18-01-2010
AAA |
Ocena: 5  1 głosów
Painkiller: Resurrection recenzja gry
Nieobce jest Wam zapewne uczucie bycia dumnym. Można to odczuć z wielu powodów.

Okładka Painkiller: Resurrection
W codziennym życiu, szkole, pracy czy w relacjach z innymi ludźmi. Pojęcie dumy nie powinno też być obce nam - graczom - ponieważ bardzo często dokonania w naszych ulubionych tytułach mogą być odpowiednim do tego powodem. Chciałbym jednak wejść na troszeczkę inny poziom poczuwania się do dumy. W całym tym obszernym świecie wielkich, znanych developerów i firm tworzących nasze ukochane gry czasami na językach były produkcje, które powstały w naszym kraju. Jeśli jesteś szanującym się graczem to powinieneś bez problemu podać przynajmniej 5 tytułów, które swoje korzenie mają w naszych, rodzimych studiach developerskich. Jednak nie będę dziś przypominał i wychwalał wielu z tych produkcji, które bez wątpienia na pochwalę zasługują. Dziś zajmiemy się produkcją, która jest spadkobiercą jednej z najlepszych i jednocześnie bardzo oryginalnych polskich strzelanek. W 2004 roku pod wodzą Adriana Chmielarza zostaje wydany Painkiller. Dość szumnie zapowiadany, okazuje się pełną oryginalnych pomysłów, pieklenie wręcz dynamiczną grą akcji, która staje się sporym hitem. Niespotykane nigdzie dotąd projekty broni (na myśl o pierwszym przybitym kołkiem do ściany potworze mimowolnie się uśmiecham), gigantyczni bossowie, nieustanna akcja i rewelacyjna oprawa są kluczem do sukcesu. Jeszcze tego samego roku powstaje dodatek – Battle out of Hell, który kontynuuje dobrą passę pierwowzoru. Niestety, wraz z przerzuceniem projektu na barki innego producenta jakość kolejnego "Zabójcy bólu" spadła. Overdose stworzony przez czeskie Mindware Studios nie potrafiło być tak dobre jak poprzedniczki. Teraz w moje ręce trafia kolejny odcinek serii Pankiller, Resurrection. Powstaje pytanie czy Austriacy z Homegrown Games dali radę i stanęli na wysokości zadania? A może obciążony błędami i niedoróbkami tytuł poszedł jeszcze bardziej na dno. Zapraszam do recenzji.

Painkiller Resurrection to nawiązanie do wydarzeń, które znamy z pierwszego Painkillera. Tym razem wcielamy się w rolę Billa Shermana, który nosi przydomek Dziki Bill. Ten zawodowy zabójca pracuje na zlecenie C.I.A. oraz wielu innych wysoko postawionych urzędników i pomaga im pozbyć się niewygodnych dla ich interesów ludzi. Oczywiście jak na stereotypowego, najemnego zabójcę przystało Dziki Bill ma swoje zasady - żadnych kobiet i dzieci. Jednak jedno ze zleconych mu zadań - które z początku wydaje się banalne - okazuje się być ostatnim w jego życiu. Nie dość, że on sam ginie podczas zamachu, który sam zorganizował to jeszcze przez przypadek wraz z samochodem pułapką w powietrze wylatuje wypełniony dzieciakami szkolny autobus. Bill nie zdążył ocalić ich przed śmiercią, a ich krew spoczywa teraz na jego rękach. Jednak Sherman nie trafia do piekła - miejscem jego zesłania staje się czyściec. Żeby było ciekawiej Bill trafia tam w momencie, w którym siły niebios i piekieł walczą między sobą w najlepsze. Na swojej drodze napotkamy zatem ważne osobistości walczące po jednej z dwóch stron barykady, a naszym zadaniem będzie eliminowanie ogromnej ilości zastępów zarówno diabelskich jak niebiańskich. Kolejne elementy fabuły nam przedstawiane w postaci statycznych obrazków okraszonych lektorem oraz udźwiękowieniem są identycznie jak w Max Paynie. Problem jednak pojawia się już na etapie opowiadanej historii. Pomimo, wydawałoby się dramatycznych wydarzeń jak wybuch pełnego dzieciaków autobusu, wojny między piekłem a niebem, a także faktu, że później spotkamy ogromne demony, które są dowódcami całych legionów potępionych czy oczyszczonych wszystko to jest absolutnie... bezpłciowe. Cała historia nie wzbudziła nawet przez chwilę mojego zainteresowania. Jest opowiedziana najzwyczajniej w świecie nieciekawie. Bohaterowi brakuje charyzmy, stwory, które powinny być przerażające nie robią na graczu najmniejszego wrażenia, a wszystko ma klimat filmów sensacyjnych klasy B z lat osiemdziesiątych. Oczywiście, nie należy się spodziewać epickiej fabuły rodem z RPGów, ale wiele jest przykładów na to, że nawet prostą czy banalną historię można przedstawić tak, by była odpowiednim tłem do tego, co się dzieje na ekranie. Proste, nie znaczy zawsze prostackie i prymitywne, to, co przekazuje nam Painkiller Resurrection i sposób w jaki to robi jest... niestety właśnie takie. Ale cóż - w sumie na historię można by przymknąć oko, jeśli gra zaoferuje na tyle dobrej zabawy by przykuć gracza do monitora. Niestety także w tym aspekcie gra zalicza przysłowiową wykładkę.


