Bruce Lee, a właściwie Lee Jun Fan - syn aktora chińskiej opery Lee Hoi-Chuena, a także śpiewaczki Grace, urodził się w San Francisco 27 listopada 1940 roku (chiński rok smoka). Stał się jedną z największych ikon popkultury, a także mistrzem dla wielu ludzi trenujących sztuki walki na świecie - nawet po swojej śmierci. Nie licząc już osób oglądających jego filmy, które w okresie dojrzewania dochodziły do tego, że chcą trenować.
Lee zaczynał swoją karierę bardzo powoli, choć już jako dziecko. Wystąpił w filmie „Golden Gate Girl”, gdzie był trzymany na rękach przez swojego ojca. Jego rodzice mieszkali w miejscu urodzenia Bruce’a, ale w 1941 roku postanowili powrócić do Hong Kongu, a tam ich syn co jakiś czas pojawiał się w dziecięcych rolach. Sztuki walki zaczęły go interesować dopiero po przykrym incydencie, w którym został pobity przez uliczny gang. Swoje nauki zaczął pobierać u największego mistrza, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi przed rozwinięciem Lee. Yip Man to człowiek legenda. Postać, która dla mnichów Shaolin, ludzi nauczających king-fu i wszystkich interesujących się tą dziedziną, jest bardzo istotna. Yip Man doczekał się już także swojej biografii filmowej, a odgrywa go obecnie jeden z najsłynniejszych wojowników kung-fu oraz azjatyckich kaskaderów Donnie Yen. W filmie możemy zobaczyć, jak nauczyciel Bruce’a stawał
się symbolem wolności i walki w imię sprawiedliwości poprzez odpieranie ataków japońskiej okupacji.
Jun Fan trenował kung-fu przez 5 lat, jednocześnie pobierając nauki tradycyjnego boksu. Nasz bohater nie był jednak od początku człowiekiem oświeconym. Często wdawał się w bójki, a także popadał w konflikty z prawem, będąc wówczas członkiem gangu. Sytuacja ta spowodowała, że jego rodzice wysłali go do San Francisco. Tam Bruce pracował w kuchni, a także w szkole tańca w miejscowym Chinatown. Nie zapominał jednak o rodzącym się w nim płomieniu, czyli miłości do sztuk walk. Ciągle trenował i dopracowywał swoje techniki kung-fu. W Seattle pracował oraz studiował, ale dopiero w czasie uczęszczania na University of Washington otworzył szkołę kung-fu. Miał bardzo specyficzne podejście do wszystkich klasycznych stylów walki, zwłaszcza do karate - co nie podobało się innym mistrzom. Został wyzwany na pojedynek przez „Białego Żurawia”, który podobno został pokonany w kilka sekund. Przebieg walki jednak nie zadowalał Smoka i niedługo potem pojawiła się znana wszystkim technika Jeet Kune-Do, czyli „przechwytywanie pięści”. Styl walki mieszał wiele gatunków i sposobów samoobrony ale jak twierdził mistrz - głównym celem był rozwój jednostki i nie zamykanie jej umiejętności w ramach czy barierach. Nogi trenującego Jeet Kune-Do przypominały postawę szermierza, kopnięcia karatekę lub zawodnika savate. Natomiast korpus rządził się prawami mieszanki kung-fu oraz boksu.
W latach 60. Smok współpracował z wieloma innymi mistrzami m.in. Edem Parkerem i Jhoonem Rhee, a także opublikował swoją pierwszą książkę. Potem, razem ze swoją szkołą przeprowadził się do Oakland, tam poślubił swoją uczennicę i koleżankę ze studiów - Linde Emery. Głównym zajęciem Bruce’a oprócz nauczania były także pokazy walk, na których jego niesamowite zdolności (pompki na dwóch palcach jednej ręki, szybkość uderzenia) wzbudzały u innych ogromny podziw. Tak poznał stylistę Jaya Sebringa, który zainicjował filmową karierę Lee.
Smok zaczął bardzo dobrze, bo od serialu „Green Hornet” („Zielony Szerszeń”), czyli ekranizacji popularnego w latach 60. komiksu, który niedługo doczeka się pełnometrażowej odsłony. Grający „Cato” (partnera głównego bohatera) Lee, szybko stał się gwiazdą, a nawet otrzymywał więcej listów niż aktor kreujący głównego bohatera. W USA serial nie był jednak aż tak popularny i emisja została zakończona po 30 dniach. Bruce otworzył wtedy akademię walki w Chinatown w Los Angeles, a jego dojo odwiedzały takie postaci jak Roman Polański czy Steve McQueen. Nadeszły jednak i straszne czasy dla naszego bohatera. Ciężko trenujący aktor, a także nieprzejednany mistrz doznaje poważnego urazu podczas podnoszenia ciężarów bez odpowiedniej rozgrzewki w 1970 roku. Uszkodzony kręgosłup nie pozwala Bruce’owi na dalsze ćwiczenia, a lekarze mówią, że już nigdy nie będzie w stanie walczyć. Leżąc w łóżku nigdy się nie poddał. Studiował kroniki i książki wielkich mistrzów, aby sporządzić notatki, które potem jego żona wydała jako „Tao of Jeet Kune-Do”. Po kilku miesiącach wraca do zdrowia, wznawia treningi i jest gotów kontynuować swoją misję.
Na szczęście, hongkongońska telewizja wykupiła „Green Hornet” i przemianowała go na „The Cato Show”, a Bruce wraca do kariery filmowej. Zostaje zaproszony przez producenta Raymonda Chow, który nadaje jego pomysłom świeżego powiewu. Nadciąga „Way of the Dragon”, „Big Boss” i „Fist of Fury”. W “Drodze Smoka” wystąpił także siedmiokrotny mistrz karate w USA Chuck Norris. Przyszła też pora na „The Game od Death”, który był ostatnim filmem mistrza.
Śmierć Bruce’a wstrząsnęła całym światem i do dzisiaj nie została wyjaśniona. Spekulacji na jej temat jest wiele, a samo wydarzenie owiane jest tajemnicą. Pojawia się wersja o obrzęku mózgu, przedawkowaniu czy nawet zabójstwie. Wszystkie posiadają na tyle mało dowodów, że nie mogą być brane pod uwagę jako prawdopodobne. Zemsta mnichów z klasztoru Shaolin za ujawnianie tajników kung-fu też jest jedną z możliwych opcji, gdyż miał on być zamordowany techniką „wibrującej pięści”, której jako jedynej w sztukach kung-fu nie udało mu się do końca opanować.
Bruce miał dwoje dzieci Brandona i Shannon. Brandon Lee, tak jak ojciec, świetnie posługiwał się sztukami walki, przy czym podobnież do niego zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w czasie zdjęć do genialnego filmu „Kruk” (opartego na fantastycznym komiksie). Mówi się, że w scenie rozstrzeliwania głównego bohatera ślepaki w jednej z broni zostały podmienione na ostrą amunicję. Nigdy jednak nie dowiemy się prawdy. Shannon natomiast jest aktorką i ciągle działa na rzecz dobrego imienia swojego ojca.
Bruce Lee był człowiekiem niezwykłym. Ikoną filmu, dyscypliny, sztuk walki, a także ludzkiej odwagi i niezłomności. W epoce rozwijającej kultury technik samoobrony, a także rozpropagowywania kung-fu na świecie - stał się katalizatorem chińskiej kultury oraz filozofii, która do dzisiaj może być drogowskazem dla wielu zagubionych ludzi i... wojowników. Jego ideologia oraz sposób życia może być „drogą smoka” dla każdego, kto idąc ścieżką ciężkiej pracy, wieloletniego treningu duszy, ciała i umysłu chce dotrzeć do zrozumienia samego siebie, a także osiągnięcia celów położonych nawet w najwyższym punkcie. Warto go podziwiać i brać z niego przykład, a także pamiętać o tym, co zawsze powtarzał. „Opróżnij umysł, bądź bezkształtny jak woda”. Ona potrafi zarówno leczyć, żywić, jak i niszczyć. Można wziąć sobie słowa mistrza do serca i dobrze je przemyśleć.









więcej »



























