Ameryka, wybory prezydenckie, rok 1960. Moment przełomowy w życiu kongresmana Johna F. Kennedy’ego (w tej roli Greg Kinnear), gdyż startuje on w wyścigu o fotel prezydencki. Nie był to do końca jego własny wybór, lecz raczej spełnienie zachcianki oraz ambicji jego despotycznego i egoistycznego ojca, Joe’go (Tom Wilkinson). Zdesperowany senior rodu robi wszystko, aby syn mógł zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych, posuwa się do nieczystych zagrań. Gotowy jest nawet sprzedać swoją duszę diabłu, byle tylko odnieść upragniony sukces. Joe mobilizuje i angażuje w kampanię syna całą swoją rodzinę, a w szczególności Bobby’ego (Barry Pepper), który potem zostaje Prokuratorem Generalnym. Po wygranych wyborach, John nie ma łatwego zadania. Sytuacja polityczna świata zmusza go do podjęcia pewnych decyzji, których potem żałuje, jak np. operacja w Zatoce Świń. Jednak to wydarzenie jest niczym w porównaniu z tym, co niebawem nadejdzie. Okazuje się, że Kuba oraz Związek Radziecki szykują głowice nuklearne i planują rozpętać III wojnę światową. Dzięki dyplomatycznemu podejściu i realizmowi amerykańskiego prezydenta dochodzi do pokojowego zakończenia konfliktu. Poza sprawami politycznymi, prezydent zmaga się z problemami osobistymi. Wieczne romanse i skoki w bok, między innymi z Marilyn Monroe sprawiły, że jego żona Jackie (Katie Holmes) nie wytrzymała serii kolejnych upokorzeń i zdecydowała się od niego odejść. Ze względu na zbliżające się wybory, postanowiła dać mu kolejną szansę. Niestety nie mogła się o tym przekonać, gdyż podczas wizyty w Dallas w 1963 roku doszło do zamachu na życie jej ukochanego męża.
Serial jest naprawdę dobry. Podobno w Stanach zjednoczonych nie chciano zezwolić na jego emisję, gdyż obawiano się, że nie będzie odzwierciedlać rzeczywistości. Jednak producenci serialu cały czas stanowczo ogłosili, że jest on oparty jest na faktach. Fabuła skupia się przede wszystkim na osobie Johna Kennedy’ego i jego osobistych rozterkach.
Podczas oglądania, bardziej skoncentrowałam się na postaci Pierwszej Damy, kreowanej przez Katie Holmes. Jackie to prawdziwa kobieta z klasą, zawsze elegancka, skromna i bezgranicznie oddana swojemu mężowi. Mimo tego, że John przez cały czas wdawał się w romanse, to potrafiła wyjść z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy. Producenci świetnie poradzili sobie z obsadą ról, gdyż Katie spełniła wymagania w każdym calu. Idealnie dostosowała się do realiów tamtego okresu. Także Greg Kinneary i Barry Pepper świetnie wcielili się w swoje postacie. Samym wyglądem przypominali granych bohaterów, ba, nawet włosy mięli ułożone tak, jak oryginały.
Poza świetną grą aktorską, należy pochwalić również scenografię i kostiumy, które stanowiły doskonałe odwzorowanie tamtej epoki. Nie ma się co w końcu dziwić, gdyż budżet tego ośmioodcinkowego serialu kosztował producentów ponad 25 milionów dolarów. Na dużego plusa zasługuje również scenariusz, który nie nudzi, a wręcz przeciwnie, ciekawi i intryguje widza. Z każdym kolejnym odcinkiem z niecierpliwieniem czeka się na nowe perypetie rodziny Kennedych.
Jedynie co mnie rozczarowało w całej produkcji, to znikomy wątek z Marilyn Monroe. Ikona XX wieku pojawiła się dosłownie w trzech scenach, w których nie zrobiła większego wrażenia, wypadła mdło, przeszła niezauważalnie i nie zapadła widzowi w pamięć.
„The Kennedys” warto obejrzeć. Naprawdę. Sama długo zbierałam się, zanim sięgnęłam po tę propozycję i wcale nie żałuję. Produkcja przyciąga uwagę i ciekawość widza także tym, że nie chciano jej wyemitować w ojczyźnie Johna F. Kennedy’ego. Szkoda tylko, że serial miał zaledwie 8 odcinków i zakończył się po pierwszym sezonie.








więcej »

































