Krążek otwierają mocne uderzenia „This Means War” - typowe „metalowe” gitary. W tym kawałku jest tyle złości, intensywności i energii, że po przesłuchaniu tworzy się coś w rodzaju „kiwania głową i robienia groźnych min”. Zdecydowanie ten kawałek mógłby się stać hymnem jakiejkolwiek rewolucji, nawet pomijając tytuł.
„Bottoms Up”: usiąść, napić się i dobrze bawić się, mimo iż to jeden ze słabszych kawałków na tej płycie (jeden z dwóch singli!), ale z całą pewnością z najgłośniejszą perkusją. Ten utwór zdecydowanie należy do Daniela Adairsa, prekusisty. Drugim singlem promującym album jest „When We Stand Together”, który często możemy usłyszeć w polskich rozgłośniach radiowych. Piosenka została nagrana w „starym” stylu Nickelback, proste zwrotki prowadzące do niezbyt rozbudowanego i skomplikowanego refrenu. Ot, taki komercyjny singiel, który ma być chwytliwy i szybko przyjąć się. Skromny standard, który nosi miano muzyki tanecznej a który przypomina (podkład muzyczny) „Mylo Xyloto” Coldplay.
Słuchanie Nickelback w metalowo-rockowej stylistyce może być przyjemne i nie sprawi większego zawodu, ale jeśli pominiecie teksty, nie skupicie swojej uwagi na słowa. Bo domyślam się, że nikt nie chce słuchać o rozterkach chłopca ze złamanym sercem, by potem słyszeć o dziwkach, lizaniu, polityce, seksualnych wyczynach. Chyba że... „Trying Not To Love You” czy „Don′t Ever Let It End” może być odskocznią od tego niezrozumienia współczesnego świata przez Nickelback.
Płytę „Here and Now” możemy podzielić na dwie części: agresywną i mniej agrsywną. W tej agresywnej części mamy mocne gitarowe riffy, mocne perkusyjne uderzenia oraz maksymalnie metalowo-rockowy wokal Chada Krogera, który niejako wzywa do wyrzucenia z siebie złości, rozrywania koszulek i polowaniu na polityków i prostytutki (dlaczego to się łączy?). Druga część – mniej agresywna – to stare brzmienie zespołu, rockowe ballady dzięki którym band zaistniał. I ta mniej agresywna część jest czymś najlepszym co mogło zdarzyć się tej płycie. Być może zespół nie wsłuchał się w bicia serc fanów, bo stworzył „Here and Now”, które mogłoby być na zdecydowanie wyższym poziomie. A tak sprowadziło Nickelback do połowy muzycznego budynku. Podobno fani wybaczą wszystko i będzie to dla nich pozycja idealna pełna hard rocka i ballad.
Album naprawdę pokazuje, że zespół starał się oddać cesarzowi to co cesarskie i wzbić się na wyższy poziom swoich umiejętności - choć pewnie wiele osób (jak ja) będzie spierało się, że eksperymentując stworzył dziwadło opierające się na poprzednich albumach – i urządził sobie samookaleczenie. Ale zmiana tekstów i stylistyki niektórych piosenek i byłoby ciekawie.
Może Nickelback właśnie takiego albumu chcieli, wydając go własnymi siłami. Niewiele brakuje żeby objęli tron przeciętności, balansują na równi pochyłej, miejmy nadzieję, że przechyli się na ich korzyść. Z całą pewnością stwierdzenie, że pokazali swoją prawdziwą twarz nie będzie chybione. Pytanie tylko czy ich prawdziwą twarzą ma być przeciętność. Mam mieszane uczucia.
Ocena:7/10 (za to że zespół starał się)









więcej »



























