A jeśli dodam do tego, że większość mieszkańców obdarzonych jest jakąś niezwykłą mocą? Siły te sklasyfikowane są w 5 poziomach, gdzie 0 to brak jakiejkolwiek mocy, a 5 to moc o nad przeciętnej sile? Otóż, otrzymujemy jedno z najlepszych anime przełomu 2009 i 2010 roku.
"Railgun" to tzw. side story (historia poboczna) do serii nowelek "To aru Maijutsu no Index" (Ang: "A Certain Magical Index", Pl: "Historia pewnego magicznego Indeksu"). Autorem jest Kazuma Kamachi, ilustracje wykonuje Kiyotaka Haimura. "Index" został zaadaptowany w mangę oraz 24 odcinkowe anime. Opowiada historię Index, która zna wszystkie księgi zabronione przez kościół. Pewnego pięknego dnia spada na balkon Kamijou Toumy, wyjątkowo pechowego studenta, żyjącego w Academy City. Ścigana przez egzorcystę - maga i mistrzynię miecza, ukrywa się w mieszkaniu Toumy, ale niedługo zostaje znaleziona... a to dopiero początek. Podobnie jak "Index", "Railgun" także został wydany jako manga oraz anime, liczące jak w poprzednim przypadku 24 odcinki.
Protagonistką jest Misaka Mikoto - jedna z 7 żyjących w Academy City ludzi, będących na 5 poziomie. Akcja tego anime kręci się właśnie wokół Biribiri (przydomek nadany Misace przez jednego z bohaterów, BiriBiri z jap: prądowe *bzzzzzzzz*, moc Misaki koncentruje się wokół kontroli nad prądem i polem magnetycznym) i grupki jej przyjaciół. Pozostałymi bohaterkami są: Kuroko Shirai, teleporterka, z którą Misaka mieszka w Dormitorium elitarnej szkoły dla dziewcząt, Tokiwadai; Uiharu Kazari, która pracuje razem z Kuroko w organizacji Judgment, pilnującego porządku w mieście; oraz Saten Ruiko - jako jedna z niewielu nie posiada mocy, za to ma szczególne upodobanie do bielizny Uiharu. Od czasu do czasu przewijają się również głowni bohaterowie „Indexu”, tytułowa Index i Kamijou Touma, posiadający zdolność nulyfikowania działania innych mocy. Touma jest, w opinii Misaki, jej największym wrogiem - tak naprawdę bohaterka nigdy by się nie przyznała, że
Toumę lubi. Kłótnie tej dwójki wprowadzają dodatkowa nutkę humoru do całej serii.
Oto w Academy City pojawia się tajemnicza rzecz zwana levelUpper, za pomocą której można podnieść swój power level, Ruiko dostaje ją w swoje ręce. Niedługo potem okazuje się, że wszyscy, którzy użyli Level Uppera zapadają w śpiączkę... tak zaczyna się ta dość nietuzinkowa historia. Nie chcąc popsuć Wam zabawy - nic więcej na temat fabuły nie powiem.
Wspomnę coś na temat muzyki. Gdy pierwszy raz obejrzałem opening, natychmiast zapragnąłem mieć jego utwór przewodni u siebie. Opening numer jeden to "Only my Railgun" w wykonaniu zespołu Fripside, natomiast opening numer dwa to "Level5- Judgelight" również Fripside′u. Skłamię jednak, jeśli powiem, że te dwa kawałki zarówno w openingach, jak i jako same piosenki to absolutne majstersztyki, pasujące klimatem do całego anime. Nawet teraz, po zakończeniu nadawania Railguna, potrafię usiąść i słuchać w kółko tych dwóch utworów przez cały dzień. Nie tylko opening i ending się liczy oczywiście, ale również sama ścieżka dźwiękowa, która rozwija się wraz z akcją. Od nastrojowego pianina na początku, gdy poznajemy poszczególnych bohaterów. Kiedy jednak wszyscy poznają się lepiej, dochodzi coraz więcej brzmień instrumentów.
Efekty dźwiękowe to także część, która błyszczy w tym anime. Elektryczność Misaki czy teleportacja Kuroko, powiedziałbym, że dopracowane są aż do przesady. Ale rzecz dotyczy nie tylko mocy. Uderzenia, upadki i tym podobne historie bowiem mają nie tylko obraz, ale też „aurę”, nie ważne czy w tej chwili uderzają w beton, czy czyjąś twarz. Efekty są tak bardzo dopracowane, że można uzależnić się od samego ich słuchania.
Teraz chciałbym nadmienić krótko o wyglądzie samego anime. Art jest bardzo świeży i ładny- jednym słowem: jest na czym oko zawiesić, od specjalnych giga-porcji deserów, które zamawia Uiharu do dopieszczonych w najmniejszym szczególe scen walki. Niektóre ze zbliżeń ekspresji bohaterów są naprawdę warte tego, żeby zatrzymać odtwarzanie i przyjrzeć się im dokładniej. Niestety, ujęcia z dystansu mogą tracić na jakości, lecz jest do wybaczenia w ostatecznym rozrachunku, bo nie zdarza się to często.
"To Aru Kagaku No Railgun" jest jednym z tych anime, które zapadaj w pamięć, dzięki bohaterom, interesującemu scenariuszowi - nawet, kiedy mamy odcinek, który tak naprawdę nic nowego nie wnosi do fabuły, to mamy wrażenie, że pasuje on doskonale do większości, czego nie widzi się często. Jak jej bohaterowie - historia „oddycha”. Czasami biegnie... a są i momenty, kiedy wręcz ciągnie się noga za nogą. Czasami nawet jedzie losowym objazdem, aby odkryć coś zupełnie nowego. I to jest właśnie niesamowite. Mimo, że nauka gra w fabule dość znaczącą rolę, to jednak samo anime ma w sobie coś magicznego. Nie oderwiesz się od niego do ostatniej minuty czy odcinka. Polecam wszystkim to Anime. Jeśli lubicie wartką akcję, wybuchy oraz szkolne mundurki, "To aru kagaku no Railgun" jest właśnie dla Was.
































