Jak to się dzieje, że Gus van Sant zdobył tylu zwolenników robiąc filmy o ludziach żyjących poza ramami spokojnego, szczęśliwego życia, które jest idealistyczną wizją przyszłości niemal każdego z nas? Nie ma obrazu, który stworzyłby w oparciu jedynie o normalne nudne postaci. Wyciąga historie ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa. Szaleńców? Zboczeńców? Psychopatów? Na pewno nie udaje, że oni nie istnieją. A może po prostu bez zbędnego patosu i wszechobecnego zakłamania przedstawia sylwetki prawdziwych ludzi, obdzierając ich z udawanej normalności i szczęścia, odrzucając maski przybierane na co dzień w zależności od wymaganych ról.
Filmy van Santa niemal jak dokumenty wizualizują prawdę o świecie. Reżyser nie boi się pokazywać szaleństwa, brzydoty, wyklęcia i odrzucenia, a zarazem nie stroni od pozytywnych uczuć. Chociaż miłość przedstawia jako trudną i bolesną zawsze w jego obrazach jest dla niej miejsce.
Moje własne Idaho, film z 1991 roku jak każdy film van Santa wzbudził dużo kontrowersji, jednak przez krytykę i odbiorców został bardzo dobrze przyjęty. Niedługo po premierze film zdobył etykietkę arcydzieła kina LGBT (czyli środowisk homoseksualnych, biseksualnych i transgenicznych). Świetnie nakręcony porusza kolejny trudny temat, teraz męskiej (może nawet chłopięcej, ze względu na młody wiek bohaterów) prostytucji.
Główne role należą do Rivera Phoenix’a i Keanu Reevesa (okrzykniętych przez krytyków najlepiej zapowiadającymi się aktorami młodego pokolenia), czyli filmowych Mike’a Watersa i Scotta Favora. Mimo iż chłopcy należą do dwóch odmiennych światów – jeden cierpiący na narkolepsje, porzucony przez matkę gej, drugi- syn dobrze sytuowanego burmistrza, znajdują się w takiej samej sytuacji życiowej. Obydwaj bezdomni, z mniej lub bardziej zrozumiałych powodów sprzedający swoje ciała na ulicy. Nie wiadomo dokładnie co ich łączy- przyjaźń? Chyba niezupełnie, Mike jest do szaleństwa zakochany w Scottcie, wydawałoby się momentami, że z wzajemnością. Jednak wszelkie złudzenia znikają, gdy podczas wspólnej podróży mającej na celu odszukanie rodziny jednego z nich, Scott znajduje miłość we Włoszech. W tym miejscu kończy się wspólna wędrówka bohaterów. Rozdzielają się, aby spotkać się znów przypadkowo w nieodległej przyszłości. Mike jest tym samym chłopcem jakim był na początku, za to Scott zmienił się nie do poznania. Dobrze ubrany z piękną kobietą u boku, bywający w najlepszych restauracjach. Po śmierci ojca odziedziczył ogromny majątek, co skłoniło go do definitywnego zerwania z życiem na ulicy. Zdaje się, że całkowicie wymazał ten etap z pamięci, tak jak starych znajomych, których swojego czasu wręcz nazywał jedyną swoją rodziną. Mimo iż w oczach Scotta widać nutkę żalu i tęsknoty za przeszłością całkowicie odcina się od świata, z którym jeszcze nie tak dawno się identyfikował.
Świetnie nakręcony, niebanalny film z historią pełną prawdy, miłości i smutku. Gus van Sant tworzy dla ludzi oczekujących od kina więcej niż dać może im hollywoodzki dystrybutor dla mas.








więcej »




























