś pod skórą noszę wrażenie, iż "wyga.co" to niecodziennej jakości projekt? Z kolejnymi próbami niejasność narasta, a odpowiedzi brak.
Nadejszla wiekompojmna chwjila, jak mawiał bohater pewnej znakomitej komedii. "wyga.co" - scena 1, ujęcie 5 bądź 6. Zaczyna się jak wszystkie poprzednie - zero odczuć. Ani w lewo, ani w prawo. Null. Nic a nic - marazm totalny. Pojawiają się za to przemyślenia dotyczące tekstów, interpretacje, wyhaczanie bardziej interesujących wątków. Czytam opinie "Nielegalnego Radia" na Youtubie. Same superlatywy. Więc czemu nadal nie potrafię się ustosunkować?!
Przełom następuje przy utworze "Serce, rozum & głos". Przypominam sobie tydzień 2012 r., gdy co drugi odsłuch zarezerwowany był dla singla Wygi. Pojawia się przebłysk - Może ta płyta posiada znamiona sztuki ponadprzeciętnej? - emocje rozpoczynają powolną, lecz coraz żywszą kotłowaninę. Po długich męczarniach nachodzą mnie w pełni wartościowe refleksje.
Marek Dulewicz, sprawca wszystkich bitów na płycie, nie zawiódł. Producemt zaserwował nam wachlarz brzmień, od stricte hiphopowych do zażarcie flirtujących z elektroniką. Wszystkie podkłady trzymają poziom. Nie cuchnie tu syntetyką, a każdy bit wprowadza świeżość do ucha.
Skillset Jana Wygi jest rozbudowany. Innej możliwości, by wybić się w Łodzi po prostu nie ma. Natomiast słuchając wielokrotnie już utworów z "wyga.co"(przyznaję się bez bicia, nie znam poprzednich dokonań Jaśka) nie czuję w rapie "tego czegoś", co odnajduję u Małpy, Mediuma z "Teorii...", Jazzurekcyjnego Ostrego czy ostatniego TeTa.
Chodzenie pod prąd od zawsze jest moją specjalnością, zatem nie wpiszę się w tłum bezwzględnych entuzjastów albumu. Dobry to krążek, lecz nic więcej.
Zanim posypią się gromy, a żyły popękają z irytacji, proponuję włączenie "Zawijam, Odpalam". Można się uspokoić, wyciszyć, zrelaksować.
I to, wbrew pozorom, całkiem legalnie.









więcej »


























