04-01-2010
AAA |
Ocena: 5  5 głosów
Parnassus recenzja filmu
Parnassus: człowiek, który oszukał Diabła - czyli najbardziej wyczekiwana produkcja tego roku! Od czasu, kiedy w najnowszym filmie o Batmanie, w reżyserii Christophera Nolana, Heath Ledger wcielił się w rolę diabolicznego trefnisia, na świecie zawrzało...

materiał promocyjny

Na wszelkiego rodzaju forach internetowych rozgorzały okraszone niewybrednymi komentarzami dyskusje na temat wyższości nowego Jokera nad postacią wykreowaną niegdyś w sposób mistrzowski przez Jacka Nicholsona. Ledger zyskał uznanie, wielu go znienawidziło (w końcu śmiał stanąć w aktorskie szranki z ich idolem), ale i wielu – co najważniejsze – o nim usłyszało. Z dnia na dzień, z młodego aktora, który wprawdzie miał już swoje pięć minut (chociażby rola u Anga Lee) został gwiazdą – bywalcem pierwszych stron gazet, a co za tym idzie, stał się i „firmą”, generującą ogromne zyski (smutne, ale i prawdziwe). Świat oczekiwał na jego kolejne role, które miałyby zweryfikować umiejętności aktorskie zademonstrowane w „Mrocznym rycerzu” (wcześniejsze role, stojące przecież na wysokim poziomie, poszły w zapomnienie, pozostał jedynie Joker).

Oczy wszystkich skierowały się w stronę nowego projektu Terry’ego Gilliama, w którym Australijczyk miał odegrać jedną z bardziej znaczących ról w swoim dorobku. Rozpoczęły się zdjęcia, a z nimi pierwsze przecieki z filmowego planu, pierwsze fotografie mające wypromować przedsięwzięcie zatytułowane „The Imaginarium of Doctor Parnassus”. Ogromne zamieszanie wokół filmu, doprowadzone niemalże do histerii, powstało w momencie, gdy los zdecydował, że Heath nie zagra już w żadnym innym obrazie. Śmierć aktora wstrząsnęła opinią publiczną. Za postać Jokera otrzymał statuetkę Oskara, a los „Parnassusa” zawisł na włosku (zdaje się, że to już dla Gilliama tradycja). Ledger odegrał znaczną część roli, ale zmarł przed rozpoczęciem kolejnej części zdjęć. Na ratunek przybyła trójka hollywoodzkich sław – Johnny Depp, Jude Law i Colin Farrell. Zaproponowali dokończenie roli. Na konferencji prasowej podczas festiwalu Camerimage, reżyser z niemałą dozą smutku przyznał, że interwencja trójki przyjaciół zmarłego aktora wyszła filmowi na dobre – całkowicie zgadzam się z tą odważną opinią.

Tak obszerny wstęp, dotyczący zaledwie jednej postaci, a bardziej aktorów, którzy w postać się wcielili, wydaje mi się w przypadku „Parnassusa”  konieczny, ponieważ szczerze wątpię, czy bez tych wszystkich kontrowersji produkcja ta zdobyłaby taką popularność. Być może, zważywszy na okoliczności zabrzmi to w tym momencie nieco niestosownie, bardzo dobrze, że media zainteresowały się kolejnym obrazem byłego członka ekipy Monty Pythona. „Parnassus” to właściwie nie jest film w klasycznym tego słowa znaczeniu. To przelana na taśmę wyobraźnia, która zdaje się tworzyć scenariusz tak, aby wszystko mogło zostać pokazane i uzasadnione. Imaginacja tak szalona, że momentami wymykająca się reżyserowi spod kontroli.

To opowieść o życiu i historii pewnej grupy cyrkowej, która utworzyła się wokół posiadającego nadprzyrodzone zdolności doktora Parnassusa – człowieka, który stał się nieśmiertelny, dzięki pertraktacjom z diabłem. Niemniej, nic za darmo, albowiem ceną, którą przyszło zapłacić bohaterowi, było ofiarowanie diabłu każdego dziecka, kończącego przy nim szesnasty rok życia. Los chciał, że u boku doktora na szesnastą wiosnę oczekuje właśnie nieświadoma zagrożenia córka. Dni mijają, a Belzebub zaczyna przypominać o swojej obecności i dacie, jaka ma nadejść lada dzień. Szczęśliwie, przed Parnassusem pojawia się szansa na uratowanie dziecka. Skory do zakładów szatan postanawia ulec swemu nałogowi. Informuje, że zdobycie pięciu dusz przed upływem wyznaczonego czasu, zwolni go ze sfinalizowania umowy sprzed wieków. Beznadziejna sytuacja (Parnassus stracił umiejętność trzeźwego spojrzenia na otaczający go świat, a co za tym idzie umiejętność zwabienia ludzi do swego ruchomego cyrku) ulega zmianie, gdy na drodze cyrkowców staje ekscentryczny Tony – uratowany przez córkę doktora i jej przyjaciela (nie zdradzę z jak specyficznej opresji).

