Cage stał się ostatnio wręcz obiektem kpin. Może ten aktor ma po prostu w sobie coś, co odpycha. Nie mam pojęcia. Nie darzę go sympatią - szacunkiem owszem, ale nie sympatią. Kiedyś byłem w kinie na filmie „Ghost Rider”, w którym zagrał główną rolę. Po obejrzeniu tego obrazu obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie zobaczę żadnego filmu z udziałem Nicolasa. Złamałem jednak własne słowo i wziąłem się za „Złego porucznika”. Powiedzmy sobie szczerze, obejrzałem ten film tylko ze względu na reżysera - znakomitego Wernera Herzoga.
Nie zdarzyło mi się obejrzeć pierwszej wersji „Złego porucznika”, do którego film Herzoga z pewnością w dużym stopniu nawiązuje. Może to i lepiej, bo mam świeższe podejście do tematu, nie muszę zestawiać razem tych dwióch produkcji.
Fabuła tego filmu nie jest specjalnie oryginalna. Głównym bohaterem jest Terrence McDonagh - niesamowicie skuteczny policjant. Podczas niebezpiecznego skoku w jednej z akcji uszkadza sobie kręgosłup i otrzymuje za to order, a sam jednak męczy się z własnym zdrowiem. Poza tym jest narkomanem, zażywa kokainę i heroinę, w dość dużych dawkach, aby zmniejszyć ból i stres. Lubi seks i przyjaźni się z dziwką - Frankie Donnenfeld, której regularnie dostarcza świeżych „działek”. Sam jest lekko nieuczciwy, jednak to określenie trochę tu nie pasuje. Przede wszystkim jest bezwzględny, mocny w słowach, często postępuje radykalnie. JCzasami działa wbrew prawu, ale Terrence się tym nie przejmuje, robi po prostu swoją robotę i nie dba o konsekwencje swoich wyborów.
Główna oś, na której film się opiera to sprawa, którą Terrence musi rozwiązać. Jest to pięciokrotne zabójstwo w "czarnej dzielnicy". Dowodów brak, odcisków palców również. Jest tylko świadek - nastoletni chłopak, który w końcu godzi się zeznawać. Lecz to tylko cząstka fabuły. Poza tym ta sprawa to tylko pretekst, aby przedstawić Terrence’a - jego sposób działania, psychikę, czasami okrutność, zniechęcenie do świata i często wrogie nastawienie do innych ludzi. McDonagh wplątuje się w różne zakłady z kumplami, kradnie narkotyki z policyjnego depozytu oraz miejsc zbrodni, jest stale naćpany. Wszystko to składa się na
postać tytułowego złego porucznika.
Herzog nakręcił niezły film. „Zły porucznik” ma swój klimat. Niestety, tylko to jest w nim niesamowicie oryginalne i rzucające się w oczy - inne, jedyne w swoim rodzaju. Obraz jest szary i ponury oraz bardzo sceptyczny. Herzog w sposób dokładny przedstawia swoją wizję nie tylko światka przestępczego, ale i całych Stanów Zjednoczonych (można to wielako interpretować). W tym filmie nie ma nadziei, złudzeń oraz marnych i pokrzepiających serca Amerykanów wątków o dzielnych policjantach. Główną zaletą tej produkcji jest realizm. Reżyser nie idealizuje pracy w policji oraz głównego bohatera.
„Zły porucznik” to również zbieranina mocnych scen. Choć rzadko możemy zobaczyć w tym filmie sceny strzelanin, a ucieczek samochodowych czy pościgów praktycznie nie ma. Działa to tylko i wyłącznie na korzyść produkcji. W obrazie nie ma efekciarstwa. Terrence wielokrotnie wpada w tarapaty, ma również problemy ze swoimi rodzicami, stara się wyciągnąć Frankie z uwagi na jej ciężką sytuację przez co sam wpada w kłopoty i z okrucieństwem traktuje niewinnych ludzi. Jest więc człowiekiem bez zasad i z uzależnieniem. W pamięci zapadła mi również scena, gdzie McDonagh zaczyna uprawiać seks z zatrzymaną dziwką. Jeszcze bardziej definiuje to głównego bohatera, który zbyt często ulega pokusom. Nie zmienia to jednak faktu, że jest piekielnie skuteczny w tym, co robi.
W tym filmie nie ma niczego nadzwyczajnego jeżeli wziąć pod uwagę samą historię. „Zły porucznik” ma jednak ten niesamowity, mroczny klimat, dla którego warto go obejrzeć. Muzyka Marka Ishama mnie zadowala, lecz czasami sprawia wrażenie niepasującej do klimatu. Rola Nicolasa Cage’a jest w końcu bardziej ambitna. Wadą filmu są kiczowate sceny z iguanami, krokodylami i tańczącym „trupem”, które są zupełnie niepotrzebne, nie pasują do konwencji. Herzog szybko prowadzi akcję, przez co czasami trudno połapać się w tłoku aktualnych wydarzeń, więc obraz trzeba oglądać uważnie. „Zły porucznik” nie jest może filmem wyjątkowym, ale warto go zobaczyć.








więcej »




























