Autor: Jakub Wróblewski
21-11-2009
Modern Warfare 2 - recenzja gry
„To miało być kolejne rutynowe zadanie – zniszczony most, eskorta M104 Wolverine AVLB na miejsce wysadzonego mostu i osłanianie go podczas pracy. Wyruszyliśmy z naszej bazy zaraz po tym jak trafił tam jeden z rozpoznawczych HUM-VEE.
Wielce użyteczne i dobrze opancerzone bestie, ale ten musiał trafić pod coś więcej niż solidny ostrzał. Ranny kierowca musiał zostać wyciągnięty. Nie miałem czasu by mu się przyjrzeć – musieliśmy zaraz wyruszać. Biedny drań – widać, że solidnie oberwał. Na miejscu okazało się, że walka trwa już w najlepsze. Drugi brzeg rzeki był pod całkowitą kontrolą afgańskich terrorystów. Ponadto w znajdujących się tam budynkach aż roiło się od snajperów. AVLB potrzebował nieco czasu, by się rozłożyć i umożliwić nam przedostanie się do miasta – do tego momentu musieliśmy ostrzeliwać przeciwnika i zdobyć dla kierowcy AVLB jak najwięcej czasu. Wspomagającym terrorystów BMP-2 zajął się nasz Striker. Kiedy prowadził ostrzał ze swojej armaty, o mało co nie wysadziło mi bębenków. W końcu most został położony. Wróg był bliski zniszczenia go, ale zdołaliśmy odeprzeć atak na moście. Gdy pojawił się konwój, udałem się do swojego łazika. Jak zwykle miałem zaszczyt zasiąść na miejscu strzelca. Co prawda M134 Minigun pozwala dość solidnie zasypać wroga gradem ołowiu, ale wjeżdżając w ciasne uliczki miasta przede mną byłam pierwszy do odstrzału. Wbrew pozorom tamci potrafią strzelać i zawsze mają nad nami przewagę, bo nie wiemy kiedy i z jakiej pozycji nas zaatakują. A ponadto nie możemy pierwsi otworzyć ognia, dopóki nie zostaniemy zaatakowani. Pozostało jeszcze zająć się tym budynkiem pełnym snajperów. To robota dla chłopaków z lotnictwa. Oznaczyliśmy cel dla dwóch F-16. Minęła chwila i głośny huk silników odrzutowych rozerwał powietrze Cztery półtonowe Mark II oczyściły nam przedpole. Na początku kompletna cisza. Jedziemy jako drudzy w konwoju, dlatego muszę uważać szczególnie na dachy – przeważnie to pierwszy pojazd w konwoju jest atakowany na początku. Zaczyna coś się dziać. Przed nami sporo ludzi, którzy uciekają w popłochu – to cywile. Jednak każdy z nich może być potencjalnym zagrożeniem. Balkon na 12. Trzech ludzi – w tym dwóch zamaskowanych. Widać, że to nie są zwykli cywile. Kominiarki, ładownice… to z pewnością Milicja. Jednak nie są uzbrojeni i dowódca – sierżant Foley – nie pozwala na otwarcie ognia. Wszyscy doskonale wiemy, że Ci ludzie to dla nas zagrożenie ale takie są zasady prowadzenia walki w miastach – a Rangerzy nie chcą mieć na rękach krwi nieuzbrojonych ludzi. Nagle świst powietrza i w mojego HUM-VEE trafia pocisk. Jak to bywa w takich wypadkach nie wiesz skąd padł strzał, ale wiesz że zaraz rozpęta się piekło i że to Ty jesteś teraz celem. Zbliżamy się do większego placu, a na dachu przed nami widać biegnące postacie. Z daleka dostrzegamy co mają w rękach – RPG7. Dostajemy wyraźny rozkaz, by otworzyć ogień. Jednak zanim zdołaliśmy ostrzelać napastników, pierwsza rakieta dosięga samochodu na czele konwoju. Czterech Marines nie wróci dziś do bazy. Zanim kolejne pojazdy – w tym mój – zostaną zamienione w kupę dymiącego złomu, otwieram ogień do napastników na dachu. Deszcz kul zalewa wszystko, co się tam znajduje. Jednak nie możemy stanąć w miejscu, bo w tym momencie tamci mają nad nami przewagę. Jest ich więcej i doskonale znają każdy cal tej zapadłej