Wszyscy, którzy grali w poprzednie odsłony, w pierwszych chwilach obcowania z najnowszym Painkillerem poczują się jak ryby w wodzie. Te same wskaźniki zdrowia, amunicji, ilości pochłoniętych dusz oraz tradycyjny kompas. Niestety okazuje się szybko, że woda, w której przyszło nam pływać to mały zbiorniczek, z którego ktoś zaraz po wpuszczeniu nas do niego spuścił wodę. Już kilka kroków i kilka zabitych maszkar pozwala stwierdzić, że coś tutaj nie do końca zagrało. Wszystko jest w porządku, jeśli teren, jaki mamy pokonać jest w miarę równy i nie trzeba się wspinać po jakichś polach, czy skalnych schodkach. Okazuje się, że w wielu przypadkach o tym, czy gdzieś się dostaniemy decyduje czysty przypadek. Interakcja z otaczającym otoczeniem może być w wielu wypadkach dość zaskakująca - niestety nie w pozytywnym znaczeniu. Kolejne, co kuje po oczach to poziomy, które pod względem zaplanowania i architektury są o kilka długości za tym, do czego przyzwyczaiły nas pierwsze odsłony. Kiedy w pierwszym Painkillerze wchodziłem do katedry mogłem liczyć na ogromna salę, pełną rozmaitych i różnorodnych elementów wystroju,a tutaj dostaje kawałek palcu w którym ławy, świeczniki czy żyrandole stoją ustawione w taki sposób, jakby przed chwila przeszło tędy stado estetów. Wszystko równiutko, w porządeczku, i oby tylko po najmniejszej linii oporu. Jednak prawdziwy koszmar zaczyna się w momencie, kiedy uda nam się wyjść na otwarte przestrzenie. Jedyne, co można w nich pochwalić to fakt, że są doprawdy rozległe. Reszta kuleje tak bardzo, że wyzwaniem jest nie stado nacierających na nas potworów tylko fakt totalnego chaosu i braku pomysłu na ich projekty. Podczas prac nad nimi projektanci nie potrafili zachować umiaru i równowagi pomiędzy przestrzenią a mniejszymi punktami zapalnymi. Czasami przyjdzie nam błądzić bez celu po pustych i słabo wykonanych planszach tylko po to, by znaleźć gdzieś zabunkrowane drzwiczki, które prowadza nas do malutkiej komnaty, z której po chwili walki należy znów wrócić na otwartą przestrzeń i ganiać po niej jak oszalały. A co do walki to jednego faktu nie jestem w stanie zrozumieć - dlaczego nie postawiono na pojawianie się potworów w sposób jak w jedynce? Dlaczego potwory zamiast wybiegać skądś w ogromnej większości, wyrastają przed lub za graczem spod ziemi? I to na naszych oczach. Na dobra sprawę w wielu wypadkach wystarczy stanąć sobie w jednym miejscu i "kołkować" dopóki monstra przestaną się pojawiać. Potem kilka kroków dalej i to samo. Ewentualnie coś pojawi się za nami i nas zaskoczy. Walka nie ma takiego pokładu frajdy i nie jest tak dynamiczna jak poprzednio - jest najzwyczajniej w świecie nudna. Nikt nie pomyślał o tym, że można niektóre z nich poprowadzić tak by gracz poczuł się pewnie, stawiając przed nim hordę słabych potworów, które eksterminujemy rakietnicą, by zaraz potem zmusić je do ganianiny i walki na bliską odległość z kilkudziesięcioma mocniejszymi potworami. Dobór przeciwników do lokacji jest tez często w ogóle chybiony. Niby skąd miały by się wziąć kadłubkowate zombiaki pośrodku spustoszonego lasu? Takich przykładów można by podać wiele, ale naprawdę nie chce już o nich pamiętać - nie ma o czym. W trakcie gry zobaczymy tez kilka nowych rodzajów potworów, które przyjdzie nam unicestwić. Niestety wielu z nich to albo zwykłe przeróbki już obecnych modeli lub słabo wpasowujące się w klimat gry potworki. Jednak największy zawód to fakt obecności w grze ogromnych bossów. Pamiętacie walkę w Babilonie z latającym maszkaronem lub pierwszego bossa na cmentarzu? Tutaj role bossów pełnią...nieco przerośnięte zwykłe maszkary. Zamiast kilkudziesięciometrowych kolosów, powiększony model zwykłego potwora... bez komentarza. Nawet ostatni boss nie robi na graczu żadnego wrażenia. Słabiutko.


