29-10-2011
AAA |
Ocena: 3.67  3 głosów
Battlefield 3 recenzja gry
Syndrom Godzilli

Battlefield 3
Tajemniczo się zaczyna prawda? Ale co to znaczy, że Battlefield 3 cierpi na syndrom Godzilli? Tego określenia stosują niektórzy znawcy kina i scenarzyści. Oznacza ono, że dany film ma przerost formy nad treścią – jego twórcy przygotowali produkcję kładącą nacisk na efekciarstwo, kosztem narracji. Skąd się to określenie wzięło? Chyba każdy słyszał o słynnym japońskim filmowym dinozaurze. Nakręcono już tyle filmów z udziałem Godzilli, że seria o przygodach Jamesa Bonda, czy Gangu Olsena blednie w porównaniu. A czym cechowała się większość tych filmów? Właśnie tym, że fabuła była przysłonięta popisami gwoździa programu – strzelającego laserem dinozaura i jego „epickimi” walkami z „tymi złymi” potworami: Mechagodzillą, King Ghidorah, Mothrą itd.

Ale miało być o Battlefield 3, nie o Godzilli. Pozwoliłem sobie jednak przywołać tego filmowego gada, żeby ukazać pewne podobieństwo – Battlefield 3 cierpi właśnie na syndrom Godzilli. Nacisk kładziony na popisanie się możliwościami silnika Frostbite 2 jest tak wielki, iż często przerasta inne czynniki gry.

Technika

Trzeba jednak oddać developerom honor. Warstwa techniczna gry jest cudowna. Trudno zdecydować od czego by zacząć opisywanie. Niezależnie od tego czy znajdziemy się na paryskiej ulicy, w nowojorskim metrze, w dzielnicy Teheranu po trzęsieniu ziemi, czy na pokładzie krążownika na pełnym morzu wszystko daje wrażenie ogromnego realizmu. Naprawdę środowiska odwzorowane są perfekcyjnie i już od pierwszych minut gry gdy akcja wrzuca nas na terytorium Iraku czujemy się jakbyśmy faktycznie brali udział w działaniach wojennych na Bliskim Wschodzie. Co tu dużo mówić. Trudno o grę bardziej atrakcyjną wizualnie niż Battlefield 3.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj oświetlenie. Jest niesamowicie realistyczne. Gdy patrzymy, lub co gorsza strzelamy pod słońce naprawdę to odczuwamy. To samo tyczy się sztucznego oświetlenia, płynącego np. z świateł pojazdów. Światło układa się tak dobrze, że zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, iż mamy wrażenie jakbyśmy oglądali dokument wojenny, nakręcony przez dzielnego reportera.



Co do widoczności powiem, że trudnych sytuacjach jest ona coraz gorsza. W miarę upływu czasu nasza wizja jest coraz bardziej zabrudzona przez pył. Nasze działania wzniecają również kurz, tak gęsty, że nierzadko występują problemy z dostrzeganiem oponentów. Szczególnie było to widoczne, gdy w jednej misji trzeba było unicestwić czołgiem kilka samochodów-pułapek. Eksplozje tych aut wzbijały w powietrze tumany pyłu i ciężko było trafić w nadjeżdżających za nimi następnych samobójców. By podsumować moje wizualne doznania rzekłbym, iż kupuję to co DICE próbowało mi sprzedać – pierwszy raz poczułem się jak prawdziwej wojnie, a w pierwszej kolejności to właśnie zasługa szaty graficznej.

Szczególnie polecam grać w ten tytuł w założonych słuchawkach, ponieważ dźwięk także wspiął się na najwyższe poziomy w tej produkcji. Zaprzeczając cytatowi z Kilera strzały to wcale nie są jakieś „bzyknięcia” - mamy w BF3 wysoki poziom wystrzałów i wybuchów. W jednej misji nawet ciary przeszły mi po plecach, gdy wraz z moimi kompanami musiałem przebiec przez pole znajdujące się pod ostrzałem z moździerza. Uczta dla ucha, bolesna czasem bo wystrzały są naprawdę głośne i wiarygodne, mimo to uczta.

Przyszła jednak smutna pora dla grających na konsolach. Choć Battlefield 3 jest pod względem technicznym wszystkim czym się zapowiadał to jedynie na platformie PC. Konsolowcy odczują braki na pewno. Nawet Xbox 360 z HD packiem nie umywa się do jakości tej produkcji na komputerach. O ile Battlefield 3 jest najlepszą dotychczas pod względem wizualnym grą, na PS3 i X360 po prostu nie widać tego w identycznym stopniu. Przynajmniej w tym wypadku developerzy nas nie oszukali. Użytkownicy konsol wciąż mogą się oczywiście bardzo przyjemnie pobawić przy tym tytule i w ogóle... tyle, iż muszą mieć świadomość, że nie doświadczą pełni jakości silnika Frostbite 2, który na PCku robi słuszne wrażenie jakby był już silnikiem nowej generacji.



Fabuła

Czyli co? Świat przedstawiany w Battlefieldzie jest niesamowicie realistycznie odwzorowany? Tylko pozornie, niestety. Gdyby było inaczej gra mogłaby wzbudzić we mnie większe emocje, a tak była często frustrująca. Dobra, tylko jak ma się to do poprzednich moich akapitów? Nie wycofuję się z tego co powiedziałem – od strony technicznej produkcja Electronic Artsu to istny majstersztyk, bijcie pokłony. Naprostuję zatem... Battlefield jest realistycznie odwzorowany, lecz od strony audio-wizualnej. Z realizmem sytuacyjnym jest gorzej, nawet powiedziałbym bardzo źle.

Zgoda. Wszyscy wiedzą, że Battlefield 3 został stworzony z myślą o grze wieloosobowej, idąc naturalnie w ślady swoich poprzedniczek. Mimo to uważam, że jeśli coś się tworzy i umieszcza w grze, to albo robić to porządnie, albo lepiej dać sobie z tym spokój. Niestety, ekipa z DICE postanowiła nie przestrzegać tej prostej zasady. Tym sposobem umieściła w grze kampanię dla jednego gracza. Z przykrością muszę stwierdzić (a uwierzcie, że zaiste mi przykro, gdyż lubię fabułę i solowe kampanie), iż tryb single player został przygotowany na odpieprz. Nie chodzi nawet o fabułę, bo ta, chociaż ograna (jeśli ktoś oglądał serial „24” lub jakiekolwiek amerykańskie filmy/seriale akcji to dla niego chleb powszedni) była świetnie przeprowadzona, z prawdziwie filmowym kunsztem.

Główną postacią w tej opowieści jest sierżant Henry „Black” Blackburn z Marines. Gra kręci się wokół wątku przesłuchania, podczas którego znajduje się on pod ostrzałem pytań dwóch agentów. Black twierdzi, że wkrótce ma nastąpić atak na Nowy York, a agenci chcą z niego wyciągnąć fakty i ustalić jaki związek ma on z ostatnimi zamachami na całym świecie. Za każdym razem gdy Blackburn, lub agenci zaczynają opowiadać którąś z historii filmik się kończy, a my zostajemy rzuceni na konkretny front, w skórze jednego z bohaterów (poza Blackiem jest ich jeszcze trzech). Trochę mi to wszystko zalatuje Black Ops, a Wam?

Powiedziałem „filmowym kunsztem”, aczkolwiek chyba trochę za bardzo filmowym – film to jednak film, a gra to gra. Od siebie różnią się głównie tym, że gra daje nam możliwość działania. Wyobraźcie sobie zatem co się dzieje, gdy w grze odbiera nam się tę możliwość. Albo przynajmniej znacząco ogranicza. Filmem rządzi wizja jednego człowieka, reżysera. W grze twórcy muszą się liczyć również z wizją gracza, który może być traktowany jak swego rodzaju współtwórca dzieła. Może mieć własne pomysły, pójść w lewo, w prawo, wybierać pewne rzeczy a inne odrzucać, podejmować kluczowe dla dalszej rozgrywki decyzje, wpływać na zakończenie gry itp. sami przecież wiecie jak to jest, bo gracie... Natomiast Battlefield 3, a przynajmniej jego kampania trochę zbytnio stara się nami reżyserować, stawiać gracza po kątach.



Błędy graficzne owszem zdarzają się. Gdzieniegdzie tekstura się nie doczyta, lub najdzie na inną, znikające ciała przeciwników. W porządku, nieładnie to wygląda i wybija nas z poczucia realizmu wojennego, ale nie to jest przesadnym problemem. Po pierwsze i najistotniejsze, kampania w tej pozycji to skrypt na skrypcie, skryptem poganiający. Wszystko od początku do końca ma swój skrypt i priorytet w jego wykonaniu. Oznacza to, że samemu nie będzie można wykonać pewnych rzeczy, jak np. otworzyć drzwi. Podobne i gorsze skrypty są wszędzie. Tego zabij z rakietnicy, tego po cichu, tego z działka na pojeździe, idź tu, idź tam, przynieś, podaj, pozamiataj... generalnie wszystko trzeba aktywować żeby dalej się już działo... i to głównie samo, aż do kolejnego skryptu. Ile razy spotkałem się w kampanii z sytuacją, w której dopóki nie stanąłem w określonym miejscu strzelanina się nie zaczęła, po czym przestałem być kompletnie potrzebny mojej drużynie. Moja kompania świetnie się bawiła a ja czułem się jak piąte koło u wozu. No bo skoro jatka się rozpoczęła, to biegnę znaleźć osłonę, a tu nagle wpada na mnie mój towarzysz i „wypycha” mnie zza osłony tak, iż stoję pośrodku pola walki. Znowu wina skryptu, ponieważ wszystkie boty zamiast AI mają skrypty i nie wpadną na to żeby znaleźć osłonę gdy kule zaczynają latać wkoło, tylko muszą przyczaić się dokładnie w wytyczonym wcześniej przez twórców miejscu. Sprawia to, że wpadają na nas bardzo często i wypychają nas z drogi, albo właśnie zza naszej osłony.

Skoro o skryptach mowa, to dodam, iż w trybie dla jednego gracza oskryptowano nawet zniszczenia. Słynna trailerowa eksplozja hotelu w Iraku jest (uwaga!) skryptem. Ów wspaniały system zniszczeń, który tym sposobem reklamowano okazał się być przygotowanym zawczasu skryptem, ponieważ niezależnie od miejsca w które strzelimy z RPG (taka broń, nie gatunek gry) i tak zawaleniu ulegną te same piętra. Do tego zbyt wiele okazji do przetestowania systemu zniszczeń mieć nie będziemy w trybie SP. Jak tylko wpadnie nam w ręce jakaś wyrzutnia rakiet to gra nie pozwoli nam jej użyć w żadnym innym celu niż np. zestrzelenie czołgu. Chciałem raz sobie wystrzelić w okna banku, znajdującego się po drugiej stronie ulicy, tym bardziej, że zza okien prowadzili ostrzał terroryści. Gra nie zezwoliła mi na to – wolno mi było wykorzystać pocisk tylko na nadjeżdżający czołg. Gdy sami zasiądziemy za sterami czołgów też okazji mieć ku rozwałce nie będziemy, bo z ciężkich pocisków można skorzystać będzie tylko na pustyni. Gdy wjedziemy do miasta będziemy musieli przesiąść się na wieżyczkę, a nią zanadto nie poniszczymy. Granaty także działają o wiele delikatniej niż sobie to wyobrażałem.



Mało, że wrogowie są oskryptowani, sojusznicy są oskryptowani, to jeszcze gra chciałaby żebyśmy i my byli oskryptowani. Bowiem naprawdę niewiele możemy zrobić jeśli nie będziemy trzymać się ograniczonego obszaru na jakim pozwala nam działać Battlefield. Nie tylko nie posuniemy akcji do przodu, to jeszcze poniesiemy konsekwencje, np. bez końca spawnować się będą wrogowie (dosłownie mówię spawnować – pojawiać znikąd, z powietrza). Nasi przeciwnicy także liczą na to, że będziemy stać tam gdzie gra zakłada, że mamy stać, ponieważ właśnie w tym kierunku będą strzelać. Osiąga to poziom absurdu, gdy bez problemu możemy ich zajść od tyłu lub z flanki a oni nie zauważą naszej obecności, jak w jakiejś kretyńskiej komedii, czy kreskówce. Najgłupszą karą jednak jest moment, w którym czasami po wykonaniu kilku kroków gra informuje nas czerwonym ekranikiem, iż opuszczamy teren walki i mamy na niego wrócić w ciągu 5 sekund lub misja skończy się niepowodzeniem. Przypomina mi plan filmowy, tj. jak coś nie wyjdzie to „cięcie” i powtarzamy scenę! Battlefield 3 próbuje nami zwyczajnie reżyserować, a to już nieelegancko.

Od kilku ładnych lat nie spotkałem produkcji, która do tego stopnia ogranicza moją swobodę poruszania oraz inwencję twórczą. Właściwie czuję się nawet nieco poirytowany, urażony – DICE założyło, że my gracze jesteśmy jakimiś imbecylami, zakpiło z naszego intelektu i przygotowało nam kampanię z gatunku „po nitce do kłębka” nie pozwalając na żadną prywatną strategię ani decyzję. Czuję się jakby mi ktoś założył na głowę chomąto i ciągnął mnie po polu na sznurze. W dziedzinie wykonania single playera twórcy zrobili duży krok do tyłu, paroletni.

Dobra, może ktoś powiedzieć, że zanadto się tym przejmujemy, bo to gra głównie multiplayerowa, a kampania to bardziej tutorial i to do przejścia w 6 godzin. Ja jednak wiem, że wiele osób zainteresowanych jest tym tytułem głównie ze względu na tryb solo. I mają ku temu podstawy, tym bardziej, że Electronic Arts ukazywało nam przez cały rok zwiastuny, obiecywało, zapowiadało, nawet pochwaliło się, iż wyjdzie książka oparta na fabule z kampanii. W tej chwili widząc co z tego wyszło mamy prawo czuć się oszukani, zawiedzeni. Nawet jeśli zbagatelizować skandalicznie słabo przygotowany SP to nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy po prostu twórcom przyzwalać na nie wywiązywanie się z obietnic. Jeśli podeszli do tego olewawczo to mogli dać sobie z kampanią spokój, a nie wciskać ją na siłę, obiecując gruszki na wierzbie. Prosta sprawa, jeśli czegoś nie ma to nie można tego zbyt negatywnie ocenić, a jeśli coś jest i zostało spartaczone to powinno się to ocenić z całą surowością (Batman Arkham City multiplayera nie miał i nikt go za to nie potępił). W tym wypadku największą grozę budzi fakt, że kampania w tym tytule wypadła o wiele gorzej niż w poprzedniej grze z tej serii – Bad Company 2.



Zabawa

Dobra znokautowałem już tą kampanię, więc na tym zakończę, gdyż nie chcę kopać leżącego. Przejdźmy zatem do głównej zabawy jaką Battlefield 3 nam oferuje, czyli trybu multi.

Może zaczniemy od tego, że produkcja ta opiera się na założeniu, że gracze będą ze sobą współpracować. To nie jest jakiś „free for all”. Tu nie chodzi o to, że gracz ma napakować w siebie ile wlezie i biec samemu do przodu na hurra zabijając tony przeciwników. O nie, tutaj liczy się przede wszystkim „team play” i wykonywanie wspólnie konkretnych celów. Wojna to okrutnie ciężki kawał chleba i nikt nie wytrzymałby na niej długo sam, a do Marines nie przyjęliby osoby, która z nikim nie potrafi współgrać. Właśnie takie osoby, które zamiast współpracy wybierają styl zabijaki, albo wolą czekać aż wyspawnuje się kolejny czołg będą najgorzej wypadać w rozgrywkach. Również z tego powodu, że Battlefield trzeci jest bardzo inteligentny pod względem rozdawania punktów. Samotni jeźdźcy nie dostaną zbyt wielu punktów, nawet jeśliby zabili znaczącą ilość przeciwników – teraz np. o wiele więcej punktów zdobędziemy jeśli oślepimy przeciwnika i wystawimy go dzięki temu na odstrzał naszemu towarzyszowi. Battlefield przede wszystkim przyznaje punkty za pomyślne ukończenie celów misji, trzymanie się swojej roli i za poprawną grę drużynową. Myślę, że takie rozwiązanie powinno ucieszyć wszystkich tych z Was, którzy poważnie traktują grę przez neta.

Rzecz jasna każdy może w BF3 znaleźć dla siebie odpowiednią rolę. Do wyboru oddano nam cztery klasy postaci: Szturmowiec, Technik, Zwiad i Wsparcie. Każda z nich posiada specyficzny dla siebie ekwipunek (w tym bronie) i każda pełni swoją istotną rolę na polu bitwy i jedynie perfekcyjna współpraca tych klas gwarantuje pewne zwycięstwo. Szturmowcy nie tylko powinni interesować się walką, bo mają także dostęp do apteczek i mogą reanimować powalonych sojuszników. Technicy powinni skupić się na niszczeniu wehikułów, nie na walce z piechotą. Zwiadowcy potrafią rozstawiać na polu walki radiolatarnie przy których możemy się spawnować. Znowuż drużyny wsparcia muszą odpowiednio zarządzać dostawami amunicji. Co kto lubi... albo do czego jest potrzebny.



Dodatkowo, przed każdą potyczką możemy naszego żołdaka odpowiednio uzbroić i skonfigurować mu broń. Tak jak DICE zapowiadało – do każdej spluwy można dorzucić po 3 ulepszenia, a te wahają się od różnego rodzaju lunet, przez uchwyty, na tłumikach i innych nakładkach na lufę kończąc. Dodatkiem, który wywoływał w tym roku największe emocje była możliwość doczepienia do giwery latarki. A pamiętając to co pisałem wcześniej o świetle w BF3 jest to bardzo ciekawy dodatek. Dzięki takiej latarce będziemy mogli oślepić rywala, lecz słowo przestrogi – tym sposobem pozna on naszą pozycję i będzie już wiedział gdzie ma kierować strzały.

Ci, którzy mają też pewną wprawę w grach multiplayerowych na pewno uradowani będą wieścią, że mamy w grze serwery dedykowane. To oznacza, że będziecie mogli wybrać sobie te serwery, które będą dla was najbardziej optymalne, ale chyba nie muszę tego tłumaczyć. Istnieje też opcja szybkiego dołączenia do pierwszej wolnej gry, dla tych którzy nie mają ochoty przebierać w serwerach. Skoro już o serwerach mowa, to może wymienię przy okazji jakie mamy tryby gry. Niby 6, a czasami mam wrażenie, że tylko 3. Każdy z tych trybów można sparować z innym. I tak mamy: Rush i Squad Rush (jedni bronią punktów, drudzy muszą je zniszczyć), Conquest i Conquest Large (walka o utrzymanie punktów) oraz Team Deathmatch i Squad Deathmach (czyli klasyczna otwarta wojna drużynowa). Walki odbywają się na wspaniale zaprojektowanych mapach, różniących się rozmiarami i tematyką. Niektóre plansze są małe i właściwie najlepiej gdy mierzy się na nich tylko piechota i samochody terenowe, podczas gdy inne są tak ogromne, iż można po nich swobodnie śmigać odrzutowcami i czołgami.

Do naszego użytku oddano całkiem sporo pojazdów. Na lądzie wozić będziemy się terenówkami typu Humvee, opancerzonymi transporterami oraz wreszcie czołgami. W przestworza wzbić się można przy pomocy helikopterów i myśliwców. Pocieszające jest również to, że na każdej mapie właściwie mamy jakieś pojazdy, za których sterami możemy zasiąść. I tym razem (w przeciwieństwie do trybu SP) podczas gry nikt już nam nie powie, że opuszczamy pole walki i mamy na nie natychmiast wracać. Nie można tak było od razu?



Teraz pora wspomnieć o minusach związanych z trybem MP. Przede wszystkim system zniszczeń. Dostał ode mnie opieprz w trybie solowym i niestety dostanie również w trybie multi. Wyobrażaliśmy sobie trochę więcej po zapowiedziach, a niestety na wyobrażeniach się skończyło. Niby jest lepiej niż oskryptowane zniszczenia w kampanii... lecz raczej nie doświadczymy czegoś takiego jak w Bad Company 2, gdy zaczynaliśmy z masą budynków, a kończyliśmy grę na płaskim terenie. W Battlefieldzie 3 generalnie można niszczyć, ale w porównaniu z grą poprzednią wydaje się jakby zniszczeniu ulegały jedynie ściany i szkielety budynków. Raczej nie zrównamy z ziemią żadnej konstrukcji. W każdym razie nie jest to tak spektakularne jak zapowiadano. A przecież „system zniszczeń” to zawsze była karta przetargowa tej serii. Mam więc mieszane odczucia wobec destrukcji na multiplayer.

I znowu pojawia się też minus dla konsol. Gry internetowe na X360 i PS3 mogą pomieścić o połowę mniej graczy niż ma to miejsce na komputerach osobistych. Na PC mierzyć się może ze sobą max. 64 graczy, a na konsolach liczba ta obcięta jest do 32. Po raz kolejny DICE nie uszanowało konsolowców. Zawód, że wszystkie trzy wersje chociaż pod tym względem nie mogły być jednakowe...

Podsumowanie

Jednak zanim do niego przejdę muszę jeszcze wspomnieć o jednym aspekcie – polskiej wersji językowej. Co prawda przyznaję się, że polskich dubbingów nie lubię, ale tutaj wykonane one są tak na średniaka. Innymi słowy nie ma tragedii pod tym względem, co nie znaczy, iż są powody do zachwytu. Niektóre głosy dobrane są dobrze i charakteryzują się świetną grą aktorską. Inne z kolei są mierne i kompletnie bez wyrazu. Zresztą tradycyjnie już polscy aktorzy nie potrafią wczuć się w sytuacje, które wymagają większych emocji. Choć polska lokalizacja nawet obleci to polecałbym mimo wszystko posłuchać wersji oryginalnej, bo ta została faktycznie zagrana po mistrzowsku.



Kończę już mój wywód. Dziś był wyjątkowo długi... Od czego to wyszedłem? Ahh tak, syndrom Godzilli. Battlefield 3 jednak prezentuje ewidentny przykład tego zjawiska w grach cyfrowych. DICE i EA nastawiły się totalnie na dostarczenie nam wrażeń poprzez niesłychanie nowatorsko przygotowaną oprawę techniczną. Grafika i Dźwięk zasługują prawie na maksimum możliwych punktów, gdyby nie te nieco gorzej prezentujące się zniszczenia. Twórcy obiecali, że dostarczą nam wspaniały silnik Frostbite 2 i tak się stało. Szkoda jedynie, że z innych obietnic tak się nie wywiązali... ale syndrom Godzilli właśnie to zakłada – Strona techniczna ponad wszystko inne.

Mimo to multiplayer w tej produkcji jest szalenie wciągający i na pewno spędzicie przy nim długie godziny, szczególnie jeśli właśnie zabawa przez sieć najbardziej was kręci. O trybie single player jednak będziecie chcieli bardzo szybko zapomnieć, bo w porównaniu z MP wydaje się jakbyśmy mieli do czynienia z dwiema kompletnie innymi produkcjami. Kampania w ogóle by nie przyciągała gdyby nie warstwa techniczna, a jako samouczka też bym jej nie traktował, bo nie można w niej nawet nauczyć się pilotować myśliwca czy śmigłowca, a umiejętność ta przydałaby się bardzo przed wkroczeniem do gry online.

Jeśli więc szukacie FPSa o ciekawej fabule i dającego wam spore możliwości szukajcie dalej, może będzie to Modern Warfare 3? Jeśli zaś stawiacie głównie na grę online, gdzie możecie doświadczyć swobodnej i napakowanej akcją zabawy drużynowej nie powinniście się dwa razy zastanawiać! Z kolei jeśli interesujecie się od dawna grą Battlefield 3 to... pewnie macie już grę w domu, zamówioną z pre-ordera i sami wiecie najlepiej jak wszystko wygląda. Electronic Arts nadmuchał marketing spektakularnie, zatem nie zdziwiłbym się gdyby niektórzy z Was byli zawiedzeni końcowym efektem. Jedno jest pewne – Battlefield 3 będzie bardzo kontrowersyjnym tytułem i sytuacja pozostanie taka, aż do premiery jego rywala z Activision, Call of Duty: Modern Warfare 3.

Ocena: 8,5/10

Plusy:

+ Grafika
+ Dźwięk
+ Grywalność
+ Realistyczny klimat
+ Genialny tryb wieloosobowy
+ Duży wybór spluw i ulepszeń
+ Filmowo zrealizowana fabuła

Minusy:

- Właściciele konsol poczują się gorzej potraktowani
- Krótka, tragicznie oskryptowana i zbugowana kampania
- System zniszczeń prezentował się lepiej w zapowiedziach
- Obiecanki cacanki (przerost formy nad treścią)

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Google ma najpopularniejszą wyszukiwarkę, najczęściej instalowany system w smartfonach – Android, a do tego wszystkiego firma posiada najczęściej instalowaną przeglądarkę. Tak mamy nowego lidera. >>

Kinect sprzedawany jest za około 400-450 zł. Tymczasem urządzenie konkurencyjne i prezentujące się znacznie lepiej od produktu Microsoft będzie sprzedawane za połowę tej sumy.  >>

Praktycznie dzisiaj nikt nie wyobraża sobie telewizora bez pilota. Jednak, jak każde urządzenie tak i to miało swojego twórcę, który właśnie zmarł.  >>

Far Cry 3 doczeka się możliwości przetestowania gry przed premierą. Poznaliśmy pierwsze szczegóły na ten temat, a oprócz nich mamy dla Was materiał prosto z tej produkcji.  >>

W tym roku serwis internetowy YouTube obchodzi swoje 7 urodziny. Z tej okazji Google stworzyło specjalny klip wideo, który ma uczcić powstanie tej witryny – dodajmy, że jednej z największych na całym świecie.  >>

Max wrócił, ale już nie jako glina. Teraz poznamy go w zupełnie innej roli, ale jak zawsze wystrzeli on w przeciwników tysiące kul, które zrobią z nimi porządek. >>

Dokładnie 7 dni temu Diablo 3 oficjalnie pojawiło się w Polsce, teraz czas na naszą recenzję.  >>

Użytkownicy systemów produkowanych przez firmę Microsoft często narzekają na ich wydajność. Mnogość aplikacji tzw. „bloatware” sprawia, że komputery często nie wyrabiają z obsługą tego wszystkiego. Dlatego nadchodzą zmiany. >>

Max Payne 3 od kilku dni bryluje na konsolach, a w tym czasie szykowana jest wersja na komputery osobiste, której debiut nastąpi 1 czerwca. Jeśli przeraża Was ilość płyt na Xbox 360 to nie będziecie zadowoleni z poniższej informacji. >>

I nie chodzi tutaj o pasty do mycia zębów. Nie każdy może wiedzieć, że specjalne pasty termoprzeowdzące kładzie się na procesory w komputerach. To one redukują nagrzewanie się serca naszego komputera.  >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS