W ostatnich latach wzrosła popularność ekranizacji komiksowych w Hollywood. Po sukcesach takich produkcji jak „300”, „Watchmen”, „Iron Man” czy „Spider-Man 3”, twórcy coraz częściej sięgają po scenariusze komiksowe. I bardzo dobrze, bo takich twórców, jak Mark Miller trzeba doceniać. Ojciec tak genialnych powieści obrazkowych, jak „Wanted” (opowiada o kaście niezwykłych zabójców) czy „Chosen” (główny bohater w wyniku wypadku staje się reinkarnacją Chrystusa) często wykorzystuje bardzo absurdalne i nietypowe opowiadania, aby stworzyć z nich ambitne, wciągające dzieło sztuki. Tym razem jednak zarówno reżyser, jak i twórca komiksu przeszli samych siebie. Jako człowiek, który od wielu lat zajmuję się środowiskiem komiksowym i piszę pracę naukową na ten temat oznajmiam: „Kick-Ass” skopał tyłki wszystkim! Bezprecedensowy król.
Produkcja przedstawia nam historię czwórki nie do końca znanych z innych komiksów superbohaterów. Są nimi Big Daddy i Hit-Girl. Tę dwójkę łączy więź rodzinna: ojciec -> córka. Razem też chcą się zemścić na pewnym mafiosie, który doprowadził do aresztowania Big Daddy’ego i spowodował śmierć jego żony, a matki Hit Girl. Ów złoczyńca jest jednocześnie ojcem Red Mista, który staje się bohaterem właściwie przez przypadek, dorastając do transformacji w super villain’a (super łotra). Kick-Ass natomiast to tytułowy Dave, który właściwie całą wichurę, związaną z zamaskowanymi mścicielami, zaczyna. Nasz bohater jest wielkim fanem komiksów i zwyczajnie egzystuje sobie w liceum, nie będąc szczególnie wysportowanym, wyróżniającym się czy atrakcyjnym dla dziewczyn chłopcem. Pewnego razu (po dość „solidnej” analizie), postanawia zostać superbohaterem. Zamawia kombinezon z Internetu, ćwiczy okrzyk bojowy przed lustrem i przyzwyczaja się do poruszania w nocy. Szybko jednak zderza się z rzeczywistym, agresywnym światem, który o mało go nie zabija. Chce jednak udowodnić, że odwaga oraz serce do walki mogą zastąpić super moce. Po szybkiej rekonwalescencji, zderza się już ze ścianą świata zamaskowanych mścicieli. Realiów, w których często trzeba zabić, odpuścić lub podjąć decyzję, za którą kryją się ogromne konsekwencje i odpowiedzialność. Wtedy z pomocą przychodzi Hit-Girl i Big Daddy, by pokazać mu, że czasami okrucieństwo i zemsta też mogą być wyjściem. Tymczasem, bezlitosny mafioso szykuje wielką obławę na ludzi nie dających spokoju jego interesom.
Według mnie - i nie boję się tego powiedzieć - ten film to istne arcydzieło oraz majstersztyk. Realizacja i scenariusz są tak niesamowite, że przyspieszają co chwilę tętno w czasie oglądania. Większość zalet produkcja zawdzięcza komiksowi, ale wszyscy wiemy, jak ciężko jest dobrze zekranizować obrazkowe historyjki - zwłaszcza te, które mają do przekazania coś więcej, wyłaniają się z gęstej mgły milionów okładek z zamaskowanymi młodzieńcami w pelerynach. Cały film ma świetny klimat. Stanowi mieszankę realizmu i surowości niczym z „Niezniszczalnego” Shyamalana oraz konwencji komiksowej, co widać np. w napisach podtytułowych czy niektórych bardzo ładnie nakręconych zdjęciach. Historia skupia się głównie na losach, charakterystyce i życiu bohaterów, którzy w okrutnym świece starają się walczyć ze złem, a także próbować robić to według swoich i jedynie przez siebie rozumianych zasad. Scenariusz obfituje w bardzo życiowe, a jednocześnie zabawne sytuacje, które sprawiają, że bohaterowie stają się jeszcze bardziej ludzcy. Film wciąga już od pierwszej minuty, a całość jest niezwykle dynamiczna, kolorowa i płynna. Mimo 110 minut ani raz nie czujemy się znudzeni lub „zawieszeni”- fabułę chłonie się właściwie jednym oddechem. Oczywiście, jak na film akcji przystało, sceny walk nie zostały nakręcone niestarannie. Są mocne, krwawe, pełne akcji, przy czym podkreśla je bardzo dobrze dobrana muzyka, która jest magicznie kompatybilna do sytuacji (przypomina mi ścieżkę do „Watchmena”, w którym OST jakby został narysowany razem z komiksowym pierwowzorem). O grze aktorskiej nie trzeba koniecznie wspominać, gdyż zarówno główni bohaterowie, jak i Strong stają na wysokości zadania, a dla Aarona Johnsona szykuje się naprawdę duża kariera.
Drodzy Państwo, ten rok obfituje w wiele produkcji, które nie raz na pewno nas zachwycą, a będzie ich mnóstwo - zwłaszcza związanych z komiksami. „Kick-Ass” to film na miarę „Bękartów Wojny” połączonych ze „Strażnikami” - z tym, że zachwyca również ludzi niezbyt rozeznanych w tematyce komiksowej. Kapitalna produkcja, która po prostu nie ma minusów.









więcej »
