Dumne opisy na pudełku obwieszczają nam o nowych efektach graficznych, a na obrazkach gra wygląda bardzo dobrze. Niestety pod względem oprawy Resurrection minął się z epoką, w której został wydany. Poczynając od nagminnego i wszędobylskiego pop-u, do rysowania się obiektów - po co porywać się na obszerne plansze, jak nie jesteśmy w stanie jakoś zamaskować tego procederu. Na budowę otoczenia grafikom wyraźnie zabrakło nieco wielokątów, bo przeważają kąty proste, trójkątne wzgórza i "kompleksowość" architektury, która bije po oczach swoja prostotą. Zapomnijcie o etapach w stylu oblodzonego mostu, opuszczonego miasta czy zimowej twierdzy, które zachwyciły Was w Painkillerze. Tutaj, mamy to samo wykastrowane do granic możliwości. Dwa pokoje na krzyż, kawał pustego pola, jakiś mostek i jeziorko - to definicja wspaniałej planszy w Painkiller Resurrection. Przechadzając się po kolejnych levelach, z pewnością zwrócicie uwagę na tekstury - jeśli błoto to miks kilku kolorowych pikseli, które ciągną sie przez cała planszę, a ściany kamiennych budowli są wszędzie takie same, to łatwo sobie wyobrazić jak wyglądają bardziej skomplikowane obiekty. Czasem tekstur w ogóle nie ma i przed nami staje nagle kawałek wspaniałego szarego modelu, który ktoś zapomniał oteksturować. Między bajki można też włożyć rewolucyjne oświetlenie dynamiczne oraz nowe efekty shaderów. Wszystko to, czego "dokonali" graficy można juz było zobaczyć dawniej w Painkillerze - w postaci modów. Najgorsze jednak zostawiam na koniec - gra na Radeonie HD4890, Intelowskim Quadzie oraz 4 GB Ramu potrafi być niegrywalna. Ręce mi opadły, kiedy zobaczyłem w jak dużym stopniu można pójść na bakier z optymalizacją kodu. Jest kilka miejsc w grze niezależnie od ustawień, które zarywają, haczą i zmuszają nas do oglądania pokazu slajdów. Udźwiękowienie nie wyróżnia się niczym szczególnym, poza głupkowatymi komentarzami Billa, które do tego się często powtarzają. Poza tym wszystko, co słyszeliście w poprzednich odsłonach brzmi tutaj tak samo.

