Zdecydowaną siłą „Fringe” są kreacje aktorskie, czyli główne charaktery występujące w serialu. John Noble w roli dr Waltera Bishopa, który po 17 latach odsiadki w szpitalu psychiatrycznym wychodzi na wolność, aby pomóc FBI i swojemu synowi w rozwiązywaniu spraw wymagających nadzwyczajnych umysłowych umiejętności pod każdym względem. Walter Bishop bowiem jest naukowcem, a przynajmniej nim był, zanim trafił do zakładu w wyniku zbyt niebezpiecznych eksperymentów, które widocznie podziałały niewłaściwie na jego psychikę. Bishop od zawsze miał swoje laboratorium, wie wszystko na temat chemii i fizyki, ma zdolność kreatywnego myślenia, łączenia faktów oraz spajania ich w różne ciekawe, twórcze, a także pomocne teorie. Postać Waltera jest o tyle ciekawsza, że twórcy nie zbagatelizowali jego charakteru. 17 lat, które doktor spędził wśród wariatów (już nieważny jest fakt, czy sam nim był albo nie) jednak do czegoś zobowiązują i powodują, że życie w społeczeństwie jest trochę trudniejsze, niż przed wkroczeniem do zakładu. Poza tym, Bishop podczas swojego pobytu w szpitalu nie miał styczności ze światem zewnętrznym i nie poznał go po prostu - jego nowych aspektów, zwykłych zmian, które dokonywały się przecież stopniowo. To wszystko twórcy świetnie, przy czym bardzo delikatnie zaznaczyli na ekranie - małe wpadki Waltera, jego czasami komiczne postrzeganie świata, zagubienie w nim, bujanie w obłokach oraz zagłębienie we własnej rzeczywistości, do której nikt inny nie ma wstępu. Udało się również wyeksponować z tego nawet lekki komizm sytuacyjny, który wyraźnie rozluźniał atmosferę.
Doktora Waltera znakomicie uzupełnia jego syn Peter (w tej roli znany Joshua Jackson). Na początku mężczyzna odnosi się do ojca z dystansem, nawet nie stara się go zrozumieć, jest dla niego chłodny i surowy. Z czasem jednak zżywa się z Walterem, między synem a ojcem tworzy się więź - mocna, stworzona w trudnych okolicznościach, przy czym trwała. Bishopów uzupełnia jeszcze agentka FBI Olivia Dunham, która bierze na siebie brudną robotę, na czym przecież zna się najlepiej.
Oprócz trójki najważniejszych bohaterów, gdzieś w tyle jest również Astrid, która pomaga Walterowi w laboratorium. Twórcy wyraźnie trzymają ją z dala od kłopotów, a jej rola ma podobno stać się ważniejsza w trzecim sezonie. Mimo, że jest to postać mało znacząca, to i tak przykuwa uwagę widza oraz wzbudza sympatię. Cała ta czwórka ludzi tworzy grupę, która bada zjawiska paranormalne, dziwne oraz niezrozumiałe dla normalnego człowieka, na terenie Bostonu (tam rozgrywa się akcja), ale także wszędzie, gdzie dany przypadek się zdarza. A są to okoliczności wyjątkowo przerażające (czasami rodem z „Z archiwum X”). Wielkie brawa należą się specom od efektów, którzy z „Fringe” zrobili majstersztyk od strony technicznej. Wizualnie serial prezentuje się perfekcyjnie, bez żadnych niedopowiedzeń i sztuczności.
„Fringe” to z jednej strony bostońskie FBI, które kontroluje tytułowy oddział, a z drugiej jednak czwórka głównych bohaterów, którzy zachowują pewną niezależność. Twórcy konsekwentnie budują portrety każdego z nich, mnożą tajemnice z przeszłości oraz tworzą wzajemne relacje. Nie byłoby „Fringe” oczywiście bez dobrego scenariusza, który oprócz bohaterów uwzględnia również przerażające i ciekawe intrygi, czyli niesamowite przypadki na terenie całego świata (głównie jednak USA).
W tym miejscu pojawia się pewien mankament, który będzie główną przeszkodą dla potencjalnych widzów. Każdy odcinek bowiem to kolejny przypadek (zazwyczaj, choć nie zawsze), nie da się tego ukryć nawet, jeśli każdy kolejny tworzy, buduje czy pogłębia portrety każdego z bohaterów. Dlatego „Fringe” jest powtarzalny, czasami monotonny. Zmienia się to nieco w drugim sezonie, kiedy akcja staje się bardziej zagmatwana, a całość nie toczy się tylko od intrygi do intrygi. Zapowiada to więc jeszcze lepszy trzeci sezon, który ukaże się zapewne jesienią. Oczywiście nie w Polsce (jedynie na DVD), tylko w Stanach Zjednoczonych. „Fringe” to może nie arcydzieło, ale warto je obejrzeć. Być może nazwisko J.J. Abramsa, który ma na koncie produkcję „Lost”, Was zachęci.









więcej »


























