Aleksandra Kołosowska: Jest Pan dziennikarzem, ale spróbował Pan także sił w aktorstwie. Które zajęcie jest według Pana ciekawsze i bardziej fascynujące?
Maciej Orłoś: Porównanie jest ciężkie, ponieważ oba mogą być bardzo ciekawe. Są to zupełnie inne zawody, zupełnie inna bajka, zupełnie inne światy. Aktorstwo jest piekielnie trudne. Wydaje mi się, że aktorstwo jest trudniejsze. Strasznie trudno to zmierzyć. Sądzę jednak, że znacznie trudniej być wybitnym aktorem niż dobrym sprawnym dziennikarzem. Może mi się źle wydaje. Jeden i drugi zawód wymaga specjalnych predyspozycji, zdolności. Pierwsza moja myśl była taka, że aktorstwo jest trudniejsze, a druga myśl taka, że trudno to porównać.
A.K.: Może Pan opowiedzieć o swoich początkach w telewizji?
M.O.: Moje początki w telewizji były trudne. To się wykluwało dwutorowo. Z jednej strony Teleexpress, a z drugiej strony Dwójka. W dwójce proponowali mi abym przyszedł do tzw. oprawy, czyli miałem zapowiadać programy. W jedynce natomiast, do Teleexpressu. Poszło to dwutorowo i przez moment nie wiedziałem co wybrać. W Dwójce przekonywano mnie, że przekazywanie informacji, to takie niemęskie zajęcie. W Teleexpresie mówili mi, że zapowiadanie programów w Dwójce, to niemęskie zadanie, a miejsce mężczyzny jest w informacjach. Biłem się z myślami. Nie wiedziałem co wybrać i rzutem na taśmę wybrałem Teleexpress. Chyba lepiej dla mnie, że właśnie tak zdecydowałem.
A.K.: Z Teleexpressem jest Pan związany od 1991 roku. Jak według Pana program zmienił się przez lata i na czym polega jego fenomen?
M.O.: Z jednej strony się zmienia, chociaż z drugiej strony się nie zmienia. Zmienia się, bo czasy się zmieniają. Formuła pozostaje w gruncie rzeczy ta sama. To jest format. Teleexpress jest sformatowany, od samego początku. I przez te wszystkie lata ten format bywał modyfikowany, ale można mówić o pewnych stałych elementach, dzięki którym można mówić o formacie. Przez większość swojej historii Teleexpress miał jednak 15 minut. Poza tym, ten format polega na tym, że jest szybkie tempo, jest dużo informacji z kraju i ze świata. Z kraju jest również wiele ciekawostek, które nie są podawane w innych programach informacyjnych. Wszystko ma inną formę. Jest część muzyczna i jest miejsce na przymrużenie oka, na poczucie humoru. Tym się wyróżnia Teleexpres, na tym polega ten format i jego fenomen. Ludzie lubią dostawać kondensację najważniejszych spraw, informacji, które się tego dnia zdarzyły. Co do tego, czy się zmieniło to można powiedzieć, że pewne rzeczy się zmieniły np. scenografia, czołówka, oprawa muzyczna, czyli czołówka w sensie graficznym i muzycznym. Zmieniały się twarze. Przez 20 lat sporo twarzy się przewinęło. Powiedzmy, że oprócz mnie i Marka Sierockiego to jednak ta rotacja była. Lista byłaby długa, ale ta esencja pozostaje.
A.K.: Jak wygląda przygotowanie programu. Jak Pan się do niego przygotowuje ?
M.O.: Ja się przygotowuje tak, że biorę udział w kolegium redakcyjnym, które odbywa się rano. Później mój czas zaczyna się w okolicach godziny 14, bo wtedy dziennikarze proponują swoje teksty. Program jest ułożony trochę wcześniej. Plan programu zaczyna wypełniać się tekstami prezenterskimi i lektorskimi, dopiero później ja zaczynam nad tym pracować. To jest dla mnie taka baza wyjściowa i to sobie przerabiam na swój język, dodaje różne rzeczy, niektóre sam pisze, niektóre przerabiam bardziej, inne mniej. Wtedy jest bardziej intensywnie. Czasami jest na styk, ale z kolei wcześniej nie bardzo jest na czym pracować, więc trzeba się w trzech, trzech i pół godziny wyrobić z podomykaniem tekstów. Ideał jest taki, żeby każdy materiał, każdy tekst prezentera i lektora, każdy element był perełką. Nie jest to łatwe. Pracujemy szybko, a czasu mamy naprawdę mało.
A.K.: Tak doświadczony dziennikarz jak Pan stresuje się przed programem?
M.O.: Czasami stresuje się z różnych powodów np. mam gorszy dzień. Stresuje się jak dzieje się coś złego na świecie, a ja muszę o tym mówić. Strasznie tego nie lubię. Co prawda, w programie informacyjnym powinienem być z tym oswojony. Jest takie powiedzenie „bad news is, good news”. Oznacza to, że programy informacyjne „żywią się” złymi informacjami. Nie jest newsem, że samolot wystartował i wylądował. Newsem jest, że spadł. Ewentualnie, że lądował „na brzuchu”. Nie lubię przekazywać ludziom, że zdarzyła się jakaś tragedia. A tak poza tym, średnia jest taka, że ten stres jest w odpowiedniej dawce tzn. jest mobilizujący, taki powinien być . Proszę nie wierzyć jeśli ktoś mówi, że w ogóle nie odczuwa żadnego stresu. Może są jakieś wyjątki potwierdzające regułę. Poza tym, to tak szybko się dzieje, jest dużo pracy przedtem. Nie ma czasu myśleć o stresie, tylko po prostu przygotowuje się program.
A.K.: Po tylu latach ta praca w pewnym sensie Pana nie nudzi?
M.O.: To również jest dla mnie fenomen. Nie nudzi mnie. Każdy dzień przynosi coś nowego tzn. pewne sprawy się powtarzają. To jest wyzwanie- żeby: po pierwsze się tym nie znudzić, po drugie, żeby nie pójść w rutynę, omijać rafy polegające na powtarzalności, na powielaniu schematów. Te schematy dotyczą tych samych Świąt każdego roku. Jak o tym opowiadać ludziom? Schematy dotyczą również puent do materiałów. Dzięki takiemu wyzwaniu to też jest ciekawe. Trzeba wymyślić coś, czego jeszcze nie było. To się nie zawsze udaje, ale taki jest cel.
A.K.: A jakie rady mógłby Pan dać młodym studentom dziennikarstwa?
M.O.: Pierwsza rada jest taka, że jeżeli mają być dziennikarzami, to musi ich to naprawdę interesować. „To” tzn. dziennikarstwo. A dziennikarstwo to znaczy przyglądanie się rzeczywistości, reagowanie na nieprawidłowości, stawanie po stronie zwykłych ludzi, walka o prawdę itd. Jeżeli ich to nie interesuje, tylko wybrali kierunek „bo coś trzeba robić”, to nie ma sensu- można od razu zająć się czymś innym i nie tracić czasu. Druga rzecz jest taka, żeby mieć tzw. ciąg na bramkę. Potrzebne jest zainteresowanie, ale również duża aktywność w dążeniu do celu. Żyjemy w takich czasach, w których wszystko dzieje się bardzo szybko. Jest wyścig szczurów, duża konkurencja. Żeby się przebić, trzeba się wykazać aktywnością i zwrócić na siebie uwagę innych. Oczywiście nie chodzi o zwrócenie uwagi czymś głupim bo nie w tym rzecz. Trzeba zwrócić na siebie uwagę, swoją działalnością, pomysłami, żeby ktoś nagle się zatrzymał, spojrzał i powiedział, że to ciekawe. To pierwszy krok. Jest szansa, że ktoś taki utrzyma się na powierzchni i dostanie ciekawą prace.
A.K.: Jak doszło do tego, że dziennikarz i aktor został pisarzem? Odziedziczył Pan talent po ojcu?
M.O.: To znaczy, ja nie jestem pisarzem, jestem autorem. Według mnie pisarz, to ktoś kto poświęca cały swój czas pisaniu. Mam to na co dzień, ponieważ widzę mojego ojca, który jest pisarzem. Ja jestem autorem, piszę z doskoku. Teraz również pracuję nad następnymi książkami, ale myślę, że pisarzem nigdy nie zostanę. Za bardzo poszedłem w inną stronę. Poczułem w pewnym momencie potrzebę, żeby napisać opowiadania dla dzieci. Pomyślałem, że mam kilka dobrych pomysłów, i że warto spróbować. To daje dużą satysfakcję. Coś powstaje w głowie, pracuje się nad tym, a później ma się konkretną rzecz, czyli własną książkę w ręku.
A.K.: Jakie książki Pan najchętniej czyta?
M.O.: Czytam naprawdę różne książki. Ostatnio czytałem książkę Mówi Warszawa, którą naprawdę polecam. To nowa książka wydana m.in. przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Składa się z 21 opowiadań różnych znanych, lub mniej znanych pisarzy. Twórca tego pomysłu Marek Kochan, który jest również pisarzem i dramaturgiem nazywa tę książkę powieścią wielogłosową o Warszawie. Zadaniem autorów było napisanie opowiadania, które dotyczy Warszawy. On to później uporządkował w trzy działy: miłości, rozstania i powroty oraz Rewolucje. Wyłania się z tego wielowątkowy obraz Warszawy, który według autora tego pomysłu, jest powieścią wielogłosową. Jest bardzo ciekawa oprawa graficzna. Powstać ma również film. Wcześniej czytałem książkę Lewa wolna. Jest to duża powieść brata mojej babci- Józefa Mackiewicza. Wcześniej postanowiłem sobie odtworzyć Zamek Kafki, ale powiem szczerze, do końca nie dotrwałem, bo mnie jakieś inne rzeczy zajęły. Czytam naprawdę różnorakie książki. Wiem jednak, że za mało czytam. Nie starcza na to czasu.
A.K.: Rozważyłby Pan występ w filmie lub serialu?
M.O.: Ja mogę sobie rozważać występ, ale jak nie będę miał propozycji, to nic nie zrobię. Nie wiem czy chciałbym występować w serialu. Od kiedy pojawiły się seriale i telenowele, to dla aktorów zmieniła się rzeczywistość. Zwłaszcza dla młodych aktorów, ponieważ oni mają takie dylematy, których ja kiedyś nie miałem. Np. duża rola, praca jak w fabryce, w serialu, lub telenoweli, co daje rozpoznawalność i stały dopływ pieniędzy. Jednak od strony zawodowej to nic wielkiego. Jak wiadomo granie w telenoweli, to tak naprawdę żadne granie. Wymaga oczywiście warsztatu aktorskiego, ale mało kto się w tym spełnia. Ostatnio, jeżeli gdzieś występuje, to jako ja. Gram samego siebie. Niedawno wystąpiłem -w roli samego siebie- serialu Wiadomości z drugiej ręki.








więcej »




























