Andrea Corr, Irlandza piosenkarka, autorka tekstów oraz aktorka, stworzyła album składający się z coverów utworów, które emocjonalnie wpłynęły na życie artystki. „Lifeline” został stworzony we współpracy z John′em Reynolds′em. Co z tego wynikło?
Osobiście nie jestem zwolenniczką tego typu zabiegów, ponieważ covery (w większości) nie wnoszą niczego nowego do historii muzyki (chociaż z drugiej strony zawsze istnieje możliwość, że cover okaże się lepszy od oryginału). W tym albumie niestety oryginały zachowują swój status numeru jeden.
Andrea wyraziła swoje uczucia poprzez osobistą, ciepła i intymną eksplorację głosu, który urzeka i zaskakuje. „Kolekcja” jaką prezentuje nam Corr składa się z samej plejady osobistości muzycznych takich jak: Velvet Underground, Nick Drake, The Blue Nile, Harry Nilsson czy John Lennon.
Tytułowy utwór promujący płytę „Lifelines” to utwór Harrego Nilssona, który posiada bardzo unikalny, praktycznie niemożliwy do kopiowania styl. Nie mniej jednak, Lifelines (nie)idealnie wpasował się w interpretację Corr. Nie wiem czym sugerowała się wokalistka wybierając ten utwór na okładkę, ale to nie jest aż tak dobrze zaśpiewany/zinterpretowany cover - na krążku istnieją „bardziej odpowiednie” piosenki, które mogłyby promować album.
Największą chwilę trwogi przeżyłam podczas słuchania No 9 dream Johna Lennona, który osobiście jest dla mnie muzycznym guru. Ze strony wokalistki słynnego The Corr był to bardzo śmiały wybór, ponieważ nie jest to piosenka, która nadaje się jako cover (z czystego szacunku dla Lennona i tego jak wykonywał No 9 dream). Na szczęście Andrea nie podjęła się próby skopiowania charakterystycznego wokalu Johna Lennona, ale swoją interpretacją chce nam przypomnieć o wielkości tragicznie zmarłego Beatlesa.
Album jako całość to mieszanka miłości, tęsknoty, radości. Ta paleta uczuć niewątpliwie poruszy nie jedno serce. A wiecie dlaczego? Bo ten intymny i pełen marzeń głos odnajdziemy w głębi swego serca. Genialny w swej prostocie, chociaż przytrafiło mu się kilka małych muzycznych zadrapań, niedopatrzeń.
Ciekawym zabiegiem promocyjnym jest dołączenie płyty DVD, na której znajdują się wywiady, zdjęcia i materiały wideo. Filmy na płycie zostały tak stworzone, że człowiek zaczyna robić się zrelaksowany, przez co w napadach OPZ (Ogólne Psychiczne Zmęczenie) będzie wracał zarówno do płyty z coverami jak i dodatku w postaci DVD.
Andrea Corr „Lifeline” sprawdzi się w ponure, deszczowe dni, gdzie jedyne o czym będziemy marzyć to to żeby nakryć się kocem i pójść spać, ale słuchanie go w piękny słoneczny dzień może przyprawić o lekki ból głowy.
Tracklist:

Dziękujemy Fabryka.pl za udostępnienie materiału promocyjnego









więcej »



























