Amerykańskie telewizje w swoich bezkompromisowych i wciąż przekraczających pewne granice serialach czyniły bohaterami m.in. rodzinę gangstera, właścicieli domu pogrzebowego, seryjnego mordercę, czy panią domu trudniącą się handlem marihuaną. Kobieta z zaburzeniami psychicznymi wydaje się wręcz szlachetnym posunięciem, zwłaszcza, że za projektem stoi scenarzystka Diablo Cody, z której nagrodzona dwa lata temu Oscarem praca przy „Juno” czyni jedną z ciekawszych opisywaczek amerykańskiej obyczajowości.
Tara (świetna Toni Collette, nagrodzona Złotym Globem), zwyczajna kobieta mieszkająca wraz z mężem i dwójką dzieci na przedmieściu, co jakiś czas mimowolnie użycza swojego ciała dla trójki innych osób. Pierwszą z nich jest szesnastolatka T., wulgarna i wyzywająca, która ucieka z domu, by nawiązywać intymne relacje z przygodnie spotkanymi chłopcami. Kolejna to Alice, idealna pani domu rodem z lat 60., której precyzja i ciasteczka nie mają sobie równych. Ostatni to Buck, bezkompromisowy redneck, czyli przedstawiciel środkowoamerykańskich klas niższych, który nieustannie bluźni i nie odstawia puszki z piwem, nawet gdy wsiada na swój motocykl. Skrajne osobowości, które wyróżnia nie tylko charakter, ale także odpowiedni strój, nie pozostawiają po swojej obecności żadnego śladu w pamięci Tary, powodując spustoszenie nie tylko w jej garderobie, ale i życiu.
Rodzina Tary zmagająca się z tym problemem, przyzwyczaiła się już do tego, że nie zawsze może zastać w domu mamę, mimo że jej ciało nadal tam jest. Kolejne wcielenia Tary nie mają dobrych relacji z członkami rodziny, komplikując im już i tak niełatwe życie. Max, mąż Tary (John Corbett, pamiętny Chris z „Przystanku Alaska”), nie zawsze może liczyć na żonę w wychowaniu dzieci, nie mówiąc już o spełnianiu małżeńskich obowiązków. Siostra Tary, Charmaine (Rosemarie DeWitt), rozbita wewnętrznie, nie radząc sobie z własnymi problemami, z trudem stara się wspierać siostrę. Z kolei córka Kate (Brie Larson), gniewna i pewna siebie nastolatka, ma poważne problemy z chłopakami, w których ingerencje matki i jej wcieleń nie zawsze pomagają. Natomiast piętnastoletni syn Marshall (Keir Gilchrist), odkrywający w sobie
homoseksualne skłonności, wydaje się najbardziej dojrzałym członkiem tej rodziny, pełnym wyrozumiałości dla przypadłości matki i problemów rodziny.
Sam pomysł z chorobą zwielokrotnionej osobowości został (jak dotąd) najlepiej wykorzystany w filmie „Trzy oblicza Ewy” (1957) z nagrodzoną Oscarem kreacją Joanne Woodward, filmie zapewne darzonego sentymentem przez Stevena Spielberga (producenta serialu), wychowanego na amerykańskim kinie lat 50. Trzeba było czekać ponad pół wieku, by w serialu „Wszystkie wcielenia Tary” można było na nowo zapoznać się tym niezwykłym problemem.
Jednak serial, w którym widać wyraźny wpływ liberalnych poglądów scenarzystki Diablo Cody, nie zajmuje się gównie studium choroby, ale opisuje przede wszystkim współczesną Amerykę. Tu nikt nie robi najmniejszego problemu z homoseksualności piętnastoletniego chłopca, czy seksualnych frustracji dorastającej córki. Kolejne osobowości Tary prezentuje kilka aspektów amerykańskiego społeczeństwa, które przez ostatnie dziesięciolecia ewoluowały. Perfekcyjność Alice w wykonywaniu domowych prac jest już prehistorią, wstecznictwo Bucka zwykłym stereotypem, natomiast wulgarność T. meandrem rewolucji seksualnej. W amerykańskich serialach nie ma już tematów tabu. Ameryka już dojrzała do mówienia o pewnych problemach, podczas gdy u nas jeszcze na to za wcześnie, jeżeli TVN zostaje zmuszony do pokazywania tego serialu dopiero po godzinie 23.00.








więcej »



























