02-05-2010
AAA |
Ocena: 5  3 głosów
Czy gry to kultura?
Szeroko pojęta elektroniczna rozrywka staje się coraz bardziej popularna. Nawet w Polsce człowiek grający na handheldzie podczas jazdy autobusem przestał być wreszcie postrzegany jako wybryk natury...

StacjaKultura.pl
Czy wzrost rynku gier zbliża nas do dnia, w którym będziemy mogli powiedzieć, że są one pełnoprawnym elementem kultury, na równi z książką czy filmem?

Zawsze lubiłem czytać. Z początku było to klasyczne zmuszanie do lektur szkolnych i całkowicie dobrowolne chłonięcie pism poświęconych grom komputerowym. Kolejne numery „Top Secre”, „Secret Service” czy „Gamblera” znałem praktycznie na pamięć. Rodzice narzekali, że interesują mnie tylko gry i „nic pewnie ze mnie nie będzie”. Przełom nastąpił w 1998 roku za sprawą Baldur’s Gate i odkrycia gatunku fantastyki. Niczym młody pelikan zacząłem łykać kolejne książki fantasy, jedna po drugiej. Wieczorami, leżąc w łóżku i gryząc ołówek, spędzałem całe godziny pisząc nieudolne pseudo-opowiadania i wymyślając własne światy, bohaterów oraz historie, niejednokrotnie inspirowane grami. Kilka lat później, gdy rozpoczynając swoją naukę w liceum, chłonąłem z przyjemnością książki wszelkich gatunków, uśmiechałem się do siebie na wspomnienie tego, że wszystko zaczęło się od Wrót Baldura i narratora, któremu głos użyczył Piotr Fronczewski. Moją pasją były wtedy przede wszystkim konsole i niejednokrotnie przyszło mi ich bronić, gdy słyszałem opinie pokroju „to już nawet filmy akcji ze Schwarzeneggerem są lepsze od tych durnych gier”. I muszę przyznać, że developerzy dawali mi wtedy dobry oręż do walki o uświadamianie ludzi o wartości grania.



Niejeden gracz uronił łzę podczas słynnej sceny z Final Fantasy VII. Niejeden gracz czuł prawdziwy strach podczas eksploracji opuszczonej rezydencji na obrzeżach Racoon City czy przy zwiedzaniu zamglonych uliczek Silent Hill. To uczucie lęku, porównywalne do czytania dzieł mistrzów literatury grozy, np. Lovecrafta, zapamiętamy do końca życia. Wprawdzie gry, tak jak i filmy, dzieliły się praktycznie od zawsze na te zapewniające prostą i odprężającą rozrywkę oraz na ambitne i zmuszające do myślenia, jednak odnoszę silne wrażenie, że obecnie zdecydowanie brakuje tych drugich. W erze ośmiobitowców były to przede wszystkim różnorakie fabularne gry tekstowe. Później tę rolę przejęły RPGi, a w szczególności te pochodzące z wysp japońskich. Pamiętacie chwile spędzone przy kolejnych częściach najsłynniejszej serii Squaresoftu? Każda wnosiła nową przepełnioną emocjami historię, a perełki pokroju „siódemki” czy „dziesiątki” potrafiły wyciskać łzy. Trafiały się też takie pozycje jak ICO - oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Dawało to graczom nadzieję, że kiedyś będziemy mogli w telewizji oglądać gale z okazji rozdawania prestiżowych nagród w dziedzinie produkcji gier, a o nowych pozycjach będzie się czytać w normalnej prasie obok artykułów o wydawnictwach książkowych czy filmach. Poniekąd to się udało, gdyż dziś jadąc na uczelnię metrem i otwierając zwykłą gazetę, zastaję w niej od czasu do czasu jakiś artykulik, choćby na temat sukcesów rynkowych Modern Warfare 2. Powinienem się cieszyć, a jednak w głębi duszy czuję potężny niedosyt. Coś jest nie tak. Gdzie się podziały ambitne produkcje?



Być może gram już po prostu już zbyt długo i za wiele tytułów przewinęło się przed moimi oczami. Skoro jednak nadal granie sprawia mi ogromną frajdę, choć zdecydowanie na innym podłożu, to chyba jednak jest ze mną wszystko w porządku i problem leży nie po mojej stronie. Napiszę wprost co mnie gnębi: fabuła i przekaz obecnych gier, pomimo technologii, która daje coraz większe możliwości, zaczyna przechodzić ewolucję wsteczną. Policzcie, ile ambitnych tytułów pojawiło się na stareńkim Snes’ie, PSXie, Dreamcast’cie czy PlayStation 2. W większości były to gry jRPG, jednak trafiali się też przedstawiciele innych gatunków, jak choćby Shadow of Memories, czyli przygotówka luźno oparta na twórczości Goethego, a traktująca o problematyce podróży w czasie. A Shenmue? Cudowne dziecko Yu Suzukiego, gra, która swoją formą miażdży większość współczesnych tytułów. Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy czytam, że Sega szuka sponsora, by mogły ruszyć prace nad trzecią częścią, bo wydaje się to być dla nich finansowo nieopłacalne. Za to kolejne bezmyślne strzelanki, nastawione na ilość wybuchów przyprawiających procesory graficzne rozgrzanie do czerwoności, sprzedają się jak świeże bułeczki. Nie bronię tym grom sukcesu, bo sam bardzo lubię sobie postrzelać, zwłaszcza w klimatach drugiej wojny światowej. Serie Medal of Honor czy Call of Duty (ale raczej bez MW)  zaliczam do moich ulubionych. Podobnie uważam, że ewolucja, którą przeszło Resident Evil począwszy od czwórki, wyszła mimo wszystko tej marce na dobre. Przemierzanie hiszpańskiej wioski pełnej agresywnych wieśniaków czy, żeby trzymać się tematu najnowszych gier, walka z opanowanymi przez Las Plagas Afrykańczykami, dostarczyły mi wrażenia lepsze niż niejeden film akcji z gwiazdorską obsadą. Dla RE5 zdecydowałem się na kupno konsoli obecnej generacji i nie żałuję wydanych pieniędzy.

W przededniu wydania Heavy Rain oraz Final Fantasy XIII (tej drugiej w zrozumiałym dla większości graczy języku) gnębi mnie jednak myśl, że gier ambitnych jest coraz mniej. Dzieje się to zapewne głównie z powodu kryzysu jRPG i mody na sandboxową rozgrywkę pokroju Fallout 3. Większa swoboda zawsze kończy się mniejszą „filmowością” danej gry, a to w konsekwencji zmienia odczucia towarzyszące jej odbiorowi. Co zabawne, japońscy developerzy przerzucili się na handheldy i tym samym DS oraz PSP mogą się poszczycić największą ilością RPGów w starym stylu, a w śród nich trafiają się takie fabularne perełki jak The World Ends With You czy Crisis Core: Final Fantasy VII. Na konsolach stacjonarnych jest jednak dużo gorzej. Heavy Rain jeszcze nie został wydany, a już ludzie na forach krytykują, że mało tu będzie swobody i takie gry to się kiedyś robiło. A co z opowiedzianą historią? HR jawi się jako rewelacyjny thriller, a tak naprawdę mało kogo to obchodzi. Czytam tylko grymaszenie, że zanosi się na dużą liniowość. Podobnie sprawa ma się z najnowszym dziełem Square Enix - internetowa krytyka skupia się głównie na elementach systemu, świata przedstawionego w grze, małej ilości wyzwań itp., a o fabule ani słowa. Choć tutaj zapewne chodzi o barierę językową, więc liczę na to, że oceny będą dużo wyższe po wydaniu wersji angielskojęzycznej.



Czy poza nadchodzącymi gigantami, jakaś produkcja z obecnej generacji może się, moim zdaniem, jeszcze poszczycić fabułą bądź klimatem? Dla mnie numerem jeden jest tu GTA4 które pokazało, że Rockstar może stworzyć tytuł naprawdę głęboki. Nico Bellic jest jedną z najbardziej żywych i pełnych uczuć postaci z jakimi miałem do czynienia. Choć historia rozwija się z początku nieco ślamazarnie, to jej rozwinięcie i zakończenie jest jednym z lepszych, jakie widziałem w grach. A wybory moralne, przed jakimi przyszło mi stanąć powodowały, że niejednokrotnie odkładałem pada i myślałem „rany, co ja bym na miejscu tego gościa zrobił w takiej sytuacji”. I na tym niestety koniec, nic więcej nie może się moim zdaniem równać z opowieścią o rosyjskim emigrancie zderzającym się z twardą rzeczywistością swojego „amerykańskiego snu”. Oczywiście kilka innych gier też mógłbym wymienić. Przede wszystkim Bioshock, czyli podróż do ogarniętego chaosem podwodnego miasta Rupture. Gra wręcz ociekająca specyficznym, lekko ponurym klimatem, w którym pławiłem się z prawdziwą przyjemnością. Mimo że to pierwszoosobowa strzelanka, fabułę w postaci porozrzucanych tu i ówdzie nagrań, chłonąłem jak gąbka. Niedoceniony nieco przez graczy Folklore, inspirowany irlandzkimi podaniami ludowymi warty jest polecenia posiadaczom PS3. Z kolei dobry pomysł Ubisoftu na fabułę serii Assassin’s Creed  przywodzącej na myśl książki Dana Browna nie został w pełni wykorzystany, zwłaszcza w części pierwszej, która skupiała się bardziej na powtarzaniu schematycznych misji niż prowadzeniu intrygi. W temacie survival horrorów, pod kątem fabularnym dla mnie rządzi wprawiający w bardzo ponury nastrój Dead Space, przypominający połączenie filmów takich jak „Obcy i Ukryty wymiar”, stosujący wprawdzie tanie chwyty, jednak osiągający zamierzony cel, czyli poczucie zagrożenia. Klasyczna do bólu, ale niezwykle sympatyczna baśń opowiedziana w niepozbawionym wad, choć dla mnie na swój sposób genialnym Fable II, też jest godna wymieniania. Produkcj, choć posiada maksymalnie uproszczoną i schematyczną warstwę fabularną, poraża gracza specyficznym brytyjskim poczuciem humoru i światem pełnym małych zmartwień jego mieszkańców, zaprezentowanym w taki sposób, że chce się te małe historie poznawać. Fable jest jak dobra książka z bajkami i widać, że Peter Molyneux jest człowiekiem, który oprócz klasycznego nastawienia na zysk, jak każdy developer, jest jednak też ciągle wizjonerem. Te gry to jednak  za mało dla mnie, stanowczo za mało. Brak czegoś, co mogłoby chwycić gracza za serce i skraść duszę, skłonić do głębokich refleksji, wywołać prawdziwe emocje, zmusić do uronienia łzy.

Obecna generacja konsol ma się dobrze, przyszłościowe kontrolery pojawią się na rynku lada chwila i na pewno odbije się to też na samych grach, których popularność jeszcze wzrośnie. Mimo wszystko mam cichą nadzieję, że developerzy nie zapomnieli, jak się tworzy fabularne perełki i znajdą się jacyś szaleńcy, wywrotowcy czy rebelianci, którzy podejmą się czegoś ambitnego i przede wszystkim odniosą tak wielki sukces, że pojawi się więcej naśladowców. Bardzo bym chciał, żeby twórcy przestali iść na łatwiznę. Zamiast krótkiej rozrywki, masy DLC pragnę czegoś długiego i zmuszającego do myślenia. Mimo wszystko staram się być dobrej myśli. Może Microsoft spojrzy ponownie w stronę Segi i Yu Suzuki będzie mógł niebawem ogłosić, że prace nad Shenmue 3 trwają pełną parą, a pewnego dnia otwierając podręcznik do antropologii kultury przeczytamy w rozdziale poświęconym współczesności o ogromie i wieloznaczności niektórych gier? Przecież produkcje komputerowe i konsolowe jako medium dają coś więcej niż pobudzenie wyobraźni, obraz i dźwięk. Nowe technologie i foto-realistyczna grafika, aż się proszą, by być wykorzystane w jakimś olbrzymim projekcie. Tego sobie i Wam jako gracz życzę.

Jerzy Bartoszewicz

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Google ma najpopularniejszą wyszukiwarkę, najczęściej instalowany system w smartfonach – Android, a do tego wszystkiego firma posiada najczęściej instalowaną przeglądarkę. Tak mamy nowego lidera. >>

Kinect sprzedawany jest za około 400-450 zł. Tymczasem urządzenie konkurencyjne i prezentujące się znacznie lepiej od produktu Microsoft będzie sprzedawane za połowę tej sumy.  >>

Praktycznie dzisiaj nikt nie wyobraża sobie telewizora bez pilota. Jednak, jak każde urządzenie tak i to miało swojego twórcę, który właśnie zmarł.  >>

W tym roku serwis internetowy YouTube obchodzi swoje 7 urodziny. Z tej okazji Google stworzyło specjalny klip wideo, który ma uczcić powstanie tej witryny – dodajmy, że jednej z największych na całym świecie.  >>

Far Cry 3 doczeka się możliwości przetestowania gry przed premierą. Poznaliśmy pierwsze szczegóły na ten temat, a oprócz nich mamy dla Was materiał prosto z tej produkcji.  >>

Max wrócił, ale już nie jako glina. Teraz poznamy go w zupełnie innej roli, ale jak zawsze wystrzeli on w przeciwników tysiące kul, które zrobią z nimi porządek. >>

Dokładnie 7 dni temu Diablo 3 oficjalnie pojawiło się w Polsce, teraz czas na naszą recenzję.  >>

Użytkownicy systemów produkowanych przez firmę Microsoft często narzekają na ich wydajność. Mnogość aplikacji tzw. „bloatware” sprawia, że komputery często nie wyrabiają z obsługą tego wszystkiego. Dlatego nadchodzą zmiany. >>

Max Payne 3 od kilku dni bryluje na konsolach, a w tym czasie szykowana jest wersja na komputery osobiste, której debiut nastąpi 1 czerwca. Jeśli przeraża Was ilość płyt na Xbox 360 to nie będziecie zadowoleni z poniższej informacji. >>

I nie chodzi tutaj o pasty do mycia zębów. Nie każdy może wiedzieć, że specjalne pasty termoprzeowdzące kładzie się na procesory w komputerach. To one redukują nagrzewanie się serca naszego komputera.  >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS