Autor: Krzysztof Lemański
21-04-2011
Helena Grossówna sylwetka aktorki
Powiedzieć, że była najciekawszą przedwojenną aktorką, to przedstawić tylko część prawdy. Tak naprawdę to najwybitniejsza aktorka w historii polskiego kina. Jej życie to wielka lekcja pokory i tego, jak zachować pogodę ducha mimo przeciwności losu.
Urodziła się w Toruniu 25 listopada 1904 roku. W rodzinnym mieście pobierała nauki tańca i śpiewu. W teatrze początkowo dostawała role statystów, więc aby się utrzymać, musiała pracować w sklepie z konfekcją męską. Zdecydowała się na wyjazd do Paryża, gdzie przez dwa lata uczyła się baletu pod okiem mistrzów. Po powrocie do kraju pracowała w toruńskim teatrze jako tancerka i choreograf. Potem przeniosła się do Poznania, gdzie była primabaleriną i kierowniczką baletu Teatru Wielkiego.
W 1935 roku przyjechała do Warszawy, gdzie zaczęła się jej kariera filmowa. Zadebiutowała w „Kochaj tylko mnie”, gdzie zagrała drugoplanową, ale istotną dla fabuły rolę. W „Dodek na froncie” wcieliła się w postać niedostępnej pokojówki Zuzi, która broniła się przed zalotami Adolfa Dymszy. Przełomem był występ w chyba największym hicie dwudziestolecia międzywojennego, a mianowicie w „Piętro wyżej”. To z tego filmu pochodzą takie ówczesne przeboje jak „Umówiłem się z nią na dziewiątą” czy „Seksapil”. Kto wie, czy nie równie wspaniałym dziełem jest „Robert i Bertrand”, niestety do dziś zachowało się tylko 37 minut filmu. Ale nawet na podstawie tego pociętego materiału nie sposób się nie zachwycić się obrazem i jednym z najpiękniejszych zakończeń w historii naszego kina. Zaopiekowali się nią Szczepko i Tońko, dwóch lwowskich batiarów, w czołowej komedii tamtego okresu „Włóczęgi”. Jest wielką sztuką, że udało jej się nie drażnić rolą Violetty w „Pawle i Gawle”, gdzie na planie 34-letnia aktorka zmuszona była udawać cudowne dziecko. Ale takie to były czasy, że do realizmu nie zawsze przykładano wielką wagę. Za honorarium za występ w „Zapomnianej melodii” kupiła dom w Międzylesiu, gdzie mieszkała do końca życia. Występowała w teatrach muzycznych i znanych kabaretach Qui Pro Quo oraz Cyruliku Warszawskim.