Od momentu powstania tego dzieła wyobraźnia Gilliama zostaje uwolniona, a hasło, które wydaje mi się być jego komentarzem zarówno dla samego ruchomego obrazu, jak i dla otaczającej nas rzeczywistości – nie bójmy się marzyć – doprawdy zyskuje na znaczeniu. W uniwersum „Parnassusa” możliwe jest właściwie wszystko. To taki filmowy sklep z szyldem „1001 drobiazgów” – obok rosyjskiej mafii znajdziemy w nim cukierkową rzeczywistość z marzeń dziecka, obok niemal slapstickowych scen, takie, które osnute są wokół dramatu bohatera i naprawdę potrafią poruszyć. I właśnie, dlatego Gilliam nie jest, ale również nigdy nie był, reżyserem dla wszystkich. Nie każdy zaakceptuje jego ekscentryczny styl - manierę, która, w tej oto historii znacząco przyćmiewa warstwę fabularną.

Tym razem Amerykanin zaserwował nam, nie oszukujmy się, coś w rodzaju filmowego pokazu cyrkowego, który mimo tego charakterystycznego dla cyrkowych występów elementu kiczowatości, wciąż stoi na bardzo wysokim poziomie. Sam twórca staje się natomiast takim właścicielem sklepu z drobiazgami, który wyciąga spod lady kolejne kolorowe skarby – jest magikiem, który w cylindrze potrafi zmieścić wszystko to, co tylko podyktuje mu wyobraźnia. Jednak wielu z nas, ani cyrku, ani sklepów z drobiazgami, ani iluzjonistycznych sztuczek nie lubi i dlatego „Parnassus” z całą pewnością nie będzie filmem przyjętym przez wszystkich z takim samym entuzjazmem. Osobiście, nową produkcję Gilliama „kupuję” i serdecznie polecam. Warto chociaż na moment przenieść się do jego specyficznego świata, który mógłby być jedną z halucynacji bohaterów „Las Vegas Parano” (wcześniejsza, genialna produkcja tego reżysera), gdyby byli o parę dekad młodsi.

wykop.pl gwar.pl twitter.com blip.pl flaker.pl digg.com facebook.com
Skomentuj
komentarzy (0)
Kod obrazkowy:
Pseudonim (maksymalnie 50 znaków)
Można wpisać maksymalnie 2000 znaków. Pozostało 2000 znaków.
Najczęściej czytane
Kto chce żyć wiecznie, kiedy miłość musi umrzeć? Pasjonaci kręcenia remake’ów rodem z Hollywood nie oszczędzą nawet szkockiego górala. >>

Jeśli można pokusić się o tymczasowe stworzenie pojęcia „filmu dziwnego”, to czwartkowa propozycja festiwalowa idealnie odwzorowuje ową kategorię. >>

Piątkowa propozycja festiwalowa obejmowała aż 17 zaskakujących pozycji. Czy ilość szła w parze z jakością? Miłośnicy kina klasy B z całą pewnością odpowiedzą twierdząco. >>

Przedostatni już dzień 15. Festiwalu Filmów Kultowych dobiegł końca. Sobotnia propozycja to przede wszystkim gratka dla miłośników klasycznego horroru amerykańskiego. >>

Wiele filmów przedstawia historię utraconych nadziei i marzeń, jednak nie każdy z nich zostaje w pamięci na długie lata jak „Requiem dla snu”. Historia przegranej walki z głównym bohaterem filmu – nałogiem, przeraża, ale i wzbudza ciekawość. >>

Hiszpańska nimfomanka z "Dziennika nimfomanki" kontra nowojorski seksoholik ze "Wstydu". >>

"Coś się kończy, coś zaczyna..." >>

Czy można odkupić swoje winy, po tym jak przyczyniło się do czyjejś śmierci? Czy poświęcenie wszystkiego, aby uratować inne życia sprawi, że winy zostaną odkupione?  >>

21.05.2012r. Prezentujemy Wam najciekawsze pozycje, które możemy obejrzeć dzisiaj w telewizji! Filmowe hity, ciekawe programy, magazyny i seriale. Nie możecie ich przegapić. Zobaczcie więc, co dzisiaj serwują Wam najpopularniejsze stacje! >>

Ostatnie komentarze
Najnowsze konkursy
Paryż miasto zakochany, które podobno nigdy nie śpi. Jednak, jak każda większa metropolia, tak i ta ma swoje sekrety, a pozwala je odkryć audiobook „Sekretne życie miasta”, który jest dzisiaj do wygrania w naszym konkursie.
więcej »

Zaproś do stacji znajomych
Newsletter
Copyright © 2009-2012 StacjaKultura.plReklama|Kontakt|Mapa serwisu|Polityka prywatności|Zasady korzystania z serwisu|Partnerzy|RSS