 
Czy Painkiller Resurrection ma coś, co można nazwać zaletą? Cóż... po dłuższym zastanowieniu się dobrym pomysłem jest tryb kooperacji (dla dwóch graczy), który pozwala wraz z drugim graczem przemierzyć kampanie oraz specjalne do tego trybu przystosowane misje. Całkiem dobre wrażenie robią też nowe bronie. Jednak te dwie rzeczy są tylko łyżką miodu w beczce dziegciu. Ten twór Homegrown Games pokazuje jak nie powinno się robić gier. Każdy element, jaki składa się na ten tytuł zawiera tyle błędów, że jakbym napisał ten tekst z każdym, możliwym błędem ortograficznym, byłbym porównywalnym partaczem. Słabo opowiedziana historia, oprawa sprzed kilku lat, fatalna optymalizacja i brak pomysłu na projekty poziomów pogrzebały te grę. Marka Painkiller sięgnęła niestety dna i nie zdołała sie od niego odbić za sprawą Resurrection. Boli to tym bardziej, że to jeden z tych polskich produktów, które naprawdę znaczyły coś na światowej scenie gier komputerowych. Polecam unikać tej pozycji za wszelka cenę, a jeśli następna odsłona ma trafić po skrzydła tak utalentowanych ludzi jak Austriaccy programiści z Homegrown to lepiej niech w ogóle się nie ukazuje. Totalna klapa i zawód. Az się łezka w oku kręci...

Ocena: 2/10

Plusy:

+ kooperacja
+ nie musisz się w nią zaopatrywać

Minusy:
- każda składowa z osobna - oprawa, mechanika gry, projekty poziomów... można tak dłuuugo
- fabuła podana w tragiczny sposób
- optymalizacja

Grane na:

Intel Core 2 Quad Q6600 2.4@3.2 GHz, Foxcon P35A-S, Radeon HD4890 PCS, 4 GB Ramu                

Słaba optymalizacja i nieuzasadnione zwolnienia animacji.




wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Google ma najpopularniejszą wyszukiwarkę, najczęściej instalowany system w smartfonach – Android, a do tego wszystkiego firma posiada najczęściej instalowaną przeglądarkę. Tak mamy nowego lidera. >>

Kinect sprzedawany jest za około 400-450 zł. Tymczasem urządzenie konkurencyjne i prezentujące się znacznie lepiej od produktu Microsoft będzie sprzedawane za połowę tej sumy.  >>

Praktycznie dzisiaj nikt nie wyobraża sobie telewizora bez pilota. Jednak, jak każde urządzenie tak i to miało swojego twórcę, który właśnie zmarł.  >>

W tym roku serwis internetowy YouTube obchodzi swoje 7 urodziny. Z tej okazji Google stworzyło specjalny klip wideo, który ma uczcić powstanie tej witryny – dodajmy, że jednej z największych na całym świecie.  >>

Far Cry 3 doczeka się możliwości przetestowania gry przed premierą. Poznaliśmy pierwsze szczegóły na ten temat, a oprócz nich mamy dla Was materiał prosto z tej produkcji.  >>

Dokładnie 7 dni temu Diablo 3 oficjalnie pojawiło się w Polsce, teraz czas na naszą recenzję.  >>

Max Payne 3 od kilku dni bryluje na konsolach, a w tym czasie szykowana jest wersja na komputery osobiste, której debiut nastąpi 1 czerwca. Jeśli przeraża Was ilość płyt na Xbox 360 to nie będziecie zadowoleni z poniższej informacji. >>

I nie chodzi tutaj o pasty do mycia zębów. Nie każdy może wiedzieć, że specjalne pasty termoprzeowdzące kładzie się na procesory w komputerach. To one redukują nagrzewanie się serca naszego komputera.  >>

Microsoft zwraca pieniądze, za zakup gry Minecraft. Gigant popełnił bowiem błąd i w opisie produktu zapomniał wspomnieć, że tytuł nie działa na telewizorach SD.  >>

Microsoft w Polsce nie liczy ilości sprzedanych sztuk, ale Sony prowadzi skrupulatne rachunki i dzięki temu wiemy, że w maju firma ma co celebrować. >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Dom rozkoszy podoba Wam się to jedno z wielu określeń burdeli. Dzięki nowej książce wydawnictwa Bellona można poznać ich dokładną historię. My zaś mamy dla Was trzy książki o tej tematyce, które możecie wygrać w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS