Praktycznie pusta stacja metra, dziewczynka z mamą czekają na przyjazd pociągu. Dwóch nastolatków interesuje się nimi... słychać strzał. Ally (Emilie de Ravin) jest świadkiem zabójstwa swojej matki. 10 lat później. Mała Ally nie jest już dzieckiem, lecz młodą kobietą i mimo wstrząsu, który przeżyła w dzieciństwie, postanawia ułożyć sobie normalne życie. Czy ojciec (Chris Cooper), który jako policjant ma na co dzień do czynienia z najróżniejszymi przestępcami, wyzbędzie się strachu o córkę i pozwoli jej żyć włsanym życiem?
Tyler (Robert Pattison) wchodzi w konflikt z policją. Jako świadek bójki ulicznej chce, aby winni ponieśli karę, a nie jak to się często zdarza, że konsekwencje ponoszą także ofiary. Zwraca uwagę na brak rzetelności w działaniu policji i ląduje w więzieniu. Pomaga mu ojciec (Pierce Brosnan), z którym jest w konflikcie od tragicznej śmierci swojego brata.
Jak się okaże, traumatyczne doświadczenia, które Ally i Tyler przeżyli, zbliżą ich do siebie. Jednak ciężko im jest wyzbyć się wspomnień tak bolesnych, jak śmierć matki czy brata. Trudno również pokonać ojcowską nadopiekuńczość oraz strach o własne dziecko. Ciężko w końcu zrozumieć, jakimi motywami kieruje się ktoś, kto potrafi zastąpić życie rodzinne pracą.
Film Allena Coulter’a to melodramat, w którym odnajdziemy bliskie nam problemy. Jest to ciekawie przedstawiona historia trudnego wchodzenia w dorosłe życie z bagażem doświadczeń. Dobrze napisany scenariusz prowadzi widza od retrospekcji śmierci matki głównej bohaterki, przez wprowadzenie w życie i problemy egzystencjalne głównego bohatera, aż do przejmującego efektu kulminacyjnego. Moim zdaniem tytuł w wersji anglojęzycznej, "Remember me", znacznie lepiej oddaje specyfikę tego, co widzimy na ekranie. Polskie tłumaczenie prowokuje do myślenia bardziej o wątkach miłosnych, które oczywiście są obecne i bardzo ważne, ale głębszego sensu nabierają dopiero wtedy, gdy patrzymy na nie przez pryzmat wewnętrznych przeżyć postaci. Akcja filmu jest spokojna oraz stonowana, nie ma więc możliwości, żeby widz pogubił się w fabule. Jest to również dodatkowym atutem, w momencie, gdy prezentowane są rozterki egzystencjalne. Widz ma bowiem chwilę na to, aby się zastanowić i zrozumieć problemy, z którymi borykają się bohaterowie.
Na słowa uznania zasługują aktorzy wcielający się w głównych bohaterów. Zarówno Emilie de Ravin, jak i Robert Pattinson świetnie pokazują emocje, które kierują ich postaciami. Zapewne dużo osób chciało zobaczyć Pattinsona, który zdobył popularność grając rolę wampira Edwarda w sadze „Zmierzch”. Wszyscy ci, którzy mieli nadzieję podziwiać słodkiego aktora, niestety mogą się rozczarować. Bowiem nic ze słodyczy nie pozostało, za to mamy dowód, że Robert jest całkiem obiecującym młodym aktorem, który potrafi na potrzeby granej postaci modyfikować swój wizerunek. Świetne kreacje aktorskie Pierce’a Brosnana i Chrisa Cooper’a, również wnoszą do filmu dużo emocji oraz kontrowersji, tym samym rozkręcając akcję. Cooper, który gra ojca głównej bohaterki, Ally Craig, jest spontaniczny i bardzo przekonujący. Szczególnie zapada w pamięć scena, kiedy pan Craig czeka na Tylera w jego domu. Chce pokazać chłopakowi, jak bardzo zależy mu na jedynej córce i jak wiele zrobi, aby była szczęśliwa.
„Twój na zawsze” to film o trudnych relacjach rodzinnych, które po ciężkich doświadczeniach - szczególnie, jeśli chodzi o śmierć bliskich, ukochanych osób - niełatwo odbudować. Główne przesłanie jest jednak takie, że mimo trudu, który ponosimy, zawsze warto próbować. Życie bowiem pełne jest niespodzianek i dróg z niebezpiecznymi zakrętami. Dobrze jest więc mieć kogoś bliskiego i kochanego przy sobie.









więcej »



























