Jeszcze przed rozpoczęciem oglądania przydałaby się mała rada. Ten film nie jest ani romansem, ani komedią, ani tym bardziej komedią romantyczną. Odrzućmy te stereotypy, bo nie warto je przyswajać.
Historia Adama nadaje się na ckliwy dramat z zakończeniem w stylu „… i żyli długo, i szczęśliwie”. Bałem się, że zobaczę produkt naiwny i zbyt łzawy. Nic z tych rzeczy. Adam, tytułowa postać, jest człowiekiem cierpiącym na zespół Aspergera - odmianę autyzmu. Choroba ta przeszkadza mu w nawiązywaniu kontaktów towarzyskich. Pewnego dnia poznaje uroczą kobietę o imieniu Beth, która zostaje jego sąsiadką. Para zaczyna się poznawać. Gdzie ich to doprowadzi? Czy staną się dla siebie bliscy? Odpowiedzi szukajmy w samym filmie.
Wydawałoby się, że nikt nie rozumie miłości. Każdy potrafi tylko mówić o tym uczuciu. U Adama jednak jest inaczej. Mężczyzna ten żyje sam, jego ojciec niedawno umarł, a bohatera ogarnia wszechobecna samotność. Przez to wszystko nie potrafi mówić o swoich emocjach. Beth go rozumie, ale na dłuższą metę to nie wystarcza. Adam chce kochać.
Max Mayer, wątkiem związanym z ojcem Beth – Martym, mówi bardzo ważną rzecz. Większość niestety uważa, że ludzie z jakąkolwiek chorobą ograniczającą człowieka nie potrafią kochać. Tylko co o miłości wie akurat Marty? To on oszukiwał rodzinę i wdał się w nielegalne interesy. Taki niestety jest ten świat - materialny, płytki i pusty.
Relacje między ludźmi w tym świecie zaczynają się materializować, a człowiek z zespołem Aspergera uważany jest za wyrzutka. Można by powiedzieć, że Mayer zbyt idealizuje miłość w Adamie. Nie ma to jednak znaczenia ze względu na zakończenie, które jest prawdziwe i w gruncie rzeczy przygnębiające. Miłości bezinteresownej lub co jest trafniejsze - wolnej, nie ma na tym świecie. Nie ma i nie będzie. Ludzie nie potrafią się ze sobą porozumiewać i kierować wyłącznie uczuciami. Na Beth spadł zbyt duży ciężar, aby go udźwignąć.
„Adam” to również film o trosce i opiece nad drugą osobą. Bohater żyje w swoim własnym świecie, w gruncie rzeczy niepojętym i dziwnym. Beth jest wrażliwsza od swojego ojca i poświęca się, aby zrozumieć Adama. Każde z nich uczy się kochać.
Film może i nie mówi nic nowego o miłości. To po prostu produkcja o sztuce kochania, która jest trudna w przypadku każdego człowieka. „Adam” jest obrazem pięknym i prawdziwym. Ogląda się go z zachwytem, również ze względu na wzruszającą rolę Hugh Dany’ego, który przekazuje parę mądrych rzeczy. Reżyser, może i drogą okrężną, ale jednak dochodzi do stwierdzenia, że miłość w dzisiejszych czasach nie jest łatwa, wręcz niemożliwa na dłuższą metę. Nie wiem tylko czy twórcom zależało bardziej na ukazaniu piękna uczucia czy trudnościach z nim związanych.
Adam recenzja filmu
18 Stycznia 2010, aktualizacja 2010-01-18 16:54:04
Oceń tekst: 0
Znalazł się. Szop pracz wielkim świecie. Prawdziwy Mały Książę. Może „Adam” zostanie szybko zapomniany, ale takich filmów powinno powstawać zdecydowanie więcej.
Komentarze (0)
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Copyright © 2009-2010 StacjaKultura.pl
Reklama |
Kontakt |
Mapa serwisu |
Polityka prywatności |
Zasady korzystania z serwisu |
Partnerzy |
RSS
RSS







