Kiedy dotarła do mnie informacja o filmie „The Book of Eli”, jak zawsze, najpierw sprawdziłem trailer, a dopiero potem obsadę i genezę produkcji. Byłem zachwycony, gdyż aktorzy biorący udział w tej produkcji to niesamowite nazwiska (pojawia się tam również Ray Stevenson „Punisher: War Zone”). Twórcy zadbali o to, aby ich pierwsza duża produkcja przyciągała potencjalnych widzów. Potem pojawia się pierwszy polski plakat, na którym widnieje napis „twórcy trylogii Matrix przedstawiają”. Mało nie padłem ze zdumienia i zacząłem przeszukiwać różne źródła w celu zidentyfikowania prawdziwości hasła, co oczywiście się nie udało. Dementuję więc te informację, bo reżyserskie rodzeństwo nie ma nic wspólnego z „Matrixem” i z chęcią przyznaję, że przy duecie Wachowskich, po Allenie i Albercie można się naprawdę dużo spodziewać - zwłaszcza, że twórcy rozpoczynają powoli projekt zekranizowania rewelacyjnej mangi „Akira”.
Film opowiada o samotnym podróżniku o imieniu Eli. Mężczyzna w odosobnieniu przemierza pustynię jaka po ostatniej wojnie pojawiła się w miejscu ukochanej, zielonej Ziemi. Świat pełen jest niedobitków, zagłodzonych, chorujących i wycieńczonych ludzi, którzy szukają swojego nowego życia po apokalipsie. Nikt do końca nie wie, dlaczego doszło do konfliktu i czy ktoś stara się zmienić obecną sytuację. Minęło już tyle czasu, że 90% społeczeństwa dotknął analfabetyzm, co również doprowadziło do kompletnego zaniknięcie jakiejkolwiek kultury. Pewien człowiek jednak, mający władzę nad małym miasteczkiem, dużo czyta i szuka pewnej książki, która właściwie jest najpotężniejszą bronią, jaką zna obecny świat. Pech chciał, że wydruk należy do naszego pustelnika, który jest również najgroźniejszym człowiekiem, z jakim
przyjdzie walczyć „małemu” dyktatorowi. Nasz bohater ma jedną, główną zasadę: nikt oprócz niego nie dotyka książki.
Produkcja jest świetną mieszanką gatunków, które już mieliśmy wcześniej szansę oglądać. Film najbardziej podobny jest do „Pięści północnej gwiazdy”. Obrazu akcji z Garym Danielsem w roli głównej, który podróżował w podobnym środowisku walcząc z rozbestwionymi handlarzami. Była to ekranizacja bardzo dobrej zresztą mangi Buronsona o tym samym tytule. Jest prawdopodobne, że poniekąd twórcy wzorowali się na tej adaptacji, gdyż w obu historiach występuje Malcolm McDowell. W „Księdze ocalenia” jest też trochę zarówno z „Wodnego Świata”, jak i „Mad Maxa”. Mimo wszystko, nie jest to ani kalka tych filmów, ani ich przerysowywanie, raczej staje się ona mieszanką tych wątków, która w fazie końcowej przybiera zupełnie nową postać. Ciekawy jest też główny wątek filmu, gdyż nie chodzi tu ani o zemstę, ani o benzynę, ani też o jedzenie czy wodę. Wszyscy szukają książki, która ma być jednocześnie bronią w jednych rękach, a zbawieniem dla ludzkości w drugich. Atmosferę nieprzyjemnego i niebezpiecznego otoczenia bracia Hughes przedstawiają w zimnych, zielonych barwach. Niekiedy chłodnych i mało przejrzystych zdjęciach nadających produkcji świetnego klimatu. Całość uzupełnia przeszywająca uszy muzyka, która bez przerwy przypomina nam o tym, że nie siedzimy na komedii romantycznej, lecz na strasznej opowieści, która być może przestrzega nas przed nadciągającym realnym końcem. Twórcy wiedzieli, kogo dobrać do tego typu historii. Zarówno Washington, jak i Oldman genialnie odgrywają swoje kreacje, a wcielający się wcześniej w rolę komisarza Gordona Anglik („Dark Knight”) powraca do swojej nieprzyjemnej charakterystyki a la „Leon Zawodowiec”.
Nie wolno jednak zapomnieć o rzeczy, która przede wszystkim sprawiła, że chciałem obejrzeć ten film. Są to znakomicie zrealizowane i nakręcone sceny walk i pojedynków głównego bohatera z rozbójnikami podróżującymi po nowej Ziemi. Washington długo przygotowywał się do filmu, natomiast twórcy przyznali, że chcieli, aby choreografie były czymś, czego jeszcze nie było w kinie akcji. Eli, mając w ręku pistolet i maczetę, wykonuje w filmie istnie cuda - stojąc nie raz praktycznie w miejscu, po prostu obracając się wokół własnej osi.
„The Book Of Eli” to film nietypowy, tworzący ze starego gatunku coś zupełnie nowego. Historię, która na pograniczu popkultury, kina akcji i filmu alternatywnego udowadnia, że w światowej kinematografii są jeszcze strefy do odkrycia. Opowiadający o pełnym poświęceniu swoim przekonaniom oraz zasadom idealnie dopasowuje się do agresywnej, pomieszanej i pozbawionej wartości rzeczywistości, która dzisiaj nas otacza. Pokazuje też, jak dużo można zawdzięczyć silnej wierze we własne czyny i objęty cel. Czy warto ginąć dla swoich zasad? Kto decyduje o tym, że stajemy się zbawcami świata bez możliwości upublicznienia? „Księga Ocalenia” to fantastyczne kino akcji, które odpowie Wam na te pytania.









więcej »
























