14-02-2010
AAA |
Ocena: 1  0 głosów
Komedia romantyczna: gatunek o coraz niższym poziomie?
Nie przepadam za tym gatunkiem. Wszystko przez przesyt takich filmów, jaki możemy zaobserwować w ostatnich latach. Niekiedy wręcz robi się niedobrze na widok jakiejś cotygodniowej, romantycznej premiery.

Idealny Facet

Co gorsza, większość takich produkcji nie ma kompletnie sensu i jest bezwartościowa. Oczywiście, przemysł filmowy hurtowo odpowiada na zachcianki widzów i produkuje obrazy, w których każdy znajdzie coś dla siebie oraz "prawie" wszystkim to odpowiada. Takie są prawa kultury masowej. Znanej zresztą jako bezrefleksyjnej i upowszechniającej odejście od jakichkolwiek wyższych wartości. Ja jednak jestem opozycją. Nie zaliczam się do fanów komedii romantycznych.

Z roku na rok standardy czy myśli przewodnie produkcji określanych mianem miłosnych są coraz gorsze i oklepane. Gatunek ten zmierza w ślepą uliczkę. Głównie przemysł amerykański. Takie produkcje jak "Brzydka prawda", "Nowszy model", "Stary, kocham Cię", "Wyznania zakupoholiczki", "Moja wielka grecka wycieczka", "Dziewczyna mojego kumpla", "Moja dziewczyna wychodzi za mąż" to tylko przykłady wtórności i podatności na puste trendy przez Hollywood. Już nawet tytuły tych filmów są coraz bardziej wymyślne, a ich celem jest chyba odstraszenie widza od pójścia do kina. Przynajmniej na mnie tak to wszystko działa, lecz sądzę, że niektórych jednak to przyciąga.

Przyznaję, są wyjątki. Niektóre filmy określone mianem komedii romantycznych powalają na kolana, lecz to tylko nieliczne przedsięwzięcia, które potwierdzają regułę. "500 dni miłości" zdecydowanie ucieszył, choć za bardzo nie wiązałbym tego filmu z gatunkową komedią romantyczną. Wszystko przez wgląd na świetny scenariusz, nie uwzględniający przesłodzonego happy-endu, znakomite i błyskotliwe aktorstwo, odwrócenie konwencji. Ten obraz niejako zmusza do refleksji, daje nadzieję, jest uniwersalny, prawdziwy oraz nie przedstawia do końca szczęśliwej miłości, ale nie jest też pesymistyczny. "500 dni miłości" jest wiarygodny, nie tylko dlatego, że brak tam szczęśliwego zakończenia, ale również ze względu na optymistyczną oprawę filmu. Kochankiem, który cierpi nie jest kobieta tylko mężczyzna o wyjątkowo romantycznej duszy. Takich filmów jak ten brakuje, dlatego naprawdę warto go obejrzeć.

Powracając do tematu. Ostatnio staram się unikać jak ognia komedii romantycznych, lecz zdarzyło mi się obejrzeć kilka tandet.  Np. "I love you, Beth Cooper". Ależ dziwny to obraz. Nie rozumiem dlaczego do - i tak głupiej - historii miłosnej, twórcy dorzucają jeszcze bardziej niemądre wątki głównych bohaterów, przedstawiając ich jako typowych nieudaczników. Całość drażni. Obejrzałem także "17 again". Nie wiem, czy jest to do końca komedia romantyczna, bo przecież gra w niej zawodowy koszykarz, utalentowany aktor Zac Efron, który w filmie naprawia, już jako dorosły mężczyzna, swoje błędy z przeszłości. Ale i tak wszystko sprowadza się do miłości. Obraz ten jest tak bezduszny, że aż żal na niego patrzeć. Amerykańscy twórcy chyba za bardzo chcieli uprościć przesłanie filmu, aby nie zmusić rodaków do myślenia. Korzystajmy z życia, lecz nie tak bardzo  żeby przez resztę dni naszej egzystencji pokutować! Urocze.

Biorąc również pod uwagę kilkuletnie produkcje, nieco sztuczny wydaje mi się hit "Jak stracić chłopaka w 10 dni". Takie filmy po prostu do mnie nie przemawiają. "Holiday" z 2006 roku również jest wyjątkowo ckliwy, choć to zupełnie inna bajka. Trochę świątecznego klimatu oraz dramatu nieco zmieniają moje spojrzenie na ten obraz. Kolejnym przykładem filmowej głupoty jest "Idealny facet" (2005) z Hilary Duff w roli głównej. Powszechnie wiadomo, że aktorka jest obiektem kpin na całym świecie. W roli głównej Hilary jako słodka dziewczynka, wystąpiła również w "Szansie na sukces" oraz w "Historii Kopciuszka". Nie warto tracić czasu dla takich filmów.

W każdej komedii romantycznej miłość jest wyolbrzymiana, sprowadzana do prostych schematów, wielokrotnie słodzona, przekłamana i zwyczajnie sztuczna. Każdy szuka w takich filmach być może ukojenia, poprawienia humoru lub przynajmniej wyleczenia kompleksów.  Nie potrafię cieszyć się produkcjami, które o rzeczach nierealnych opowiadają z pełnym realizmem. Za każdym razem w komediach romantycznych znajduję miłość, która w normalnym świecie nie jest możliwa. Po prostu nie potrafię relaksować się podczas oglądania tego typu widowisk. A kino niestety staje się powoli tanim źródłem rozrywki.

Nie oznacza to, że w ogóle nie lubię filmów o miłości. Wręcz przeciwnie. Przecież "Moje wielkie greckie wesele",  "Terminal" czy "To właśnie miłość" to obrazy spod szyldu komedii romantycznych. A jednak mają coś w sobie, swój własny klimat, wyróżniają się z tłumu ciekawym scenariuszem, ciepłem, niebanalną historią czy charyzmatycznym aktorstwem.

Natomiast "Moja wielka grecka wycieczka", która powstała kilka lat po "Moim wielkim greckim weselu" nie jest już tym samym, co poprzedniczka. Nie ma w sobie greckiej charyzmy, historii, która jednocześnie wzrusza i bawi. Widać w niej niestety zbyt dużą ingerencję hollywoodzkich łapsk, które z filmu zrobiły papkę dla mas. Niestety.

Jestem romantykiem, lubię filmy  o miłości, życiu i przemijaniu. W powyższym materiale pewnie pominąłem wiele ważnych przykładów, przedstawiłem tylko kilka tych, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Nie lubię komedii romantycznych może dlatego, że nie ma w nich tego, o czym napisałem kilka linijek powyżej. Oczywiście są wyjątki- niestety coraz bardziej nieliczne. A tego już się chyba nie da zmienić. Gatunek poszedł w złą stronę...


wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Kto chce żyć wiecznie, kiedy miłość musi umrzeć? Pasjonaci kręcenia remake’ów rodem z Hollywood nie oszczędzą nawet szkockiego górala. >>

Jeśli można pokusić się o tymczasowe stworzenie pojęcia „filmu dziwnego”, to czwartkowa propozycja festiwalowa idealnie odwzorowuje ową kategorię. >>

Piątkowa propozycja festiwalowa obejmowała aż 17 zaskakujących pozycji. Czy ilość szła w parze z jakością? Miłośnicy kina klasy B z całą pewnością odpowiedzą twierdząco. >>

Przedostatni już dzień 15. Festiwalu Filmów Kultowych dobiegł końca. Sobotnia propozycja to przede wszystkim gratka dla miłośników klasycznego horroru amerykańskiego. >>

Wiele filmów przedstawia historię utraconych nadziei i marzeń, jednak nie każdy z nich zostaje w pamięci na długie lata jak „Requiem dla snu”. Historia przegranej walki z głównym bohaterem filmu – nałogiem, przeraża, ale i wzbudza ciekawość. >>

Hiszpańska nimfomanka z "Dziennika nimfomanki" kontra nowojorski seksoholik ze "Wstydu". >>

"Coś się kończy, coś zaczyna..." >>

Czy można odkupić swoje winy, po tym jak przyczyniło się do czyjejś śmierci? Czy poświęcenie wszystkiego, aby uratować inne życia sprawi, że winy zostaną odkupione?  >>

21.05.2012r. Prezentujemy Wam najciekawsze pozycje, które możemy obejrzeć dzisiaj w telewizji! Filmowe hity, ciekawe programy, magazyny i seriale. Nie możecie ich przegapić. Zobaczcie więc, co dzisiaj serwują Wam najpopularniejsze stacje! >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS