Twórczość braci Marx, w moim przypadku, to sentyment z dzieciństwa. Nagrania na kasetach VHS oglądane dziesiątki razy, do których do dziś zresztą chętnie powracam, wyzwalały mnie od przyzwyczajeń myślowych ,,bezlitośnie” przy tym bawiąc. Stąd poniższy artykuł, mimo rzetelnych informacji, będzie podsycony moją osobistą sympatią do tej trójki, w niektórych filmach czwórki, oryginalnych komików.
Autentycznych braci było pięciu. Zaczynając chronologicznie od najmłodszego byli to: Leonard Marx (pseudonim - Chico), Adolph Marx (Harpo), Julius Marx (Groucho), Milton Marx (Gummo), Herbert Marx (Zeppo).
Skąd wzięły się te pseudonimy? Wymyślił je Artur Wicher podczas partii pokera, którą rozegrał z braćmi w 1914 roku. Oczywistym jest, że chodzi tu o grę słów mającą uwidocznić pojedyńczą cechę lub przyzwyczajenie każdego z braci. I tak idąc po kolei: pseudonim Chico wziął się z jego częstego uganiania się za kobietami, Harpo ma oznaczać harfę na której Adolph grał w prawie każdym filmie, Groucho to zbitka słów, znacząca w wolnym tłumaczeniu: ,,Torba zrzędy” wzięta od tego, że Julius nosił swoje pieniądze w charakterystycznej torbie, Gummo ma oznaczać gumowe buty, które Milton chętnie nosił, natomiast słowo Zappo miało swoją genezę w postaci szympansa ,,Zippo” - cyrkowca znanego na ówczesnych arenach, a sam pseudonim odnosił się do nieustannie gimnastykującego się Herberta.
Karierę filmową zrobiło głównie trio – Harpo, Chico i Groucho. Na czym polegała nowatorskość ich pomysłów i jak była przez nich realizowana? O tym za chwilę, ale najpierw garść dat i faktów: Pierwszy wielki trumf odnieśli w 1923 roku , na Broadwayu zaś zadebiutowali 19 maja 1924 roku programem ,,Powiem że ona jest” ("I′ll Say She Is"). Dwa pierwsze filmy – Orzechy kokosowe (1923) i Sucharki w kształcie zwierząt (1930) były przeróbkami komedii muzycznych, wystawianych uprzednio na scenie. Trzy następne, wyprodukowane już w Hollywood, a nie Nowym Jorku, były oparte na oryginalnych scenariuszach, mianowicie: Małpi interes (1931), Końskie pióra (1932) i Kacza zupa (1933) Później, kiedy przeszli do ,,MGM” ich filmy stały się trochę bardziej kompromisowe, gdzie obok bezprecedensowego nonsensu, współistniała akcja typu rewiowego, mająca trafić do szerszego grona odbiorców. W tym duch zostały zrealizowane filmy takie jak: Noc w operze (1935), Dzień na wyścigach (1937), Dom towarowy (1941) czy Noc w Casablance (1946). Nie chcę bagatelizować roli reżyserów tych filmów, aczkolwiek należy przyznać, że wszystkie z nich były realizowane pod dyktando braci, stąd nie przytoczyłem nazwisk innych filmowców. Nie warto również rozczulać się zanadto nad fabułą poszczególnych produkcji, gdyż były realizowane według przestrzeganego schematu. To w jakiej scenerii i w jakim środowisku film był tworzony, nie miało większego znaczenia. Nie w tym bowiem tkwił geniusz i nowatorstwo Braci Marx.
Komedia filmowa z okresu rozkwitu slapsticku często bywała absurdalna. Tak sa
mo główni bohaterowie - byli nierozumiani przez społeczność i tym samym skłóceni z rzeczywistością, ale nigdy nie było sytuacji, w której występujący aktorzy negowali same istnienie dobrze znanej już rzeczywistości.Nowatorstwo Braci Marx polegało na tym, że stworzyli kreacje, które wesołkowato i spontanicznie wyśmiewały porządek świata, mało tego - zmuszały ,,normalnych” ludzi do przyjęcia rządów ,,czystego nonsensu”. Dochodzi do głosu, wspomniane już przeze mnie, wyzwolenie się ze schematów myślowych. Kreatywność i najbardziej absurdalne negowanie utartych przyzwyczajeń, zarówno obyczajowych, kulturowych jak i językowych było całkowitym novum. Ponadto na wszystkich tych płaszczyznach bracia Marx dawali popis nonsensu poniekąd intelektualnego. Konwencja burleski została podtrzymana, a dodatkowo wzbogacona o ,,ideę wyzwolenia”. Ich filmy przełamywały logiczne konstrukcje, zrywały z dyscypliną myślenia. Łańcuch przyczynowo- skutkowo nie istniał, nawet w najmniejszym wymiarze, stąd ciągłe zaskakiwanie widza. Wyobraźnia, kreatywność i swawola skojarzeń dawały wyzwolenie. (za dobry, wręcz sentencjonalny przykład posłuży tu scena z filmu ,,Noc w Casablance”, w której Cicho podchodzi do opierającego się o budynek Charpo, pytając co robi. Ten odpowiedział, że podpiera ścianę. Chico logicznie lekceważąc tę odpowiedź, ciągnie Charpo za rękę, aby ten z nim poszedł, po czym cały budek zawala się).








więcej »




























