Losy Stevena Russella i Phillipa Morrisa są tak nieprawdopodobne, że ciężko uwierzyć w ich autentyczność. A jednak film oparty jest na faktach i życiu dwóch mężczyzn, którzy poprzez zawirowania życiowe przeżyli ze sobą niesamowite chwile, a ich perypetie stały się kanwą dla znakomitego filmu, jakim jest „I Love You Phillip Morris”.
Steven Russell, odsiadujący teraz wyrok 144 lat więzienia, był człowiekiem iście genialnym. Grany przez Jima Carreya, który notabene po „Yes, Man” wrócił do swojej świetnej komediowej formy, opowiada nam swoją niezwykłą historię. Russell całe życie przekonany był, że jest gejem. Niestety jako adoptowany syn, obiecał sobie, że stanie się najlepszym i najżyczliwszym człowiekiem na Ziemi. Wiązało się to z mnóstwem wyrzeczeń, a co za tym idzie - ukrywaniem swojej prawdziwej tożsamości. Jako wzorowy policjant starał się służyć społeczeństwu i kodeksowi karnemu. Chciał też jednak, aby jego życie nabrało większego sensu, tak więc przeprowadził się do Teksasu. Zajął się marketingiem i okazało się, że ma do tego prawdziwy dryg. Lekko naciągając ubezpieczycieli oraz swoich klientów (z którymi wiązały go także „głębsze” kontakty), okłamując żonę, zarabiał bardzo duże pieniądze. Wszystko nabrało większego rozpędy, gdy uległ wypadkowi samochodowemu. Wtedy poprzysiągł sobie życie takie, jakie się mu należy: bez kłamstw, udawania czy fałszywych oświadczeń. Związał się więc z mężczyzną i zarabiał krocie dalej oszukując ludzi. Ten plan jednak nie miał dłuższego wymiaru, gdyż nasz bohater w końcu trafił do więzienia. Tam poznaje niewinnego oraz spokojnego Phillipa. Miłość między bohaterami bardzo szybko się rozwija, superinteligentny Steve postanawia jeszcze raz wykorzystać swoje umiejętności. Kontemplując prawo, staje się lewym adwokatem Morrisa i wyciąga go z więzienia. Nie wie jednak, jak ogromne konsekwencje będą miały jego poczynania.
Film ten to przede wszystkim niesamowity popis obu głównych aktorów. Zarówno Carrey, jak i McGregor dają festiwal umiejętności aktorskich, a jeden zdaje się być lepszy od drugiego. Ich role są bardzo przejmujące i prawdziwe. Dodatkowo, dzięki rewelacyjnemu scenariuszowi w sposób lekki - choć momentami brutalny i wulgarny - opisują oraz przedstawiają środowisko homoseksualne. Czasami zostaje ono mocno wyśmiewane, ale bez przekraczania obraźliwej granicy. Dialogi i gagi zawarte w skrypcie są bardzo zabawne, przy czym utrzymane na przyzwoitym poziomie. Cała historia jest spójna, zgrabna i niezwykle dynamiczna, bo przecież jest to poniekąd film sensacyjny. Konwencje sensacyjnej komedii utrzymuje luźna, przyjemna, nie wbijająca się w ucho muzyka. W opowiadaniu jednak nie brakuje dramaturgii, która przypomina nam, że losy głównych bohaterów to także relacja nieszczęśliwej miłości.
Sprytny, jak sam Frank Abagnale Jr. Steven Russel i kochający niczym Ennis Del Mar Morris dają dowód na to, że za ogromną miłością oraz oddaniem zazwyczaj kryją się „haczyki”, które w jakiś sposób zawsze przyczepią się do naszego kręgosłupa. Ale może są jednak sposoby aby nie złapać się niczym tępa ryba płynąca w dół strumienia? Niesamowita, przezabawna komedia na kanwie pięknej i wciągającej, prawdziwej historii. Warto zaznaczyć jeszcze, że film oparty jest także na książce Steve′a McVickera, który był obecny podczas zdjęć.








więcej »



























