13-12-2011
AAA |
Ocena: 4.17  6 głosów
Na melancholię
Nieczęsto zmieniam zdanie. W zasadzie dziś jest jeden z niewielu przypadków, kiedy mi się to zdarza. Czynię to, otoczona wszechogarniającym szczęściem świątecznych ozdóbek i już prawie obecnego bożonarodzeniowego szaleństwa.

I w zasadzie powinnam teraz potępić wszechświat za brak zrozumienia dla niechętnej komercji duszy patrz - mnie.  Wszechogarniająca radosność przyprawiająca o zawrót głowy. Dobrze, że ostatnio prawie nie wychodzę z murów uczelni. I w zasadzie moja wędrówka po świecie równa się pokonaniu dystansu między Sławetnym Kampusem Głównym, a moim ukochanym przedmieściem, gdzie wrony zawracają, ale jest mój własny osobisty kubek herbaty z cynamonem. Gdybym jeszcze nie musiała przejeżdżać przez umajony niczym na festyn Nowy Świat. Warszawa ma w sobie coś zakłamanego. Zdobimy się niczym młódka na wesele, a tak naprawdę i tak większość z nas wróci na święta do domów. Setki kilometrów od Stolicy. A panna zostanie sama pośrodku parkietu wokół smętnie przemykających cieni maruderów, którym zabrakło w ich marnym korporacyjnym żywocie chwili na kupienie prezentów najbliższym. Ale wkrótce i oni znikają i w chwili kulminacji radości, Warszawa jest całkiem sama, choć błyszczy świetlistością miliona klejnotów.

 

  Wróciwszy do domu, zapalam światło mojego małego podmiejskiego królestwa. Wdychając z lubością zapach bergamotki w powietrzu, sunę ku jej źródłu. Szafa z płynnym nektarem przyciąga mnie narkotycznie. Kipiącym warem zalewam ambrozję i w oparach zimowego wieczoru, ciągnąc za sobą smętnie fioletowe kapcie, zmierzam z powrotem ku królestwu. Nieco rachityczne już kroki kieruję teraz ku niepozornej szafce w rogu pokoju z równie niepozornymi, bynajmniej nie równo poustawianymi pudełkami. W tych pudełkach jest wszystko. Dzieciństwo, pierwsza miłość, dorastanie, kłopoty i smutki. To magiczne miejsce to moja półka z filmami. Na wieczór z mamą, na radochę, na smuta. Oczy moje chciwie negliżują plastykowe prostokąty. I wreszcie następuje ta upragniona chwila, kiedy tęskna tego jednego widoku wpadam na trop ofiary. Z półki pospiesznie zdejmuję jedno z pudełek. Pełne jest w sobie mojego dzieciństwa i wspomnień. I działa niczym prozak. Choć uzależnia znacznie mocniej.

 

  Lekarstwo powoli rozpływa się w moich żyłach wraz z pierwszymi minutami napisów, które z wolna zaczynają pojawiać się na ekranie. Po chwili widzimy sielski obrazek amerykańskiej prowincji i dziewczynę, która opowiada o historii pewnych wakacji, na które pojechała z rodzicami. Chce wstąpić do korpusu pokoju i ratować świat. Jej siostra natomiast zostanie jego ozdobą. Rodzice natomiast są porządnym żydowskim małżeństwem z lat sześćdziesiątych. On- utytułowany lekarz marzy tylko o tym, by jego ukochana córka została kimś ważnym. Drugiej wystarczy to, że jest ładna.

 

Żadne z nich jeszcze nie wie, że te wakacje będą pamiętne dla wszystkich. I kilku pokoleń nastolatek z moim na czele. I nie dajcie sobie wmówić, że ten film da się zremake’ować. Ta kubańska wersja jest do niczego. No i nie ma Patricka. W jego roli obsadzono chłopca, któremu zdecydowanie za dużo brakuje, żeby mógł być mężczyzną. Ale może trzynastolatkom się spodobał. W to nie wnikam.