dziury – w momencie pokonali by nas samą przewagą liczebną. Konwój przyśpiesza. Kolejni wrogowie pojawiają się w oknach i na balkonach – wielu z nich ginie natychmiast od kul – jednak wciąż przybywają nowi. Drogę zajeżdżają samochody z KM-ami. Jeden z nich odcina nam jedyną drogę i zmusza do skręcenia w boczną uliczkę. Gdy pojawia się kolejny kierowca, taranuje go. Zwykły pickup nie stanowi dla nas większej przeszkody, jednak kiedy zorientowaliśmy się o co chodziło, jest już za późno. Gdy wyłaniamy się z alejki, widzę tylko odpalony pocisk, który trafia zaraz przed moim pojazdem unieruchamiając go. Pasażer na tylnym siedzeniu ginie na miejscu. Mnie oraz Marines z przodu udaje się przeżyć. Podnoszę się szybko z asfaltu i wchodzę do budynku, by uniknąć ostrzału z dachów. Wiemy, że górne piętro roi się od tych drani. Ostania kontrola mojego M4 i ruszamy. Trzeba oczyścić te budynki jeden po drugim…”
PFC Joseph Allen
Pierwszy Batalion 75 Regimentu US Rangers
Call of Duty: Modern Warfare z pewnością zostanie zapamiętany przez graczy, a jego całkowicie zasłużony sukces z pewnością jest godnym naśladowania przykładem. Infinity Ward jest studiem, które udowadnia wszystkim, że jeśli się do czegoś przyłoży, można osiągnąć bardzo wiele. Krótka - aczkolwiek bardzo intensywna – kampania dla pojedynczego gracza, okazała się być preludium do głównego dania, jakie zaserwowano graczom – trybu Multiplayer. To właśnie ta część Modern Warfare stała się tą kurą, która znosi złote jajka. Ogromna ilość graczy strzelała się na rozmaitych mapach, korzystając z dającego się modyfikować uzbrojenia. Bardzo przemyślne zasady i świetnie dopracowany system gry oraz mapy, pozwoliły na ogromny sukces. Teraz przychodzi czas, by uważany za wielu król został godnie zastąpiony. A któż może to zrobić lepiej niż jego bezpośredni następca? Powstaje jednak pytanie – czy da się udoskonalić coś, co w oczach wielu ludzi jest niemalże idealne?
Kiedy uciekałem przed ostrzeliwującym mnie Hindem, który w końcu niszczył most, a wokół mnie kolejni moi towarzysze broni ginęli od kul nieprzyjaciół, czułem się jak podczas seansu filmowego, oglądając wspaniały film akcji. Końcówka Modern Warfare była zwieńczeniem świetnie zaprojektowanej kampanii, która pozwoliła nam na powstrzymanie okrutnego nacjonalisty Zakajeva przed rozpętaniem wojny nuklearnej. Niestety, ofiara wielu żołnierzy nie dała oczekiwanego sukcesu. Okazuje się, że śmierć głównego mąciciela dała mu pozycję męczennika. Imran Zakajew stał się bohaterem, który chciał poprowadzić naród rosyjski do globalnego zwycięstwa. Upamiętniany przez pomniki i budynki publiczne noszące jego imię, doczekuje się następcy. Nowym zagrożeniem jest Vladimir Makarov – człowiek, który postanawia kontynuować dzieło Zakajeva. Jednak ucieka się on do bardziej drastycznych metod. Zamachy bombowe skierowane w ludność cywilną i tysiące ofiar nie pozostają bez echa. Zostaje powołana specjalna jednostka, oznaczona numerem 141, która ma skupić najlepszych żołnierzy na świecie, a jej celem ma być sabotowanie Makrova. W tym wypadku wszystko jest dozwolone – szaleńca należy powstrzymać za wszelką cenę. Jaka to będzie cena? Żeby się tego dowiedzieć trzeba będzie poświęcić około 8 godzin gry i ukończyć kampanię, jaką oferuje Modern Warfare 2. Podobnie jak w poprzedniczce będziemy wcielać się w kilku żołnierzy, którzy będą wykonywać swoją służbę, zarówno na pierwszych liniach frontu, jak i tych, którzy działają znacznie dyskretniej. Akcja przeniesie nas do wszelkich punktów zapalnych na całym globie. Afganistan to tylko początek. Potem będzie Brazylia, Gruzja oraz Stany Zjednoczone. Nie chcę zdradzać Wam szczegółów, bo warstwa fabularna to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie ostatnio dane mi było przeżyć grając w gry komputerowe. Jest pełna zwrotów akcji, zaskakujących motywów, zdrady, okrucieństwa i heroizmu. Oczywiście należy mieć na uwadze ten charakterystyczny patos, z jakim podane nam są kolejne skrawki opowiadanej historii, ale to właśnie on pozwala przedstawić pewne rzeczy tak widowiskowo. Cała otoczka pokazuje nam, że w dzisiejszych konfliktach nie można być pewnym niczego, a przyjaciel może okazać się naszym największym wrogiem. I pomimo tego, że po raz kolejny mamy do czynienia z krótkim czasem gry, nie jestem w stanie nie zachwycić się tym, co serwują nam scenarzyści z Infinity Ward. A do tego nie postanowili oni tylko powielać sprawdzonych schematów. Gra oferuje nam wiele nowych możliwości.
Oczywiście wszyscy, którzy grali w poprzednią odsłonę poczują się jak przysłowiowe ryby w wodzie. System gry jest doskonale nam znany – ze wszystkimi sowimi wadami i zaletami. Cieszy usprawnienie tego, co w poprzednich częściach potrafiło czasem kuleć. Największą kontrowersję budziły skrypty – a szczególnie te odpowiadające z pojawianie się przeciwników. Kwestia zalewania nas przez hordy wrogich żołnierzy, jeśli nie przekroczyliśmy konkretnego punktu praktycznie nie istnieje. Oczywiście nadal mamy do czynienia z tego typu zjawiskiem, ale jest ono ograniczone i poprawione. Wrogowie nadal respawnują się, jednak nie dochodzi do sytuacji, w których czasami musieliśmy biec na złamanie karku do danego punktu, żeby przeciwnicy nie pokonali nas samą przewagą liczebną. Teraz można spokojnie eliminować kolejnych adwersarzy i posuwać się powoli naprzód. Poza tym w wielu wypadkach pędzenie na złamanie karku oznacza tylko szybką śmierć. Nadal mamy trzy pozycje, możliwość swobodnego pokonywania niższych przeszkód, penetrujące otoczenie kule, wygodne używanie granatów oraz szybki atak nożem. Jednak zabrakło mi wprowadzenia selektora ognia – rzeczy, której brak ciężko usprawiedliwić w grze, która aspiruje do miana realistycznego przedstawienia współczesnego konfliktu. Jest to jednak mały mankament, który wytykam raczej jako człowiek mający hopla na punkcie sprzętu strzelającego. Nie przeszkadza to zbytnio w rozgrywce – jednak jego brak odczułem jako nieco denerwujący. Przemierzając kolejne etapy poznamy jednak rozwiązania, które powodują, że najnowsze Modern Warfare spokojnie broni się sama. Pierwsze, co rzuci Wam się w oczy, to wprowadzenie nowych patentów związanych z poruszaniem się. Pamiętacie jak podczas prezentacji misji, której wraz z Soapem wspinaliście się po lodowej ścianie? Operowanie czekanami to tylko początek, a późniejsza ucieczka na skuterze nie jest w stanie przygotować Was do tego, co będziecie robić w późniejszych misjach. Poprzez takie zabiegi odniosłem wrażenie, że gra nie ogranicza się tylko do biegania i czołgania. Jako zahartowany w bojach i wysoce sprawny żołnierz będziesz robił o wiele więcej niż tylko to, a możliwość kontrolowania takich akcji pozwala znacznie bardziej wczuć się w grę. Ukoronowaniem tego jest ostatnia akcja, która z pewnością zaoferuje Wam opad szczęki.
