Nie licząc, który to już raz "Rozstania i powroty" będą emitowane w telewizji, postanowiłam, że tym razem ich nie przegapię. W końcu nie wiadomo kiedy nadarzy się kolejna okazja by film ten obejrzeć. Po "Wzgórzu nadziei" spodziewałam się subtelnego, przepełnionego romantyzmem oraz pięknymi kadrami, dzieła. Zazwyczaj sprecyzowane nastawienie nie sprzyja człowiekowi i często niesie ze sobą rozczarowanie. Nie inaczej było i tym razem.
Wykorzystując jeden z najpowszechniejszych wątków, Minghella pokazuje nam dwa wymiary miłości: tej damsko-męskiej oraz matczynej, która na dobrą sprawę stanowi rdzeń całego filmu. Przez dwie zegarowe godziny widz śledzi losy młodego, pozornie spełnionego w życiu Brytyjczyka Will′a (Jude Law), tkwiącego w skomplikowanym związku ze skłaniającą się ku depresji Szwedką Liv (Robin Wright), szukającego ucieczki od przytłaczającej go, domowej codzienności. Systuacja komplikuje się, gdy jego losy, za sprawą młodego włamywacza Miro (Rafi Gavron), krzyżują się z owdowiałą Bośniaczką Amirą (Juliette Binoche). Rozpaczliwie szukając wytchnienia wdaje się z nią w romans, pełen zawiłości i niedomówień, z góry skazany na nieszczęśliwe zakończenie. W całym tym emocjonalnym chaosie między bohaterami, powstają liczne powiązania, w konsekwencji łącząc ich skomplikowane losy.
Mimo, iż film z założenia skupia się na miłosnym trójkącie, a główna rola należy do mężczyzny, trudno pozbyć się wrażenia, iż nie o to tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. W głębszej warstwie dostrzegamy prawdziwy problem- ogrom poświęceń matki dla swojego dziecka, jego życia, komfortu i wolności. Amira początkowo planuje "oddać się" Will′owi by wymusić na nim porzucenie myśli o zaskarżeniu jej syna o kradzież. Z kolei Liv zrobi wszystko dla swej nadpobudliwej córki. Poświęcając się jej bez reszty jest gotowa poświęcić nawet swój związek z architektem, narażając go na szwank. Zestawiając obie kobiety nie sposób nie zwrócić uwagi na łączące je podobieństwa- to samotne matki, cudzoziemki z silnie rozwiniętą osobowością. Różni je kolor włosów i status społeczny, ale przede wszystkim podejście do życia i rzeczywistości. Amira, mimo, że mieszka w najgorszej części miasta i zarabia przysłowiowe grosze, potrafi zdobyć się na optymizm, czerpiąc z życia ile może. Natomiast Liv to unieszczęśliwiona, sterana psychicznie kobieta "na skraju załamania nerwowego". Will to postać łącząca wszystkich pozostałych. To mężczyzna wymagający kobiecej troski i ciepła, którego braki zaczyna odczuwać wraz z narastającą depresją partnerki, szukający pocieszenia w ramionach drugiej kobiety. Przez swój egoizm późno dorasta do roli odpowiedzialnego ojczyma, nie potrafiąc, a początkowo nawet nie chcąc angażować się w opiekę nad pasierbicą. Poprzez charakter nadany postaci oraz sposób odegrania jej przez Jude′a, jednoznacznie kojarzy się ona z jego wcześniejszą rolą- Dan′a z "Closer"(2004 r.). Jednak sam Minghella uratował go przed tragizmem związanym z wcześniejszym wcieleniem, uzbrajając go w, nadające lekkości całemu filmowi, dość radosne usposobienie oraz niejednokrotnie stawiając jego bohatera w zabawnych sytuacjach.
Korzystając z takich zabiegów reżyser sprawił, że mimo nie do końca szczęśliwego zakończenia, widz nie czuje po seansie szczególnego przygnębienia, a nawet cieszy się z tego, najbardziej korzystnego w tej sytuacji, rozwiązania sprawy. A kiedy będąc, tak jak ja, fanem zespołu Sigur Ros, usłyszy towarzyszący napisom końcowym utwór "Se Lest" , jest w stanie ocenić film o gwiazdkę, a nawet dwie, wyżej.
Mimo, że film nie należy do najkrótszych (skrajnie długich również) to po zakończonym seansie miałam wrażenie, iż w paru momentach zabrakło pewnych scen, z których wynikałyby te, które zostały w nim zawarte (przede wszystkim początek znajomości Will′a i Amiry). Brakowało mi w nim zdecydowania reżysera, który balansując między poetyckością a realizmem, nie zdołał wymusić na mnie zaangażowania, pozostawiając wrażenie "niedorobionego" filmu, zakrawającego na "współczesne arcydzieło". Mimo to, wieczoru nie uznaję za w pełni straconego, a film polecam, chociażby ze względu na to, by ocenić formę reżysera, szczycącego się takimi tytułami jak "Angielski pacjent", czy wspomniane już "Wzgórze nadziei".








więcej »



