Imponowała talentem, urodą i wdziękiem. Była bardzo fotogeniczna, instynktownie wyczuwała kamerę i zachowywała się przed nią swobodnie. W przeciwieństwie do wielu aktorów swoich czasów, którzy grali zbyt teatralnie, ona była piekielnie naturalna, a jej obecność na ekranie wnosiła powiew świeżości. Grała z największymi aktorami tamtej epoki: Adolfem Dymszą, Aleksandrem Żabczyńskim, Eugeniuszem Bodo czy Józefem Orwidem. Ale nie była dla nich tylko piękną ozdobą i tłem, ale równorzędną partnerką, która sprawdzała się nie tylko jeśli chodzi o warsztat aktorski, ale także w scenach śpiewu i tańca.
Helena Grossówna to nie wyłącznie „Królowa przedmieścia” (film z nią w roli głównej z 1938 roku). Podbiła stolicę nie tylko dzięki zawodowym umiejętnościom, ale także elegancją. Zachwyt jej stylem można znaleźć w ówczesnej prasie w relacjach z balów mody. Wszystkie gazety pisały o niej w tonie zachwytu, mówiono wtedy, że ma najpiękniejszy uśmiech Warszawy. Do 1939 roku zagrała w 17 filmach, najczęściej wielkich przebojach kasowych.
Kto wie, jak potoczyła by się jej kariera, gdyby nie wybuch wojny. Dzięki wstawiennictwu Poli Negri miała szansę podpisać kontrakt z jedną z wytwórni z Hollywood. Wraz z Dymszą i Bodo wygrała plebiscyt na najpopularniejszych aktorów wśród amerykańskiej polonii, mieli zaplanowane tournee po Stanach. Kupili już nawet bilety na statek, ich podróż była zaplanowana na styczeń 1940 roku…
Jako szalenie skromna osoba mówiła, że w czasie Powstania Warszawskiego biegała z torbą. W konspiracji aktywnie działała już od jesieni 1939 roku, w rzeczywistości służyła w jednej ze specjalnych komórek informacyjnych AK. W okupowanej stolicy oprócz służby w AK, pracowała jako kelnerka w kawiarni „U Filmowców”. Podczas powstania miała stopień porucznika i pod pseudonimem „Bystra” dowodziła batalionem AK „Sokół”.
Po klęsce powstania została aresztowana i umieszczona w przejściowym obozie jenieckim Gross-Lubars, a następnie wywieziona do stalagu w Oberlagen. Panowały tam fatalne warunki. Błędne informacje o likwidacji obozu sprawiły, że nie docierała tam pomoc Czerwonego Krzyża. Został on wyzwolony przez dywizję generała Maczka, której oficerem był jej przyszły mąż – Tadeusz Cieśliński. Tam się poznali i wrócili razem do Polski.
Wybuch wojny to nie tylko śmierć wielu milionów ludzi, ale także koniec magii polskiego przedwojennego kina. Wielu znakomitych aktorów zginęło w obozach. Ci, którym udało się przeżyć, po wojnie byli obsadzani w epizodycznych rolach. Aktorka z AK-owską przeszłością i oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie byli w naszym kraju skazani na życie na marginesie. Na pierwszą rolę po wojnie musiała czekać aż do 1960 roku, kiedy wystąpiła u Janusza Nasfetera w „Kolorowych pończochach”. U niego zagrała także w filmie „Mój stary”, ale przebiega na ekranie tak szybko, że trzeba uwierzyć reżyserowi na słowo, że to akurat ona, a nie ktoś inny. W ekranizacji powieści Kornela Makuszyńskiego „O dwóch takich, co ukradli księżyc” była mamą Jacka i Placka, czyli późniejszego prezydenta i premiera Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Miała także niewielkie role w „Zbrodniarzu i pannie” i „Niekochanej”. Pewnym antidotum na nieobecność na dużym ekranie mogła być praca w stołecznym teatrze Syrena, ale i tam nie dostawała poważnych propozycji. I tak miała lepiej niż mąż, który pierwszą pracę dostał dopiero 18 lat po wojnie… W 1964 roku zdecydowała się definitywnie zakończyć karierę.
Można się tylko zastanawiać, dlaczego aktorka zgodziła się wystąpić w tych filmach: desperacja czy raczej tęsknota za kinem. Musiały to być dla niej wielce upokarzające chwile. Trzeba mieć w sobie mnóstwo pokory, żeby odnaleźć się w takiej sytuacji - od gwiazdy pierwszej wielkości do aktorki grającej epizodyczne i mało istotne role. Pomimo okropnych doświadczeń wojennych i niedoli powojennej pozostała pogodną i zawsze uśmiechniętą kobietą. Nie mogąc robić tego, co kocha, postanowiła zająć się domem, pielęgnacją ogródka i zaopiekować się wnukiem. Zmarła 1 lipca 1994 roku w Warszawie.
Helena Grossówna była wspaniałą aktorką i cudownym człowiekiem. Miała ogromny talent i urok, wielką życzliwość dla ludzi. Nie miało dla niej znaczenia, czy występuje na planie filmowym, teatrze czy w rewii. Budzi tęsknotę za czasami, które już nigdy nie powrócą. Za dniami, w których liczyły się honor i dobre maniery, kiedy ludzie przykładali wagę do sposobu wysławiania się, mieli w sobie więcej delikatności i romantyzmu. Nikt nie pamięta dziś o wielkiej aktorce, pozostały wielkie filmy…
W 1935 roku przyjechała do Warszawy, gdzie zaczęła się jej kariera filmowa. Zadebiutowała w „Kochaj tylko mnie”, gdzie zagrała drugoplanową, ale istotną dla fabuły rolę. W „Dodek na froncie” wcieliła się w postać niedostępnej pokojówki Zuzi, która broniła się przed zalotami Adolfa Dymszy. Przełomem był występ w chyba największym hicie dwudziestolecia międzywojennego, a mianowicie w „Piętro wyżej”. To z tego filmu pochodzą takie ówczesne przeboje jak „Umówiłem się z nią na dziewiątą” czy „Seksapil”. Kto wie, czy nie równie wspaniałym dziełem jest „Robert i Bertrand”, niestety do dziś zachowało się tylko 37 minut filmu. Ale nawet na podstawie tego pociętego materiału nie sposób się nie zachwycić się obrazem i jednym z najpiękniejszych zakończeń w historii naszego kina. Zaopiekowali się nią Szczepko i Tońko, dwóch lwowskich batiarów, w czołowej komedii tamtego okresu „Włóczęgi”. Jest wielką sztuką, że udało jej się nie drażnić rolą Violetty w „Pawle i Gawle”, gdzie na planie 34-letnia aktorka zmuszona była udawać cudowne dziecko. Ale takie to były czasy, że do realizmu nie zawsze przykładano wielką wagę. Za honorarium za występ w „Zapomnianej melodii” kupiła dom w Międzylesiu, gdzie mieszkała do końca życia. Występowała w teatrach muzycznych i znanych kabaretach Qui Pro Quo oraz Cyruliku Warszawskim.

Imponowała talentem, urodą i wdziękiem. Była bardzo fotogeniczna, instynktownie wyczuwała kamerę i zachowywała się przed nią swobodnie. W przeciwieństwie do wielu aktorów swoich czasów, którzy grali zbyt teatralnie, ona była piekielnie naturalna, a jej obecność na ekranie wnosiła powiew świeżości. Grała z największymi aktorami tamtej epoki: Adolfem Dymszą, Aleksandrem Żabczyńskim, Eugeniuszem Bodo czy Józefem Orwidem. Ale nie była dla nich tylko piękną ozdobą i tłem, ale równorzędną partnerką, która sprawdzała się nie tylko jeśli chodzi o warsztat aktorski, ale także w scenach śpiewu i tańca.
Helena Grossówna to nie wyłącznie „Królowa przedmieścia” (film z nią w roli głównej z 1938 roku). Podbiła stolicę nie tylko dzięki zawodowym umiejętnościom, ale także elegancją. Zachwyt jej stylem można znaleźć w ówczesnej prasie w relacjach z balów mody. Wszystkie gazety pisały o niej w tonie zachwytu, mówiono wtedy, że ma najpiękniejszy uśmiech Warszawy. Do 1939 roku zagrała w 17 filmach, najczęściej wielkich przebojach kasowych.
Kto wie, jak potoczyła by się jej kariera, gdyby nie wybuch wojny. Dzięki wstawiennictwu Poli Negri miała szansę podpisać kontrakt z jedną z wytwórni z Hollywood. Wraz z Dymszą i Bodo wygrała plebiscyt na najpopularniejszych aktorów wśród amerykańskiej polonii, mieli zaplanowane tournee po Stanach. Kupili już nawet bilety na statek, ich podróż była zaplanowana na styczeń 1940 roku…
Jako szalenie skromna osoba mówiła, że w czasie Powstania Warszawskiego biegała z torbą. W konspiracji aktywnie działała już od jesieni 1939 roku, w rzeczywistości służyła w jednej ze specjalnych komórek informacyjnych AK. W okupowanej stolicy oprócz służby w AK, pracowała jako kelnerka w kawiarni „U Filmowców”. Podczas powstania miała stopień porucznika i pod pseudonimem „Bystra” dowodziła batalionem AK „Sokół”.
Po klęsce powstania została aresztowana i umieszczona w przejściowym obozie jenieckim Gross-Lubars, a następnie wywieziona do stalagu w Oberlagen. Panowały tam fatalne warunki. Błędne informacje o likwidacji obozu sprawiły, że nie docierała tam pomoc Czerwonego Krzyża. Został on wyzwolony przez dywizję generała Maczka, której oficerem był jej przyszły mąż – Tadeusz Cieśliński. Tam się poznali i wrócili razem do Polski.
Wybuch wojny to nie tylko śmierć wielu milionów ludzi, ale także koniec magii polskiego przedwojennego kina. Wielu znakomitych aktorów zginęło w obozach. Ci, którym udało się przeżyć, po wojnie byli obsadzani w epizodycznych rolach. Aktorka z AK-owską przeszłością i oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie byli w naszym kraju skazani na życie na marginesie. Na pierwszą rolę po wojnie musiała czekać aż do 1960 roku, kiedy wystąpiła u Janusza Nasfetera w „Kolorowych pończochach”. U niego zagrała także w filmie „Mój stary”, ale przebiega na ekranie tak szybko, że trzeba uwierzyć reżyserowi na słowo, że to akurat ona, a nie ktoś inny. W ekranizacji powieści Kornela Makuszyńskiego „O dwóch takich, co ukradli księżyc” była mamą Jacka i Placka, czyli późniejszego prezydenta i premiera Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Miała także niewielkie role w „Zbrodniarzu i pannie” i „Niekochanej”. Pewnym antidotum na nieobecność na dużym ekranie mogła być praca w stołecznym teatrze Syrena, ale i tam nie dostawała poważnych propozycji. I tak miała lepiej niż mąż, który pierwszą pracę dostał dopiero 18 lat po wojnie… W 1964 roku zdecydowała się definitywnie zakończyć karierę.Można się tylko zastanawiać, dlaczego aktorka zgodziła się wystąpić w tych filmach: desperacja czy raczej tęsknota za kinem. Musiały to być dla niej wielce upokarzające chwile. Trzeba mieć w sobie mnóstwo pokory, żeby odnaleźć się w takiej sytuacji - od gwiazdy pierwszej wielkości do aktorki grającej epizodyczne i mało istotne role. Pomimo okropnych doświadczeń wojennych i niedoli powojennej pozostała pogodną i zawsze uśmiechniętą kobietą. Nie mogąc robić tego, co kocha, postanowiła zająć się domem, pielęgnacją ogródka i zaopiekować się wnukiem. Zmarła 1 lipca 1994 roku w Warszawie.
Helena Grossówna była wspaniałą aktorką i cudownym człowiekiem. Miała ogromny talent i urok, wielką życzliwość dla ludzi. Nie miało dla niej znaczenia, czy występuje na planie filmowym, teatrze czy w rewii. Budzi tęsknotę za czasami, które już nigdy nie powrócą. Za dniami, w których liczyły się honor i dobre maniery, kiedy ludzie przykładali wagę do sposobu wysławiania się, mieli w sobie więcej delikatności i romantyzmu. Nikt nie pamięta dziś o wielkiej aktorce, pozostały wielkie filmy…
Podobne materiały
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najnowsze zdjęcia
Najczęściej czytane

Kto chce żyć wiecznie, kiedy miłość musi umrzeć? Pasjonaci kręcenia remake’ów rodem z Hollywood nie oszczędzą nawet szkockiego górala. >>

Jeśli można pokusić się o tymczasowe stworzenie pojęcia „filmu dziwnego”, to czwartkowa propozycja festiwalowa idealnie odwzorowuje ową kategorię. >>

Piątkowa propozycja festiwalowa obejmowała aż 17 zaskakujących pozycji. Czy ilość szła w parze z jakością? Miłośnicy kina klasy B z całą pewnością odpowiedzą twierdząco. >>

Przedostatni już dzień 15. Festiwalu Filmów Kultowych dobiegł końca. Sobotnia propozycja to przede wszystkim gratka dla miłośników klasycznego horroru amerykańskiego. >>

Wiele filmów przedstawia historię utraconych nadziei i marzeń, jednak nie każdy z nich zostaje w pamięci na długie lata jak „Requiem dla snu”. Historia przegranej walki z głównym bohaterem filmu – nałogiem, przeraża, ale i wzbudza ciekawość. >>

Czy można odkupić swoje winy, po tym jak przyczyniło się do czyjejś śmierci? Czy poświęcenie wszystkiego, aby uratować inne życia sprawi, że winy zostaną odkupione? >>

21.05.2012r. Prezentujemy Wam najciekawsze pozycje, które możemy obejrzeć dzisiaj w telewizji! Filmowe hity, ciekawe programy, magazyny i seriale. Nie możecie ich przegapić. Zobaczcie więc, co dzisiaj serwują Wam najpopularniejsze stacje! >>
Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy

Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »
więcej »
Zaproś do stacji znajomych
Newsletter




