Kolejna nowością, którą przyjdzie Wam kilka razy wykonać, to zbrojne wtargnięcie do pełnych zakładników i wrogów pokoi. Świetnie rozwiązano motyw zaskoczenia, w którym czas na chwilkę płynie wolniej, co daje nam możliwość zlikwidowania wrogów, zanim zdołają zareagować i zabić niewinnych cywilów. Te drobne usprawnienia okazują się na tyle znaczące, że w momencie kiedy w nich uczestniczymy są zapierającymi dech w piersiach momentami. Jednak współczesny konflikt nie byłby pociągający, gdyby nie wszelkiego rodzaju sprzęt, który jest w nim używany. W tej materii nastąpiło tyle zmian, że przy pierwszym kontakcie można się poczuć nieco oszołomionym.
„Taką metodę dostania się na miejsce akcji lubię najbardziej. Od momentu znalezienia się w suchym doku, poprzez wypłynięcie z niego, podróż na miejsce odrzucenia batyskafów i wynurzenia jesteśmy praktycznie niewidzialni i nieśmiertelni. Jedynie totalnie nieudane przygotowanie wywiadowcze może nam pokrzyżować plany. Tym razem mamy zając jedną z czterech platform wiertniczych u wybrzeży Rosji. Naszym zadaniem jest dotarcie tam po cichu i uwolnienie zakładników, których Rosjanie używają jako żywych tarcz. Ponadto zamontowali oni na platformach wyrzutnie rakiet ziemia – powietrze, które uniemożliwiają bezpieczne podejście do naszego przyszłego celu. Wraz z resztą ekipy z Oddziału 141 mamy być dostarczeni w to miejsce dwiema łodziami podwodnymi. Moja ekipa została wypuszczona jako pierwsza. Powoli rozpędzamy batyskaf i kierujemy się w wyznaczone miejsce. Po lewej mijamy drugą z łodzi. Metalowy kolos wypluwa do wody, kolejny batyskaf pojawia się z resztą drużyny. Widzę jak operator drugiego batyskafu pokazuje mi, że wszystko jest w porządku – odpowiadam mu tym samym. Ci jankesi zawsze muszą coś takiego robić, ale to dobre chłopaki. Nie raz byliśmy razem w tarapatach i za każdym razem mogłem na nich polegać. Po kilku minutach jesteśmy na miejscu. Odczepiamy się od batyskafów, które powoli opadają na dno. Tam zajmie się nimi ciśnienie. Metalowe nogi, na których stoi nasz cel. Powolutku płyniemy w kierunku powierzchni. To ważne, gdyż szybkie wynurzenie na pewno zaalarmowałoby wroga. Delikatne wynurzenie. Nad nami podłoga z kratownic i dwóch strażników. Jednym gestem ręki pokazuje mojemu koledze z drużyny, żeby zdjąć dwóch strażników stojących nad nami. Mają pecha, bo stanęli na krawędziach, za którymi czeka na nich tylko zimna kąpiel. W jednym momencie wyskakujemy z wody. Łapię niczego nie spodziewającego się strażnika i wciągam pod wodę. Przykro mi gościu – dla Ciebie to koniec podróży. Nóż wbity w serce kończy jego żywot. Woda wokół mnie nabiera czerwonego koloru – jednak nikt tego nie zobaczy. Martwe ciało opada na dno. Teraz wszyscy mogą bezpiecznie i niepostrzeżenie zebrać się w punkcie zbiórki, w celu kontynuowania misji. Sprawdzamy broń oraz komunikatory. Wszystko w należytym porządku i gotowe do akcji. Oczywiście musimy zachować dyskrecję jak najdłużej się da. W razie alarmu te sukin… mogą zlikwidować zakładników. Dobra chłopaki. Ruszamy. Czas sprawić im piekło…”
PFC Joseph Allen
Pierwszy Batalion 75 Regimentu US Rangers
Call of Duty: Modern Warfare z pewnością zostanie zapamiętany przez graczy, a jego całkowicie zasłużony sukces z pewnością jest godnym naśladowania przykładem. Infinity Ward jest studiem, które udowadnia wszystkim, że jeśli się do czegoś przyłoży, można osiągnąć bardzo wiele. Krótka - aczkolwiek bardzo intensywna – kampania dla pojedynczego gracza, okazała się być preludium do głównego dania, jakie zaserwowano graczom – trybu Multiplayer. To właśnie ta część Modern Warfare stała się tą kurą, która znosi złote jajka. Ogromna ilość graczy strzelała się na rozmaitych mapach, korzystając z dającego się modyfikować uzbrojenia. Bardzo przemyślne zasady i świetnie dopracowany system gry oraz mapy, pozwoliły na ogromny sukces. Teraz przychodzi czas, by uważany za wielu król został godnie zastąpiony. A któż może to zrobić lepiej niż jego bezpośredni następca? Powstaje jednak pytanie – czy da się udoskonalić coś, co w oczach wielu ludzi jest niemalże idealne?

Kiedy uciekałem przed ostrzeliwującym mnie Hindem, który w końcu niszczył most, a wokół mnie kolejni moi towarzysze broni ginęli od kul nieprzyjaciół, czułem się jak podczas seansu filmowego, oglądając wspaniały film akcji. Końcówka Modern Warfare była zwieńczeniem świetnie zaprojektowanej kampanii, która pozwoliła nam na powstrzymanie okrutnego nacjonalisty Zakajeva przed rozpętaniem wojny nuklearnej. Niestety, ofiara wielu żołnierzy nie dała oczekiwanego sukcesu. Okazuje się, że śmierć głównego mąciciela dała mu pozycję męczennika. Imran Zakajew stał się bohaterem, który chciał poprowadzić naród rosyjski do globalnego zwycięstwa. Upamiętniany przez pomniki i budynki publiczne noszące jego imię, doczekuje się następcy. Nowym zagrożeniem jest Vladimir Makarov – człowiek, który postanawia kontynuować dzieło Zakajeva. Jednak ucieka się on do bardziej drastycznych metod. Zamachy bombowe skierowane w ludność cywilną i tysiące ofiar nie pozostają bez echa. Zostaje powołana specjalna jednostka, oznaczona numerem 141, która ma skupić najlepszych żołnierzy na świecie, a jej celem ma być sabotowanie Makrova. W tym wypadku wszystko jest dozwolone – szaleńca należy powstrzymać za wszelką cenę. Jaka to będzie cena? Żeby się tego dowiedzieć trzeba będzie poświęcić około 8 godzin gry i ukończyć kampanię, jaką oferuje Modern Warfare 2. Podobnie jak w poprzedniczce będziemy wcielać się w kilku żołnierzy, którzy będą wykonywać swoją służbę, zarówno na pierwszych liniach frontu, jak i tych, którzy działają znacznie dyskretniej. Akcja przeniesie nas do wszelkich punktów zapalnych na całym globie. Afganistan to tylko początek. Potem będzie Brazylia, Gruzja oraz Stany Zjednoczone. Nie chcę zdradzać Wam szczegółów, bo warstwa fabularna to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie ostatnio dane mi było przeżyć grając w gry komputerowe. Jest pełna zwrotów akcji, zaskakujących motywów, zdrady, okrucieństwa i heroizmu. Oczywiście należy mieć na uwadze ten charakterystyczny patos, z jakim podane nam są kolejne skrawki opowiadanej historii, ale to właśnie on pozwala przedstawić pewne rzeczy tak widowiskowo. Cała otoczka pokazuje nam, że w dzisiejszych konfliktach nie można być pewnym niczego, a przyjaciel może okazać się naszym największym wrogiem. I pomimo tego, że po raz kolejny mamy do czynienia z krótkim czasem gry, nie jestem w stanie nie zachwycić się tym, co serwują nam scenarzyści z Infinity Ward. A do tego nie postanowili oni tylko powielać sprawdzonych schematów. Gra oferuje nam wiele nowych możliwości.

Oczywiście wszyscy, którzy grali w poprzednią odsłonę poczują się jak przysłowiowe ryby w wodzie. System gry jest doskonale nam znany – ze wszystkimi sowimi wadami i zaletami. Cieszy usprawnienie tego, co w poprzednich częściach potrafiło czasem kuleć. Największą kontrowersję budziły skrypty – a szczególnie te odpowiadające z pojawianie się przeciwników. Kwestia zalewania nas przez hordy wrogich żołnierzy, jeśli nie przekroczyliśmy konkretnego punktu praktycznie nie istnieje. Oczywiście nadal mamy do czynienia z tego typu zjawiskiem, ale jest ono ograniczone i poprawione. Wrogowie nadal respawnują się, jednak nie dochodzi do sytuacji, w których czasami musieliśmy biec na złamanie karku do danego punktu, żeby przeciwnicy nie pokonali nas samą przewagą liczebną. Teraz można spokojnie eliminować kolejnych adwersarzy i posuwać się powoli naprzód. Poza tym w wielu wypadkach pędzenie na złamanie karku oznacza tylko szybką śmierć. Nadal mamy trzy pozycje, możliwość swobodnego pokonywania niższych przeszkód, penetrujące otoczenie kule, wygodne używanie granatów oraz szybki atak nożem. Jednak zabrakło mi wprowadzenia selektora ognia – rzeczy, której brak ciężko usprawiedliwić w grze, która aspiruje do miana realistycznego przedstawienia współczesnego konfliktu. Jest to jednak mały mankament, który wytykam raczej jako człowiek mający hopla na punkcie sprzętu strzelającego. Nie przeszkadza to zbytnio w rozgrywce – jednak jego brak odczułem jako nieco denerwujący. Przemierzając kolejne etapy poznamy jednak rozwiązania, które powodują, że najnowsze Modern Warfare spokojnie broni się sama. Pierwsze, co rzuci Wam się w oczy, to wprowadzenie nowych patentów związanych z poruszaniem się. Pamiętacie jak podczas prezentacji misji, której wraz z Soapem wspinaliście się po lodowej ścianie? Operowanie czekanami to tylko początek, a późniejsza ucieczka na skuterze nie jest w stanie przygotować Was do tego, co będziecie robić w późniejszych misjach. Poprzez takie zabiegi odniosłem wrażenie, że gra nie ogranicza się tylko do biegania i czołgania. Jako zahartowany w bojach i wysoce sprawny żołnierz będziesz robił o wiele więcej niż tylko to, a możliwość kontrolowania takich akcji pozwala znacznie bardziej wczuć się w grę. Ukoronowaniem tego jest ostatnia akcja, która z pewnością zaoferuje Wam opad szczęki.
Kolejna nowością, którą przyjdzie Wam kilka razy wykonać, to zbrojne wtargnięcie do pełnych zakładników i wrogów pokoi. Świetnie rozwiązano motyw zaskoczenia, w którym czas na chwilkę płynie wolniej, co daje nam możliwość zlikwidowania wrogów, zanim zdołają zareagować i zabić niewinnych cywilów. Te drobne usprawnienia okazują się na tyle znaczące, że w momencie kiedy w nich uczestniczymy są zapierającymi dech w piersiach momentami. Jednak współczesny konflikt nie byłby pociągający, gdyby nie wszelkiego rodzaju sprzęt, który jest w nim używany. W tej materii nastąpiło tyle zmian, że przy pierwszym kontakcie można się poczuć nieco oszołomionym.

