Czasami narzeka się w kinie na zbytnią radykalność, na rzucającą się w oczy schematyczność. W tym filmie natomiast nie ma takich zjawisk. Obraz jest dopracowany i piękny, na co warto zwrócić uwagę.
Osobiście, po raz kolejny jestem zachwycony rolą Ryana Goslinga. Wcielił się w swojego bohatera fenomenalnie, poczuł go, żył nim- nic dodać nic ująć. Każdy jego ruch był całkowicie naturalny, niewymuszony. Gosling ma dopiero 29 lat, a odtworzył już wiele ważnych ról- zagrał prawnika w „Słabym punkcie”, zagubionego chłopaka w „Odmiennych stanach moralności”, nauczyciela w „Szkolnym chwycie”, kochanka w „Pamiętniku”, neonazistę w „Fanatyku”, jak i młodego, lekko zdesperowanego studenta w psychodelicznym „Zostań”. W każdej, z granych przez siebie postaci Gosling pokazał, że jest jednym z najlepszych aktorów młodego pokolenia. Tak jest też w „Miłości Larsa”.
Bohaterem filmu jest tytułowy Lars Lindstrom. To mężczyzna samotny, nie wyróżnia się z tłumu, żyje w garażu obok domu swojego brata- Gusa- i jego żony: Karin. Lars nie miał nigdy dziewczyny, unika kontaktów towarzyskich- taką ma naturę. Od pewnego czasu, zarówno o stan psychiczny jak i mentalny bohatera, martwi się Karin. Chce pomóc Larsowi, zaprasza go na wspólne kolacje, proponuje mu mieszkanie w jednym domu- wszystko na próżno. Bohater unika tego jak ognia, chce pozostać „na uboczu”- kompletnie sam. Sprawia wrażenie, jakby bał się życia z innymi...
Przez pewien czas trwania filmu, reżyser skrupulatnie charakteryzuje Larsa i ludzi żyjących razem z nim. Wszyscy lubią bohatera, szanują go, przy czym rozumieją. Nie ma powodów, aby mężczyzna odczuwał wyobcowanie. Lecz pewnego dnia, Lars nagle i nieoczekiwanie wchodzi do domu brata oraz chwali się, że ma nową dziewczynę o imieniu Bianka. Karin jest szczęśliwa, Gus podobnie. Tyle, że… Bianka jest lalką zamówioną z sex-shopu. W tym momencie pojawiają się pewne wstawki komediowe. Jest ich naprawdę niewiele, nie mają również znaczenia dla przebiegu i przede wszystkim odbióru dzieła. Jest to pewnego rodzaju komizm sytuacyjny, lecz w bardziej inteligentnej czy refleksyjnej postaci niż zazwyczaj. Gus i Karin są w pewnym stopniu zniesmaczeni. Sądzą, że Lars popadł w jakąś chorobę psychiczną. Lecz jedyną drogą, aby przejść przez, z pozoru, piekło, to zaakceptować poczynania bohatera. I tak też się dzieje, wszyscy, którzy żyją w otoczeniu Larsa, zaczynają lubić Biankę, traktują ją jak prawdziwą kobietę. Co tak naprawdę myślą- jest to nieistotne.
„Miłość Larsa” jest filmem pięknym i smutnym zarazem. Byłby może i nazbyt banalny, gdyby nie motyw z lalką. Dzięki Biance bohater się otwiera. Wszystko to pokazane jest na ekranie naprawdę pięknie oraz wzruszająco. Lars zaznaje uczucia miłości, czuje to w sobie, w głębi duszy, dlatego nie zwraca uwagi na to, że jego wybranka jest zwykłą lalką. Dzięki swojej nowej dziewczynie, ale również przez Margo (kobieta, która podkochuje się w bohaterze), Lars przestaje bać się dotyku innych.
Personifikacja Bianki to pomysł bardzo odważny, ale i naiwny. „Miłość Larsa” nie jest filmem dla wszystkich. Jeżeli ktoś spodziewa się komedii, a także charakterystycznego, słodkiego zakończenia- niech lepiej nie ogląda tego obrazu. Bo film ten, w całkowicie poważny i poruszający sposób, porównuje samotność do miłości. Pokazuje, w jak dużym stopniu są to uczucia skrajne.
Z pewnością dużą zasługę w odbiorze tego filmu ma świetna rola Goslinga. „Miłość Larsa” szokuje nie tylko swoją naiwnością, ale też pięknem. Zadaniem obrazu, według mnie, nie było pokazanie realiów samotności oraz tego, jak trudno z niej wyjść i doznać szczęścia. Film z zupełnie innej, trochę szokującej perspektywy, ukazał miłość. Wszystko utrzymane zostało w trochę optymistycznej i bezinteresownej konwencji. Tylko, czy taka historia mogłaby mieć miejsce we współczesnym świecie o wielkomiejskim stylu życia większości ludzi? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam już Wam.








więcej »



























