Swoją recenzję zacznę od wyjaśnienia odmienności określenia ,,nowoczesny” często mylonego z terminem ,,nowy”. Postanowiłem, aby ten przymiotnik był wspólnym mianownikiem mojej opinii, nie przez przypadek. Dzieło nowoczesne oprócz tego, że bazując na oryginalnym pomyśle, wprowadza nowy trend, może także nawiązywać do szeroko rozumianej tradycji, jako tej, która warunkuje harmonię estetyki i tożsamości – tak więc Artysta to kwintesencja nowoczesności.
Koncepcja Hazanaviciusa nie opiera się na naśladownictwie, ani na próbie kopiowania. Proces tworzenia Artysty był o wiele bardziej złożony i dotyczył każdego elementu języka filmu, ale o tym później – najpierw kilka słów dla niewtajemniczonych.
Artysta to film niemy, czarno-biały. Akcja rozgrywa się w Hollywood pod koniec lat 20. XX wieku, w czasie przełomu dźwiękowego w filmie. Bohaterem jest George Valentin – gwiazdor kina niemego, który boleśnie zderza się z wyżej wspomnianą filmową rewolucją. Z dnia na dzień staje się częścią przeszłości, wypinając się na przyszłość, która zbyt drastycznie przeistacza się w teraźniejszość. Na tle jego osobistego dramatu, rodzi się nietypowe, lecz głębokie uczucie do początkującej tancerki Peppy Miller. Trzecim bohaterem filmu Hazanaviciusa jest mały piesek, wierny towarzysz Valentina, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.
Przechodząc do recenzji właściwej, zacznę od realizacji. Hazanavicius wraz z głównym operatorem Guillaumem Schiffmanem postanowili nakręcić film wielowarstwowy, w którym kreacja filmu sprzed 90 lat jest analogicznym bohaterem do fabuły. Paradoksalnie, patrząc z drugiej strony, fabuła Artysty jest niczym innym jak elementem nawiązania do opisywanej rzeczywistości i zawartej w niej estetyki. Jest kreacją stylistyczną, którą można określić mianem autotematycznej. Nałożenie się tych dwóch warstw w połączeniu z uniwersalną, przekonująca, a co najważniejsze ciekawie przedstawioną historią dało wybitny efekt.
Trzeba zauważyć, jak nietypową pracę wstępną musieli wykonać twórcy Artysty, by w ogóle zabrać się za realizację zdjęć. Tak swoje przygotowania i spostrzeżenia opisuje reżyser:
Film niemy uczy reżysera wielkiej odpowiedzialności, bo wszystko zawiera się w obrazie. Tylko i wyłącznie za jego pomocą trzeba nawiązać mocny kontakt z publicznością. To jest kino adresowane bezpośrednio do zmysłów, w którym pomija się, w wielkiej mierze, sferę językową. W czarno-białym niemym filmie, światłocień i intensywność barwy mają największe znaczenie, bo są to główne narzędzia opowiadania. Dodatkowo Moje kino to umowne widowisko i publiczność jest od razu o tym uprzedzona, a ta jest dziś przecież inna – szybciej reaguje, jest bardziej uważna i mam nadzieję – bystrzejsza.
Przed kręceniem Artysty, wraz z Schiffmanem, odbywaliśmy liczne dyskusje na temat tego, jak film ma wyglądać. Poprosiłem go by dokonał starannego researchu. Zasypałem go stertą klasycznych filmów. Jednak research posłużył głównie jako trampolina dla wyobraźni. Pomagała rozwijać nasze opowiadanie, wzbogacała jego kontekst oraz postaci. Schiffman studiował ówczesne techniki realizacyjne, używane obiektywy i inny sprzęt. Stosował tę samą zasadę co ja: nasyć się dawnym kinem, bo potem przyjdzie czas je odrzucić.
Z ciekawostek realizatorskich należy dodać, że Artystę zrealizowano w dawnym formacie 1.33 co dało intrygujące efekty przy zbliżeniach. Kręcono na taśmie kolorowej, nakładając na kamerę filtry, ponieważ dzisiejsza taśma czarno-biała okazała się zbyt ostra, a chodziło o oddanie efektu ziarnistego obrazu. Obsada musiała też przywyknąć do tego, że kręcono z ówczesną większa prędkością – 28, a nie 24 klatki na sekundę. Wszystkie realizatorskie,,retro elementy” jakie zastosowano dały efekt estetycznego majtersztyku i chociażby wyłącznie dla nich – trzeba zobaczyć ten film.
Oceniając aktorstwo również trzeba wziąć poprawkę na nietypowe trudności z jakimi musieli zmierzyć się odtwórcy postaci. Zmuszeni byli bowiem wyrazić wszystko za pomocą obrazu. Polegali wyłącznie na mowie ciała i mimice. Jean Dujarin – odtwórca głównej roli – był dla reżysera głównie kolejnym elementem kreacji. Hazanavicius tak wypowiada się na temat wyboru aktora do głównej roli:
Jean jest doskonały zarówno w zbliżeniach, które wymagają wyrazistej mimiki twarzy, jak i w dalekich planach, gdzie widać ekspresję całego ciała. A to naprawdę rzadkie połączenie. W dodatku ma rodzaj twarzy, która łatwo może stać się twarzą z dawnej epoki.
Dujarin to wypisz wymaluj szarmancki i zawadiacki amant idealnie wpasowany w charakter filmów, których gwiazdą jest Valentin. Trzeba przyznać, że już sama facjata wygrywa tę rolę!
Rolę Peppy Miller zagrała Berenice Bejo. I tu również należą się brawa za wykreowanie postaci kobiety jednocześnie przebojowej i emanującej szczerą dobrocią. Ma w sobie niezwykłą świeżość, która pozwala widzom bez cienia wątpliwości uwierzyć, że ze zwykłej szarej dziewczyny, mogła stać się wielką gwiazdą.
Słowa uznania należą się także treserom terriera, bowiem rola psa jest znacząca, dla obu warstw: zarówno fabularnej jak i kreacyjnej.
Następnym elementem tworzącym Artystę jest muzyka. Ludovic Bource, tak jaka cała ekipa przesiedział długie godziny nad produkcjami z odległej epoki. Zapoznał się dokładnie z muzyką do filmów Chaplina oraz z twórczością wielu dziewiętnastowiecznych kompozytorów, którzy bezpośrednio inspirowali ówczesnych twórców. Twórca tak wspominał swoje kompozytorskie rozterki:
Najtrudniejsze było stworzenie muzyki towarzyszącej postaci George′a. Nie należało popadać w łatwy pastisz. Tu pomógł na Chaplin – myślę, że powstało coś wyrafinowanego i lekkiego, trochę w jego stylu. Natomiast do sekwencji stepowania stworzyłem jazzowy w stylu numer, zaaranżowany na big band.
Z mojej perspektywy ścieżka dźwiękowa została wmontowana po prostu znakomicie, ominięto wspomniany przez Bource′a pastisz, tworząc niezwykle sympatyczną linię melodyczną, głęboko i przyjemnie zapadającą w pamięci.
Przyglądając się fabule, jako odrębnym bycie, należy docenić jej wielowymiarowość. Film opowiada historię mało skoplikowaną bo zlożoną wyłącznie z dwóch przylegających do siebie wątków. Motyw podstawowy to historia poniekąd uniwarsalna. Opowieść o człowieku postawionym w trudnej sytuacji, ktory w obliczu gwałtownych przemian trochę za bardzo unosi się dumą. Przesłanie tej prostej fabuły jest w zasadzie trywialne, ale ujmująco aktualne: Świat nieustannie ewoluuje i musimy decydodować, w jakim podążamy kierunku. Odrzuconą cześcią przeszłości możemy stać się z dnia na dzień. Wątek miłosny spełnia rolę poczciwego imulsu do życia. Naiwność i tym razem wynika z obranej stylistyki, a ciepło płynące z tej dramatycznej poniekąd historii wieńczy całe dzieło.
Moim słodkim życzeniem jest, aby Artysta stał się ,,filmowskazem" dla dzisiejszego kina. I nie chodzi mi o to, by nadeszła fala filmów bezpośrednio naśladujących stare techiki filmowe. Tak jak wspomniałem na początku, Hazanavicius w genialny sposób podważył dzisiejsze rozumienie nowoczesności, ukazując/przypominając niezwykły potancjał jak niesie ze sobą sztuka filmowa.








więcej »





