„Taką metodę dostania się na miejsce akcji lubię najbardziej. Od momentu znalezienia się w suchym doku, poprzez wypłynięcie z niego, podróż na miejsce odrzucenia batyskafów i wynurzenia jesteśmy praktycznie niewidzialni i nieśmiertelni. Jedynie totalnie nieudane przygotowanie wywiadowcze może nam pokrzyżować plany. Tym razem mamy zając jedną z czterech platform wiertniczych u wybrzeży Rosji. Naszym zadaniem jest dotarcie tam po cichu i uwolnienie zakładników, których Rosjanie używają jako żywych tarcz. Ponadto zamontowali oni na platformach wyrzutnie rakiet ziemia – powietrze, które uniemożliwiają bezpieczne podejście do naszego przyszłego celu. Wraz z resztą ekipy z Oddziału 141 mamy być dostarczeni w to miejsce dwiema łodziami podwodnymi. Moja ekipa została wypuszczona jako pierwsza. Powoli rozpędzamy batyskaf i kierujemy się w wyznaczone miejsce. Po lewej mijamy drugą z łodzi. Metalowy kolos wypluwa do wody, kolejny batyskaf pojawia się z resztą drużyny. Widzę jak operator drugiego batyskafu pokazuje mi, że wszystko jest w porządku – odpowiadam mu tym samym. Ci jankesi zawsze muszą coś takiego robić, ale to dobre chłopaki. Nie raz byliśmy razem w tarapatach i za każdym razem mogłem na nich polegać. Po kilku minutach jesteśmy na miejscu. Odczepiamy się od batyskafów, które powoli opadają na dno. Tam zajmie się nimi ciśnienie. Metalowe nogi, na których stoi nasz cel. Powolutku płyniemy w kierunku powierzchni. To ważne, gdyż szybkie wynurzenie na pewno zaalarmowałoby wroga. Delikatne wynurzenie. Nad nami podłoga z kratownic i dwóch strażników. Jednym gestem ręki pokazuje mojemu koledze z drużyny, żeby zdjąć dwóch strażników stojących nad nami. Mają pecha, bo stanęli na krawędziach, za którymi czeka na nich tylko zimna kąpiel. W jednym momencie wyskakujemy z wody. Łapię niczego nie spodziewającego się strażnika i wciągam pod wodę. Przykro mi gościu – dla Ciebie to koniec podróży. Nóż wbity w serce kończy jego żywot. Woda wokół mnie nabiera czerwonego koloru – jednak nikt tego nie zobaczy. Martwe ciało opada na dno. Teraz wszyscy mogą bezpiecznie i niepostrzeżenie zebrać się w punkcie zbiórki, w celu kontynuowania misji. Sprawdzamy broń oraz komunikatory. Wszystko w należytym porządku i gotowe do akcji. Oczywiście musimy zachować dyskrecję jak najdłużej się da. W razie alarmu te sukin… mogą zlikwidować zakładników. Dobra chłopaki. Ruszamy. Czas sprawić im piekło…”
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Google ma najpopularniejszą wyszukiwarkę, najczęściej instalowany system w smartfonach – Android, a do tego wszystkiego firma posiada najczęściej instalowaną przeglądarkę. Tak mamy nowego lidera. >>

Kinect sprzedawany jest za około 400-450 zł. Tymczasem urządzenie konkurencyjne i prezentujące się znacznie lepiej od produktu Microsoft będzie sprzedawane za połowę tej sumy. >>

Praktycznie dzisiaj nikt nie wyobraża sobie telewizora bez pilota. Jednak, jak każde urządzenie tak i to miało swojego twórcę, który właśnie zmarł. >>

Far Cry 3 doczeka się możliwości przetestowania gry przed premierą. Poznaliśmy pierwsze szczegóły na ten temat, a oprócz nich mamy dla Was materiał prosto z tej produkcji. >>

W tym roku serwis internetowy YouTube obchodzi swoje 7 urodziny. Z tej okazji Google stworzyło specjalny klip wideo, który ma uczcić powstanie tej witryny – dodajmy, że jednej z największych na całym świecie. >>

Max wrócił, ale już nie jako glina. Teraz poznamy go w zupełnie innej roli, ale jak zawsze wystrzeli on w przeciwników tysiące kul, które zrobią z nimi porządek. >>

Użytkownicy systemów produkowanych przez firmę Microsoft często narzekają na ich wydajność. Mnogość aplikacji tzw. „bloatware” sprawia, że komputery często nie wyrabiają z obsługą tego wszystkiego. Dlatego nadchodzą zmiany. >>

Max Payne 3 od kilku dni bryluje na konsolach, a w tym czasie szykowana jest wersja na komputery osobiste, której debiut nastąpi 1 czerwca. Jeśli przeraża Was ilość płyt na Xbox 360 to nie będziecie zadowoleni z poniższej informacji. >>

I nie chodzi tutaj o pasty do mycia zębów. Nie każdy może wiedzieć, że specjalne pasty termoprzeowdzące kładzie się na procesory w komputerach. To one redukują nagrzewanie się serca naszego komputera.
>>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter


