 

Dla mnie Dirty Dancing jest jednym z pierwszych filmów, który zarejestrowałam w swoim krótkim życiu. I takim zostanie. I niczym lek na całe zło przenosi mnie w inny świat. O piosenkach nie wspominając. Poza Grease i bohaterem mojego wywodu, niewiele jest dzieł, z których każda melodia, nawet lecąca przez chwilę w tle, stała się przebojem wszechczasów.

 

I tak oto niewinna historia dziewczyny z wyższych sfer, niosącej arbuzy na potańcówkę obsługi hotelowej stała się dla mnie wyznacznikiem dorosłości.

 

A teraz leczy ze smuta. Wraz z pogłębianiem się miłosnej fascynacji dziewczyny, której imię poznamy długo po połowie filmu i chłopaka, którego wuj zapisał do związku zawodowego malarzy pokojowych, moje myśli wędrują ku odmętom niebiańskim. A herbata stygnie rozsiewając dalej swój niebiański zapach. Schodząc nieco z piedestału moich górnolotnych dywagacji, znacznie przyziemnej stwierdzam, że są filmy, które się nigdy nie znudzą. Po wypłakaniu wszystkich łez na She’s like the wind dochodzą również do wniosku, że choćby nie wiem jak starali się scenarzyści Zmierzchu, to nie trzeba wampira-amanta i jego wiecznie zadumanej ukochanej, aby stworzyć piękną historię o miłości. I powiem szczerze, że w tej kwestii chyba więcej znaczy mniej.

 

Im mniej słów pada i im mniej jest całej oprawy, tym bardziej widać treść. Są przecież filmy, w których całe uczucie między bohaterami odbywa się niemal niewerbalnie. Ci którzy widzieli Rycerza króla Artura wiedzą, co mam na myśli.

 

Sen, który powoli nuży moje powieki, sprawia, że z trudem dotrzymuję do Time of my life. I rzeczywiście to było kolejne półtorej godziny mojego życia. Po raz milionowy. Bo są filmy, które się nie starzeją. Tylko z biegiem lat po prostu zmieniają się z hołdu oddanego temu, o czym marzymy w odę do wspomnień. 


wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Kto chce żyć wiecznie, kiedy miłość musi umrzeć? Pasjonaci kręcenia remake’ów rodem z Hollywood nie oszczędzą nawet szkockiego górala. >>

Jeśli można pokusić się o tymczasowe stworzenie pojęcia „filmu dziwnego”, to czwartkowa propozycja festiwalowa idealnie odwzorowuje ową kategorię. >>

Piątkowa propozycja festiwalowa obejmowała aż 17 zaskakujących pozycji. Czy ilość szła w parze z jakością? Miłośnicy kina klasy B z całą pewnością odpowiedzą twierdząco. >>

Przedostatni już dzień 15. Festiwalu Filmów Kultowych dobiegł końca. Sobotnia propozycja to przede wszystkim gratka dla miłośników klasycznego horroru amerykańskiego. >>

Wiele filmów przedstawia historię utraconych nadziei i marzeń, jednak nie każdy z nich zostaje w pamięci na długie lata jak „Requiem dla snu”. Historia przegranej walki z głównym bohaterem filmu – nałogiem, przeraża, ale i wzbudza ciekawość. >>

Hiszpańska nimfomanka z "Dziennika nimfomanki" kontra nowojorski seksoholik ze "Wstydu". >>

"Coś się kończy, coś zaczyna..." >>

Czy można odkupić swoje winy, po tym jak przyczyniło się do czyjejś śmierci? Czy poświęcenie wszystkiego, aby uratować inne życia sprawi, że winy zostaną odkupione?  >>

21.05.2012r. Prezentujemy Wam najciekawsze pozycje, które możemy obejrzeć dzisiaj w telewizji! Filmowe hity, ciekawe programy, magazyny i seriale. Nie możecie ich przegapić. Zobaczcie więc, co dzisiaj serwują Wam najpopularniejsze stacje! >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS