Obaj porównywani są do słynnego Marlona Brando. Robert dlatego, że wcielił się w młodego Vita Corleone w "Ojcu chrzestnym II", a podobieństwo Ala do Brando zauważone zostało już wtedy, kiedy Pacino miał 12 lat i przeżywał swoje pierwsze aktorskie doświadczenia.
De Niro to syn artystów, od najmłodszych lat przejawiał zainteresowanie różnymi formami sztuki, szczególnie filmem. Studiował w słynnej szkole w Nowym Yorku- Stella Adler Conservatory. Później rozpoczęła się jego wielka, amerykańska kariera. Z Al Pacino sprawa ma się trochę inaczej. Nie jest rdzennym Amerykaninem, jest za to synem włoskich emigrantów. Wychował się w południowym Bronxie- jak sam wspomina: "prawdziwej mieszance kultur, prawdziwej wieży Babel”. Dorastał jako jedynak, jego rodzina stale miała problemy finansowe, żył skromnie. Jako dziecko nie integrował się z innymi. Jak mówi, nikt nigdy nie nauczył go bronić się, dlatego kiedy zaczął chodzić do szkoły, bał się, że zostanie pobity. Był wychowywany przez matkę i dziadka, który był wzorem dla młodego Pacino- skryty, stale nieobecny, ale zawsze wspierający chłopaka przeżywającego swoje pierwsze wzloty i upadki. Ojciec utrzymywał kontakt z synem, nie był typem drania. W szkole Al znany był ze swojego temperamentu i humoru i jak każdy Amerykanin chciał grać w baseballa. Później trafił do szkoły aktorskiej High School of Performing Arts. Nie umiał dużo, ale szybko się uczył. Nie rozumiał jednak idei tej szkoły. Uczono tam metody Stanisławskiego. Oznaczało to, że aktor musiał wczuwać się w swoją rolę, być kim innym niż jest w rzeczywistości. Tam po raz pierwszy Pacino został doceniony i uznany za wielki talent. Po dwóch latach jednak rzucił szkołę, aby pracować, zarabiać na własne życie. Roberta De Niro również uczono metody Stanisławskiego w jednej z najlepszych nowojorskich szkół- wspomnianej już Stella Adler Conservatory. Sztuki aktorskiej uczył się od takich gwiazd jak Stella Adler oraz Lee Strasberg. Jego historia dzieciństwa jest nieco mniej emocjonująca i barwna niż Pacino. Jego ojciec- Robert Sr. był twórcą obrazów i rzeźb abstrakcyjnych, a matka Virginia malark. Leworęczny Robert często nazywany był prze kolegów "Bobby Milk”. Zaczynał jako aktor w teatrach brodwayowskich i objazdowych, aż w końcu trafił na plan filmowy. Al Pacino natomiast kochał teatr. W latach 60. wystąpił w ponad 10, dość znanych wówczas, sztukach zyskując lekką sławę. Wybrał drogę aktora teatralnego. Dopiero później rozkręciła się jego kariera jako filmowca.
Mówiąc o pierwszych doświadczeniach w filmie: De Niro zaczynał u De Palmy. Obaj panowie nie byli wtedy gwiazdami, więc owe obrazy nie zarobiły masy pieniędzy i uznania krytyków. Aktor najpierw zagrał w satyrze "Pozdrowienia” w 1968r, a rok później wystąpił w "Przyjęciu weselnym”. W 1970r., znowu u De Palmy wcielił się w Jona Rubina w "Cześć, mamo!”. Przełomem w karierze Amerykanina był występ u Scorsese w "Ulicach nędzy” z 1973r. Już wówczas rozpoczęła się znana współpraca obu panów, która trwa zresztą do dziś. Film stał się przełomem, od razu uznany został za klasyk i odrodzenie gatunku gangsterskiego. Za rolę Johna Boya- drobnego kryminalisty, człowieka stale popadającego w długi, De Niro dostał nagrodę od Nowojorskiego i Narodowego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych. Sam aktor stał się gwiazdą. Już rok później stanął zarazem przed ogromnym wyzwaniem i odpowiedzialnością. Wcielił się w postać młodego Vita Corleone w "Ojcu chrzestnym II”. Jak każdy wie, postać słynnego Dona grał zmarły już Marlon Brando- postać barwna i wybitna. Sequel pierwszej części sycylijskiej sagi przyjął się, a sam obraz zdobył Oscara za Najlepszy Film. Co warto dodać- Robert De Niro został nagrodzony Oscarem za Najlepszą Rolę Drugoplanową, co było dla niego szczytowym osiągnięciem. Jego aktorstwo nabrało rozpędu i animuszu, co pomogło mu w zdobywaniu kolejnych świetnych ról i kreowaniu wspaniałych postaci. Nie trzeba patrzeć specjalnie w przyszłość, aby dostrzec kolejne sukcesy Amerykanina. Bowiem w 1976r. zagrał w "Taksówkarzu” Scorsese. Wcielił się w tamtej produkcji w postać Travisa Bickle’a- weterana wojennego, walczącego wcześniej w Wietnamie, który ze względu na samotność i bezsenność zatrudnia się na nocnej zmianie jako taksówkarz i styka się z przestępczością nocnego Nowego Jorku. Travis nie może znieść zła nowojorskiego stylu życia, dlatego sam zaczyna z nim walczyć. Za swoją rolę De Niro tym razem nie został nagrodzony Oscarem, ale film znany i szanowany jest do dziś, a w ówczesnych czasach zaszokował ukazanym w nim okrucieństwem. Tak zakończył się mniej więcej pierwszy etap w życiu zawodowym tego aktora. Trzy wspomniane przeze mnie filmy, czyli "Ulice nędzy”, "Ojciec chrzestny II” oraz "Taksówkarz” uczyniły z De Niro aktora na skalę światową.
Droga na szczyt Al Pacino była zgoła odmienna. Po dwuletniej nauce w High School of Performing Arts i jakimś okresie pracy przyszła pora do zapisania się do szkoły aktorskiej Herbert Berghof Studio. W tym samym czasie mając 18 lat, nastoletni Al pracował dorywczo w kinie jako bileter, lecz nie podobała mu się ta praca i ucieszył się, kiedy został zwolniony. Później przez kilka lat doręczał przesyłki w redakcji Cemmentary. Powracając do jego edukacji- w szkole aktorskiej poznał Charliego Laughtona. Dwudziestodziewięcioletni mężczyzna uczył wówczas na kursie i stał się przyjacielem Pacino. Wprowadził go w pewne aspekty życia, pokazał otoczkę aktorstwa. Stał się dla niego w pewnym sensie rodziną. Sam Al zawsze wspomina, że Charlie był dla niego kimś, kim Stella Adler dla Marlona Brando, czyli mentorem. Po szkole Berghofa przyszła pora na Actors Studio, które pozwoliło mu zająć się tylko i wyłącznie aktorstwem. Pacino powoli wychodził na prostą. Grywał w teatrach, uwielbiał Szekspira i szanował O’Neilla.
W 1971r. Al Pacino zagrał w swoim pierwszym filmie pełnometrażowym. Byli to "Narkomani” Marty’ego Bregmana. Reżyser bardzo pozytywnie wpłynął wówczas na młodego aktora, bo ten odrzucił przedtem aż 11 propozycji. Bregman jednak nalegał i znacznie pomógł Pacino. Później stał się jego menedżerem i nakłonił go do występu w takich produkcjach jak: "Ojciec chrzestny”, "Serpico”, czy "Pieskie popołudnie”.
"Ojciec chrzestny” to rozdział zgoła osobny. Coppoli bardzo zależało, aby zagrał w nim właśnie Al Pacino. Było ciężko, bo aktor miał już wtedy w planach inny film, lecz udało się go ściągnąć na plan. Jemu było wszystko jedno, tym bardziej, kiedy dowiedział się, że Francis jest jedyną osobą, która chce żeby zagrał on w "Ojcu chrzestnym”. Za film otrzymał 35 tysięcy dolarów. Dwa lata później nadszedł czas na sequel. Pacino nie chciał podejmować się tego zadania. Zgodził się dopiero po prywatnej rozmowie z Coppolą. Reżyser był pełen zapału i naprawdę chciał kontynuować opowieść o sycylijskiej mafii. Al przystanął na propozycję. Za rolę otrzymał… 600 tysięcy dolarów plus 10% z zysków. Bardzo dużo.
De Niro spotkał się z Al Pacino właśnie na planie "Ojca chrzestnego II”. Obaj byli wówczas na początku swojej długiej drogi, mieli wielkie możliwości oraz różne perspektywy na przyszłość. Robert grał wielkie role rok za rokiem. Warto wspomnieć o m.in.: "New York, New York”, "Łowcy Jeleni” oraz "Wściekłym byku”. Do tego ostatniego filmu De Niro przytył aż 30 kilogramów! Zresztą za "Wściekłego byka” Robert dostał Oscara oraz Złotego Globa. Było to dla niego ogromnym wyróżnieniem. Trzeba przyznać, że zasłużył na te laury, bo postać Jake’a La Motty była bardzo charyzmatyczna i barwna- pasowała do aktora, mówiąc kolokwialnie "leżała mu”. Lata 80. to specyficzny okres dla De Niro. Próbował wtedy ról wszelakich i we wszystkim odnajdywał się w sposób niesamowicie efektowny i efektywny. W 1983r. zagrał w "Królu Komedii”, a rok później w legendarnym już filmie gangsterskim, "Dawno temu w Ameryce” Sergio Leone. W 1986r. wcielił się w kapitana Mendozę w "Misji”. Przeszedł tam duchową rehabilitację po zabiciu brata i innych grzechach. Rok po tym obrazie nadeszła pora na "Nietykalnych” Briana De Palmy. Aktor zagrał tam gangstera- Ala Capone. Obraz przedstawił film gangsterski z nieco innej perspektywy. W tej produkcji to nie Capone był głównym bohaterem i osią filmu, lecz detektywi i ludzie, którzy mieli go schwytać. "Nietykalni” byli powrotem do korzeni gatunku, a poza tym przedstawili widzom czasy amerykańskiej prohibicji. Był to naprawdę ważny okres w karierze aktorskiej De Niro.








więcej »




























