Obraz nie ma w sobie porywającej akcji, lecz zawiera emocje, które towarzyszą widzowi przez cały czas. Klimat produkcji oplata nas już od samego początku, a jest on charakterystyczny, bo akcja prowadzona jest wolno, a wszędzie śmierdzi rebelią, przemocą, żądzą nienawiści, zbrodnią oraz przede wszystkim odosobnieniem.
Miasteczko Superior wydaje się odeseparowane od reszty świata. Stone nie był pierwszym reżyserem, który jako pierwszy zastosował ten pomysł - zaczerpnięty, wydawałoby się, z tańszych horrorów. Prościej mówiąc, cały film sprawia wrażenie stylizowanego na kryminał klasy B. Jego początek jest bowiem charakterystyczny dla typowej produkcji z cyklu rzeźniczych. Bohaterowi psuje się samochód, więc musi zaszyć się na moment w dziwnym miasteczku, w którym każdy jest wrogo nastawiony do turystów, a poza tym mechanik naprawiający auto Bobby’emu zdaje się osobą o znacznym zaburzeniu psychicznym. Sam bohater jest zdezorientowany, ale nie traci zimnej krwi, stara się nie ściągać z siebie maski twardziela. Oczywiście, wszystko nakręcone zostało z pewną dozą, wspomnianej już przeze mnie, ironii i sarkazmu. Widz oglądając „Drogę przez piekło” jest w stanie poczuć gorący klimat Arizony oraz utożsamić się z głównym bohaterem. A Bobby jest w naprawdę trudnej sytuacji, bo w Kalifornii czeka na niego dług, który musi spłacić, a nie wie, jak wyrwać się z Superior, bo wpadł w psychologiczną konfrontację z nawiedzonym mechanikiem. Jakby tego było mało, staje się świadkiem napadu na sklep spożywczy, w którym zostanie obrobiony ze wszystkich swoich pieniędzy. Sytuacja wydaje się być tragiczna i taka jest naprawdę, biorąc pod uwagę dziwnego szeryfa, który jest podejrzliwy, ślepego weterana wojennego czy napotkaną kobietę o imieniu Grace. I to właśnie Grace jest punktem zaczepienia dla Bobby’ego. Na Superior ciąży klątwa. Z tego miasta nie da się uciec, a mężczyzna jest jego ofiarą. Wszystko w jednej chwili staje się złudzeniem, a bohatera ogarnia uczucie wyobcowania, gdyż nie wie komu ufać.
Tym samym, z minuty na minutę staje się coraz bardziej ogłupiały, porywczy i naiwny.
Oliver Stone jest świetnym reżyserem i tym filmem jeszcze bardziej to potwierdza. Z minuty na minutę, na ekranie można dostrzec wiele nietypowych zbliżeń, szybkich ciętych ujęć i sporą dawkę irracjonalizmu. Montaż również jest mocną stroną obrazu. Tak samo jak muzyka Ennio Morricone, która doskonale komponuje się z nastrojami bohaterów oraz panującym aktualnie na ekranie klimatem. Przewodni motyw fabularny „Drogi przez piekło” to głównie złudna skłonność ludzi do ufania innym. Poza tym Stone bardzo trafnie wynaturza zwierzęce instynkty bohaterów, stojących nad metaforyczną przepaścią, w sytuacji krytycznej lub w obliczu raju (tak wydawało się właśnie Grace). W tej grze trudno komuś zaufać, ale jednak trzeba, co przynosi tragiczne skutki. Bardzo mocne są ostatnie sceny produkcji, czyli m.in. motyw szeryfa, który jest potwierdzeniem ślepo podążających relacji międzyludzkich (uczucia zarówno nienawiści, jak i miłości), czyli teatru iluzji, które zademonstrowała nam Grace - symbol namiętności, ale też kłamstwa. Wątek ślepego weterana wojennego potwierdza również naiwność ludzi oraz ich niemożność rozpoznania panującej sytuacji, co w sumie jest naturalną i nierozłączną cechą każdego człowieka. Zarówno te ostatnie ujęcia obrazu, nad arizońską przepaścią, jak i samo zakończenie filmu, nasuwają ostateczną wizję losu głównego bohatera, a mianowicie: sytuację bez wyjścia.
„Droga przez piekło” nie jest do końca kryminałem, ma też wiele z dramatu oraz da się w niej wyczuć aurę pastiszu czy ironii. Owa kpina jest widoczna w kreacji Joaquina Phoenixa, grającego Toby’ego N. Tuckera - miejscowego ważniaka. Bardzo dobrze w swojej roli odnalazł się, jak zresztą zwykle, Sean Penn, którego bohater jest symbolem zagubienia, stopniowej utraty samokontroli i nieprzynoszącej skutku determinacji. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Gorąco polecam.































