Hopkins urodził się 31 grudnia 1937 w Margam, jednej z dzielnic walijskiego miasta Port Talbot, znajdującego się w południowej części państwa Williama Wallace’a. Jego rodzice, a właściwie sam ojciec, prowadzili małą piekarnię. W jego rodzinie nie było tradycji aktorskich, dlatego i sam Hopkins przez długi czas nie zdawał sobie sprawy, na jaką ścieżkę przyjdzie mu wkroczyć. Swoje predyspozycje do sztuki zaczął odnajdywać w trakcie regularnej nauki szkolnej, która nie szła mu zbyt dobrze. Małe niepowodzenia utwierdziły go w przekonaniu, że kariera naukowa nie jest dla niego. W wieku piętnastu lat spotkał Richarda Burtona, wówczas dwudziestosiedmioletniego aktora, który wkrótce miał święcić triumfy na wielkich ekranach. Krótka rozmowa ukierunkowała Walijczyka na karierę aktorską. Anthony podjął naukę na „Królewskiej Walijskiej Szkole Muzyki i Aktorstwa”, ukończył ją w roku 1957, mając dwadzieścia lat. Po odbyciu dwuletniej, obowiązkowej służby wojskowej przeniósł się do Londynu, gdzie uczęszczał na zajęcia do „Królewskiej Akademii Sztuk Dramatycznych” oraz grywał na deskach niewielkich teatrów. Wkrótce został zauważony przez Sir Laurence’a Oliviera, który przedstawił jego osobę ludziom z „Teatru Narodowego”. Walijczyk rozpoczął naukę pod okiem jednego z największych aktorów brytyjskich, nadeszły i sukcesy na deskach największego londyńskiego teatru. W roku 1967 rozpoczął występy na małym ekranie, przyjmując niewielkie role w telewizyjnych produkcjach teatralnych - realizowanych przez BBC. W tym samym roku odegrał również pierwszy epizod stricte filmowy w krótkim obrazie „Biały autobus”, reżyserowanym przez Lindsay’a Andersona.
Kariera Anthonego Hopkinsa rozwijała się powoli. Odgrywał niewielkie role w filmach, które nie zaskarbiały sobie ogromnego zainteresowania publiczności. Był aktorem rozpoznawalnym, ale niepostrzeganym jako gwiazda wielkiego formatu. Pewnym docenieniem aktorskich możliwości Walijczyka był angaż w „Człowieku słoniu” Davida Lyncha (1980). Nie chodzi tu o postać reżysera, który dopiero miał zacząć odnosić sukcesy, ale o osobę Sir Johna Gielguda, jednego z najbardziej uhonorowanych aktorów brytyjskich. To właśnie u jego boku zagrał szerzej nieznany Anthony.
Prawdziwym przełomem w jego aktorskiej karierze był rok 1991 i rola psychopatycznego mordercy w filmie Jonathana Demme’a. „Milczenie owiec” szturmem zdobyło serca zarówno widzów, jak i krytyków. Zawładnęło również oskarową galą. Wśród statuetek przyznanych thrillerowi znalazła się i ta opatrzona podpisem - „Najlepszy aktor pierwszoplanowy”. Zważywszy na to, że Hopkins znajdował się na ekranie filmu niespełna dwadzieścia cztery minuty, jego zwycięstwo jest wydarzeniem bez precedensu w historii tej kategorii Nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Anthony z dnia na dzień zmienił się w świadomości widzów z porządnego rzemieślnika, odgrywającego role w niezliczonej ilości filmów oraz przedstawień, w szalonego, ale i w pewien sposób hipnotyzującego mordercę z duszą filozofa. Jego nazwisko wytłuczonym drukiem nanoszono na pierwsze strony wszystkich najważniejszych gazet i czasopism. Ogromny sukces filmu był jednocześnie jego ogromnym sukcesem, jak i porażką. Rola Lectera była tak charyzmatyczna i charakterystyczna, że Hopkinsowi już nigdy nie udało zrzucić się słynnej filmowej maski. W świadomości wielu widzów po dziś dzień jest śmiertelnie niebezpiecznym facetem uwięzionym w kaftanie bezpieczeństwa. Do roli Lectera powrócił jeszcze dwa razy - w roku 2001 w „Hannibalu” oraz roku 2002 w „Czerwonym smoku”.









więcej »




























