Kid Loco nie ukrywał swojego uwielbienia dla środków odurzających, co wyraźnie słychać na jego 8 studyjnym albumie „Confession Of Belladonna Easter”. Sam tytuł zapowiada nam, że nie będzie to „zwykła” płyta, bo jak wiadomo, gdzie kobieta tam działanie podobne do przedawkowania leków.
Piosenki zebrane na albumie ciężko określić – przypisać do jednej grupy, ponieważ niektóre są tak trudne muzycznie a zarazem porywające, że dla Kid′a Loco warto byłoby zastanowić się nad jakąś nową kategorią muzyczną. Na przykład utwór „I′m Hero”, który jest niby w stylu groove a jednak podąża gdzieś za mniej znanymi, bądź trudnymi do odgadnięcia stylami i do tego „nieskomplikowany” tekst: „Chłopcy chcą poznać dziewczyny, teraz będziemy mieć przyjęcie, będziemy bawić się” - samo życie. Potem opowiada jakim on nie jest skukinkotem, najpiękniejszym chłopcem na ulicy, najlepszym kochankiem. I co dziewczyno nie chciałabyś takiego Johny′ego Bravo? Ba, Loco zaskakuje, a przy dalszym słuchaniu zaskoczy Was jeszcze nie raz.
„Confession Of...” to dzieło muzycznego geniuszu. Kołyszemy się rytm pięknej linii fortepianowej, by zaraz w tle usłyszeć harmonię, instrumenty dęte, skrzypce i ciężkie uderzenia perkusji dosłownie wszystko. Trochę to wygląda tak jakby muzyk chciał zamknąć całą muzykę świata na jednym srebnym krążku. Co jest najprzyjemniejsze w tej płycie to to, że Kid Loco nie daje nam nudzić się. Raz słyszymy delikatny wokal by zaraz zrobić nieco dłuższe przejście w ścieżkę dźwiękową, by znów dać zaskoczyć się wokalem.
Myślę, że Kid Loco świetnie zmieszał nudę z szaleństwem, monotonię z pokładami energii i czyste zło, które definiuje ten album, bo stwierdzenie, że jest mroczny nie pozostawia żadnej wątpliwości. Chociaż niektóre dźwięki mogą wydać się klaustrofobiczne, jak na przykład w „The Land Of Broken Hearts”, gdzie słuchając wydaje mi się, że zaraz umrę, brakuje mi tchu. Artysta potrafi też wywołać uczucie niepokoju, grozy i to tylko za pomocą fortepianu, efektu specjalnego i psychopatycznego wokalu. Zmienia się to z piosenką, jakże często graną w rozgłośniach radiowych „The Morning After”, która wydaje się tak pozytywną i słodką piosenką, że człowiek chętnie wstawałby do pracy, ale moi drodzy oglądając teledysk do tego utworu możecie być pewni, że z niczym pozytywnym nie skojarzy się. Krew, zabójstwo, kanibalizm to co siedzi w głowie Kida Loco. Musi być z niego całkiem przyjemny gość.
„Confession Of Belladonna Easter” wcale nie jest strasznym albumem, co prawda jest mroczny i nieco psychiczny, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że to dobry album, którego chce się słuchać, choćby z ciekawości jak Loco skomponował kolejny kawałek. Kid Loco dostaje moje 90% procentowe błogosławieństwo, żeby dalej tworzyć pod warunkiem, że będzie to robił bez środków odurzających.
Ocena 8/10









więcej »


























