Stephen Hawking, znany światu nauki wybitny matematyk, profesor University of Cambridge, w swojej książce "Jeszcze krótsza historia czasu" (która jest przystępniejszą wersją okrzykniętej światowym bestsellerem "Krótkiej historii czasu") przedstawia czytelnikowi niezaznajomionemu z językiem fizyki aktualny stan wiedzy, najnowsze odkrycia i naukowe teorie. Uwagę skupia na przeróżnych koncepcjach dotyczących czasoprzestrzeni i naszego rozumienia, pojmowania świata fizycznego. Niezaprzeczalnie najciekawszymi wątkami książki są te, które bezpośrednio dotykają czasu i starają się odpowiedzieć na pytania, które człowiek zadaje sobie niemal od narodzin świadomości: jak biegnie czas, czy można go zagiąć lub w nim podróżować? Fizyka nie zamyka się przed tymi, na pierwszy rzut oka błahymi i naiwnymi pytaniami. W gruncie rzeczy naukowcy bardzo często przypominają dzieci: jak one snują domysły i marzenia, w fantastycznych wizjach szukając inspiracji dla kolejnych odkryć. W końcu to wyobraźnia napędza rozwój wiedzy... Stephen Hawking nie jest tu wyjątkiem. W rozdziale "Tunele czasoprzestrzenne i podróże w czasie" badacz bierze pod lupę znane światu nauki teorie i zastanawia się, jak połączyć je z wizjami autorów powieści science fiction. Jak zauważa, z teorii względności wyraźnie wynika, że każdy potrafiący przemieszczać się szybciej od prędkości światła jest w stanie przemieścić się w czasie wstecz. Teoria względności mówi bowiem, że nie istnieje jedna miara czasu wspólna wszystkim. W niektórych sytuacjach zakłada również niezgodność obserwatorów co do kolejności zdarzeń. Ot, wszystko jest... względne właśnie. Ponieważ jednak świat fizyki uważa za niemożliwe przekroczenie prędkości światła (wykonano wiele badań i doświadczeń, których efektem było zbliżenie się do wspomnianej prędkości na maksymalnie 99,99%) sposobność tę wykluczono. Co innego, jeśli zaczniemy rozmowę o tunelach czasoprzestrzennych. Idea tzw. mostów narodziła się w 1935 roku wraz publikacją artykułu autorstwa Einsteina i Nathana Rosena. Tunele te były jednak zbyt krótkotrwałe i małe, by pomieścić np. statek kosmiczny (określenie spaceship, które dosłownie oznacza "statek przestrzenny", a więc i maszynę czasu). W tym miejscu konieczne jest wejście na poziom teorii kwantowej, która zaczyna snuć opowieść o ujemnej gęstości energii umożliwiającej między innymi utworzenie odpowiedniej wielkości tuneli. Wydaje się, że najprościej tłumaczy zjawisko Feynman: zgodnie z jego teorią sum w skali pojedynczych cząstek podróżowanie w czasie nie jest niczym nadzwyczajnym. Każdej bowiem cząsteczce poruszającej się w przód przypisana jest antycząsteczka poruszająca się wstecz. Jeśli więc założymy, że podróże w czasie są możliwe, dlaczego nikt z przyszłości nie zawitał do naszego świata i nie poinformował nas, że tak jest? Czy można zmienić przeszłość lub na nią wpłynąć? Jeśli tak, dlaczego do tej pory nie zauważyliśmy żadnych zmian? Paradoks prapradziadka (nazywany zresztą różnie i w różnych konfiguracjach występujący) mówi nam o możliwych sprzecznościach wynikających ze zmiany przeszłości: gdybyśmy bowiem cofnęli się w czasie i zabili swego prapradziadka zanim ten powiłby swoje dzieci... jak powstalibyśmy my, którzy przecież musielibyśmy powstać, żeby móc go kiedyś zabić, cofając się w czasie?
W tym miejscu dochodzimy do sedna, mianowicie do dwóch możliwych rozwiązań wspomnianego paradoksu, które pozwolę sobie w tekście zilustrować przykładami.
Pierwsze rozwiązanie zostało nazwane przez Stephena Hawkinga hipotezą spójności historii. Według tej teorii niemożliwa jest jakakolwiek ingerencja w wydarzenia, która sprawiłaby, że zmianie uległaby przyszłość, z której przybyliśmy. W "Wehikule czasu" w reżyserii Simona Wellsa spotykamy się z taką właśnie koncepcją. Film z 2002 roku będący luźnym nawiązaniem do książki George′a Wellsa (tak, zgadza się, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa: reżyser jest w istocie praprawnukiem pisarza) przedstawia nam sylwetkę roztrzepanego wynalazcy Alexandra Hartdegena, który sprowokowany nagłą śmiercią ukochanej postanawia odwrócić bieg wydarzeń. W tym celu buduje tytułowy wehikuł, z którego pomocą cofa się w czasie. Niestety, przeszłości nie można zmienić. Po raz kolejny przyglądając się śmierci ukochanej Emmy, zrozpaczony Alexander postanawia przenieść się w przyszłość i tam znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytanie: dlaczego? Diagnoza wydaje się być logiczna, choć na pewno gorzka: wehikuł czasu powstał dla uratowania Emmy. Jeśliby przeżyła, wyszła za mąż za bohatera i wiedliby szczęśliwe życie, Alexander nigdy nie zająłby się machiną, której projekty wciąż leżałyby na jego biurku skazane na wieczne odsuwanie na dalszy plan... Słowem: niemożliwe byłoby cofnięcie się w czasie w celu uratowania kobiety, bo odpowiedni do tego celu wehikuł by nie powstał. Logiczne, prawda?
Drugim rozwiązaniem jest tzw. hipoteza alternatywnych historii, według której każde cofnięcie się w przeszłość uruchamia alternatywne ciągi wydarzeń, dzięki czemu możliwa jest jakakolwiek - wedle naszej woli, wyobraźni i tym podobnych - ngerencja w historii przeszłej bez ryzyka zmiany naszej własnej historii. Mówiąc prościej: cofając się w czasie i dokonując zmian w przeszłości, powołuję niejako do życia dodatkowy wymiar, tworzę alternatywną historię właśnie, gdzie zmiany wynikłe z mojej ingerencji będą logicznym jej następstwem. W hipotezie tej wszechświat składałby się z wszelkich możliwych do zaistnienia scenariuszy. Motyw ten wykorzystali twórcy serialu "Lost", budując na nim ostatni, szósty sezon serii. Walczący o życie na tajemniczej wyspie tytułowi zagubieni postanawiają odwrócić bieg wydarzeń i nie dopuścić do katastrofy samolotu, przez którą zostali wciągnięci w wykańczającą walkę dobra ze złem. Wysadzają w powietrze źródło energii, które odpowiedzialne było za sprowadzenie ich na wyspę. Plan się powodzi, bomba wybucha i... nic się nie dzieje. Zdesperowani sądzą, że ich wysiłek poszedł na marne, że historii nie da się zmienić. Są jednak w błędzie. Zniszczenie źródła energii, a więc niedopuszczenie do ściągnięcia na wyspę samolotu, otworzyło drugi wymiar, w którym realizowała się historia alternatywna: bez katastrofy lotniczej. W szóstym sezonie obserwujemy właśnie, co działoby się z bohaterami, gdyby samolot się nie rozbił, jednocześnie kibicując "pierwowzorom" z wyspy w ostatecznej rozgrywce.
Według Stephena Hawkinga najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby w tym wszystkim przyjęcie hipotezy ochrony chronologii, w której prawa fizyki łączą się w taki sposób, by uniemożliwić obiektom makro przenoszenie informacji w przeszłość. Ale to już zupełnie inna historia, nie udowodniona zresztą...

































