Każdy jego film jest odrębnym rozdziałem, który tworzy portret Goslinga jako aktora wszechstronnego. I ten portret będzie zapewne jeszcze konstruowany przez długi okres czasu jego własnej kariery, aktor ten zaskoczy nas jeszcze nie jeden raz.
Jego kariera nabrała tempa stosunkowo szybko. Zaczął małą rolą w 1996r., w filmie „Frankenstein i ja”, lecz jego prawdziwa przygoda rozpoczęła się w 2000r., kiedy wystąpił w produkcji „Tytani”- w obrazie o tematyce sportowej. Był to dobry wstęp, który stanowił preludium do występu w „Fanatyku” rok później. Gosling z chłopca o miłej twarzy zamienił się w brutalnego antysemitę pochodzenia… żydowskiego. „Fanatyk” poraził wszystkich swoim okrucieństwem i formą przekazu. Ryan jako 22-letni młodzieniec stał się bożyszczem i został uznany jako wielki talent. Z odwagą i brawurą wcielił się on w postać życiowego buntownika o twardych poglądach, dokonującego czynów okrutnych i zwyrodniałych, porażających swoją prawdziwością. „Fanatyk” to film, który podzielił kinomanów na całym świecie- to obraz, który zawsze będzie wzbudzał niejednoznaczne dyskusje w świecie filmowym. Mimo wszystko oprócz brawurowej fabuły poruszającej tak ważne kwestie jak bezsens okrucieństwa, obraz ten najbardziej kojarzy się właśnie z niesamowitą rolą, z pozoru niedoświadczonego wówczas, Ryana Goslinga. Był to niemal milowy krok na drodze jego kariery, rola ta otworzyła mu wszelkie furtki do sławy i przypieczętowała jego niebagatelny talent.
Po „Fanatyku” nadeszła pora na „Śmiertelną wyliczankę” i współpracę z Sandrą Bullock. Mimo, że Gosling nie za bardzo rozwinął w tym obrazie skrzydła, bo po prostu przypadła mu taka, a nie inna rola, grono jego fanów powiększało się. Doskonale natomiast spisał się już w „Odmiennych stanach moralności”. Duże znaczenie miała w przypadku tej produkcji postać w jaką Ryan się wcielał. A zagrał chłopaka całkowicie zagubionego, inteligentnego, który błąka się i gubi w swojej rzeczywistości, można powiedzieć wręcz, że „poszukuje moralności”, szuka uczuć, punktu odniesienia. Film wychodzi od morderstwa, szuka jego przyczyn, na które składa się wiele czynników, przechodzi od ogółu do szczegółu. Łatwo w nim odnaleźć rozważania psychologiczne, natury moralnej, nietrudno również zauważyć, że jego twórcy starają się nam powiedzieć, że wszystko jest względne, niejednoznaczne, smutne i sentymentalne. W takim świecie funkcjonuje właśnie Leland grany przez Goslinga- postać znakomicie skonstruowana, oddająca klimat filmu i całą jego treściową zawartość, ale jeszcze lepiej zagrana. Po „Odmiennych stanach moralności”, rok później, przyszła pora na kolejną wyrazistą postać w słynnym melodramacie pt. „Pamiętnik”. Warto w tym momencie zaznaczyć, że rola ta była zupełnie inna od poprzednich- pełna miłości, nienawiści i żywiołowości. Melodramat ten przez wielu uznawany jest za sztampowy, jeden z najlepszych w historii, który w doskonały i obrazowy sposób przedstawił bez ogródek historię dwóch, zakochanych w sobie osób- bez żadnych ograniczeń, z całą paletą uczuć i emocji. Trudno było się w ten film nie wciągnąć, biorąc pod uwagę m.in. magnetyzujących bohaterów. Ważny w tym obrazie był również fakt, że dzięki świetnej reżyserii i koncepcji na fabułę, nad naszymi postaciami cały czas wisiała chmura niepewności. Akcja filmu (jak i cały scenariusz) bowiem nie była przewidywalna (co często niestety dominuje w melodramatach), lecz żywiołowa, zmienna i niejednoznaczna. Dodajmy do tego charyzmatycznych bohaterów, którzy nie bali się skrywać swoich uczuć, a powinno wyjść arcydzieło. Rzeczywiście wyszło, nawet jeśli historia „Pamiętnika” jest była nadto prosta. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bo ta opowieść była bowiem pretekstem do, jak już wspomniałem, pokazania całej palety, nierzadko skrajnych sobie uczuć.
Film „Zostań” z jego udziałem to już zupełnie inne klimaty niż w „Pamiętniku”. Gosling powraca w nim do roli mężczyzny zagubionego, ale przede wszystkim ciekawego i intrygującego. „Zostań” zagłębia się w najciemniejsze zakamarki umysłu, tworzy skomplikowaną sieć wydarzeń, które trudno zinterpretować- jawa i sen bowiem mieszają się ze sobą, dlatego jest to takie fascynujące. Duże znaczenie ma w tym filmie również zakończenie- jeszcze trudniejsze do interpretacji niż większa część produkcji. Twórcy obrazu zaserwowali nam niejednoznaczność, zakończeniem sprowokowali szereg dyskusji wśród fanów, a sam Gosling już po raz kolejny znalazł się w centrum zainteresowania, jako aktor, który najlepiej z całej obsady oddał charakter swojej postaci (choć nie oznacza to, że inni zagrali przeciętnie). W 2006r. Ryan wystąpił w jednym z najbardziej wartościowych filmów w swojej karierze, ale niestety najmniej zauważonym, wręcz pominiętym- a był to „Szkolny Chwyt”. Obraz skromny, ale przekazujący wiele, doskonale opisujący relacje między bohaterami oraz całą ich złożoność. Biorąc pod uwagę społeczny charakter filmu, „Szkolny Chwyt” zbytnio nie zagłębiał się w moralizatorstwo ani efekciarstwo. Ten drugi element jest o tyle ważniejsze, że bohater grany przez Goslinga był narkomanem i nauczycielem jednocześnie. Ten paradoks aktor odzwierciedlił nad wyraz naturalnie, bez zbędnych akcentów, za co słusznie otrzymał nominację do Oscara. „Half Nelson” to obraz trudny do zweryfikowania, reżyser pozostawił bowiem samą jego ocenę widzowi, nie potępiając żadnego z bohaterów , lecz skupiając się na relacjach jakie pomiędzy nimi panowały. Poza tym bardzo ważna w tym filmie była sama postać głównego bohatera „jako takiego”, mającego dość wyraziste problemy. Sztuką było więc oddać problem narkotyków, tak często napotykany w filmach. Udało się to dzięki Goslingowi, który ze „Szkolnego Chwytu” uczynił obraz bardzo naturalny, wychodzący naprzeciw takim produkcjom jak „Requiem dla snu”.








więcej »




























