Mit o Perseuszu to bardzo stara, epicka opowieść o tym jak półczłowiek-półbóg, aby zmienić swoje przeznaczenie postawił się właściwie całemu Olimpowi. Mimo swojej nietypowej mieszanki krwi, jego dusza łączyła wszystkie najlepsze cechy obu ras. Był niezwykle dzielny i odważny, siłą nie dorównywał mu żaden żołnierz. Jednak potrafił współczuć, działać bezinteresownie oraz kochać na zabój, czego brakowało bezlitosnym bogom. Jego historia stała się kanwą dla filmu, który w latach 80. zdobył rzeszę fanów, przy czym zawojował światowe kina. Wszystkie potwory - zarówno Kraken, jak i Meduza - były wykonywane przez duże grupy scenografów oraz speców od efektów specjalnych. Mimo wczesnego rozwoju systemów FX, sceny bitewne, a także pojedynki z monstrami starożytnej Grecji wzburzały krew w żyłach. W nowej wersji filmu, Leterrier nie stawiał na mocny scenariusz, ambitne kreacje czy nietuzinkową fabułę. Jego „Asami” stały się: widowisko, show, rozrywka, akcja i niezapomniana przygoda. Zagranie trafne, bo „Starcie Tytanów” przez cały czas trwania wywołuje szeroki uśmiech na naszej twarzy.
Nie będę w niniejszej recenzji oceniał czy wersja tradycyjna mitu, czy filmowa jest lepsza, gdyż nie o to tu chodzi. W tej produkcji wygląda to bowiem w ten sposób: Perseusz jest sierotą znalezioną przez pewnego rybaka. Razem ze swoją żoną, mężczyzna starał się sprawić, aby chłopiec stał się prawym, dzielnym i uczciwym człowiekiem. Wiedział jednak, że dla niego jest już w niebiosach coś zapisane. Nie każdy bowiem zostaje wyciągnięty żywy z trumny zatopionej głęboko na dnie oceanu. Kiedy Perseusz dorasta, staje się świadkiem tragedii, która związana była z rewoltą ludzi przeciw bogom. W konsekwencji, rozwścieczony Hades zabija swoich przeciwników, w tym rodziców naszego bohatera. Cudownie uratowany Perseusz dostaje się do miasta Argos i tam dowiaduje się przy królu, że jest synem Zeusa. Hades na polecenie władcy Olimpu wypowiada ludziom wojnę, tym samym najlepszy oddział Argos, pod dowództwem Perseusza i Drakona, wyrusza na poszukiwanie zbawienia dla ludzkości.
Nie ulega żadnym wątpliwościom, że twórca „Clash Of The Titans” nie chciał wyreżyserować ambitnego kina - przepełnionego mitologicznym patosem, które będzie traktowało o nieprzyjemnych rządach bogów nad ludźmi lub o załamaniu bohatera jego tragicznym przeznaczeniem. Nie sprawia to jednak, że ten film jest klapą czy głupim obrazem dla nieuków. To bajeczna, dynamiczna i znakomicie zrealizowana legenda, która pełna jest walki o honor, odwagę oraz miłość. Nie brakuje jej więc niczego, co powinno się znaleźć w prawdziwym starożytnym micie o bohaterach, dla których życiowa zasada „walcz z przeznaczeniem lub daj się mu zniszczyć” jest najważniejsza. Klimat produkcji bardzo dobrze został zachowany i momentami naprawdę przypomina obraz z lat 80., wprowadzając nietypową atmosferę nie do końca generowanych komputerowo mistycznych scen walki czy bitew. W wersji 3D Kraken, olbrzymie skorpiony, Meduza czy Pegaz (rewelacyjnie wyglądający w wersji Ferrari) wprowadzają nas w osłupienie, nasycają nasze umysły kolorystyką, gładkością oraz przepychem animacji. Również konwencja przedstawienia bogów jest na granicy (z zamysłu twórcy) kiczu i baśni, co nadaje im zupełnie nowej charakterystyki. Aktorsko nie ma się tu czego doszukiwać. Jest po postu normalnie, nic ponad poprzeczkę, ale również nie pod nią. Szybko moją uwagę zwrócił aktor grający Drakona - dość wyrazisty i był jednym z tych, o których mówi się: porządna postać, szkoda że zginął! Mikkelsena mogliśmy zobaczyć m.in. w „Królu Arturze”, w którym jego postać miała bardzo podobny charakter. Drugą po efektach, najmocniejszą stroną filmu jest przepiękna muzyka, która dosłownie zapiera dech w piersiach. Kompozytorem jest genialny Ramin Djawadi, którego można było już posłuchać w „Iron Manie”.
Jeśli ktoś chce się dobrze bawić, przy czym jest fanem wielkich, epickich produkcji, od których nie da się wręcz oderwać wzroku, to „Starcie Tytanów” na pewno mu się spodoba. Świetna atmosfera wielkiej legendy, która w mieszance retro i 3D napawa entuzjazmem. Leterrier jeszcze raz udowadnia, że kino to przede wszystkim miejsce na dobrą rozrywkę właściwie dla każdego.









więcej »



























