Z pewnością każdy spodziewa się kolejnego, przewrotnego dzieła, lecz dostanie łagodną, mądrą i można rzec - ładną opowieść, wzbogaconą dziecięcą fantazją. Całość ogląda się przyjemnie, są momenty śmieszne, smutne, dynamiczne i okrutne - wszystko to, czego potrzebuje baśń.
Susie Salmon jest uroczą dziewczynką. Żyje w kochającej ją rodzinie, jest lubiana przez koleżanki i zakochana w pewnym chłopaku - z wzajemnością. Susie jest ideałem. Któregoś dnia zostaje zamordowana z premedytacją i trafia do świata, gdzieś pomiędzy niebem, a ziemią. Stamtąd obserwuje rzeczywistość oraz zaprzyjaźnia się z inną dziewczynką - Holly.
Jackson po raz kolejny stworzył świat bajki, przestrzeń wyidealizowaną. Dziewczynka obserwuje z „góry” jak toczy się życie na Ziemi. Jej śmierć spowodowała falę kolejnych wydarzeń, na które Susie może mieć wpływ. Jack, czyli ojciec dziewczynki jest z nią połączony typowo rodzicielską więzią. Dlatego za wszelką cenę chce odnaleźć mordercę. Życie rodzinne państwa Salmon nieco się burzy. Atmosferę odrobinę rozluźnia babcia Susie - Lenny, która jest kobietą żywiołową, korzystającą z uroków życia. Dziewczynka, widząc tę rzeczywistość i nie mając na nią fizycznego wpływu, nie potrafi zostawić swojej rodziny za sobą. Tym bardziej, że jej siostra zaczyna być w niebezpieczeństwie.
Nie trzeba brać fabuły „Nostalgii anioła” na poważnie. Warto na dwie godziny znaleźć się w wyjątkowym świecie Susie i zapomnieć o wątkach, sprawiających wrażenie niedorzecznych. Tu wszystko jest bajką, dziecięcą fantazją. „Nostalgia anioła” to nieźle posklecane pomysły i zdarzenia. Mamy w tym filmie miłość rodzicielską, analizowany jest również umysł mordercy, pokazany wyidealizowany świat nastolatków (miłość Susie i Ray’a), dziecięcy raj oraz tęsknota za normalnym życiem - czasami przecież Susie sugeruje nam, że chciałaby zostać na Ziemi. 
Jackson bawi się nastrojami. Postać mordercy wprowadza klimat thrillera, trochę strachu, niepewności i napięcia. Babcia Lenny sprawia, że chce nam się cały czas śmiać. Odrębny świat Susie to fantazja, która porusza swoją różnorodnością. Nie możemy, więc nudzić się w tym natłoku przeplatanych historii. Jedyne, co raziło mnie podczas oglądania to aktorstwo Marka Wahlberga, który kompletnie nie poradził sobie w roli zrozpaczonego i zdeterminowanego ojca Susie. Był drętwy, sztuczny, nijaki i grał cały czas tą samą miną. Reszta aktorów spisała się wprost przeciwnie - bajecznie - jest chyba odpowiednim określeniem. „Nostalgia anioła” to nic rewolucyjnego, to po prostu dobre i mądre kino. Nie mniej jednak, warto było czekać, bo najnowszy obraz Jacksona jest zdecydowanie lepszy od słabego i nudnego „King Konga”.
































